
W jednym zdaniu, które Beata Szydło wygłosiła podczas gospodarskiej wizyty w Mielcu, są aż trzy przekłamania. Chodzi o kwestię gospodarki, przemysłu i tak zwanej "polskiej myśli technicznej".
To jest założenie, które postawiliśmy sobie, gdy PiS przygotowywał program gospodarczy, w którym zakładamy, że celem jest odbudowa, reindustrializacja polskiego przemysłu, stawianie na polską myśl techniczną, na budowanie nowoczesnej gospodarki opartej na nowoczesnych technologiach wykorzystujących polską myśl inżynieryjną i technologiczną.
Wprawdzie obie firmy działają pod szyldem Polskich Zakładów Lotniczych, a zmontowane tam śmigłowce noszą na kadłubach biało-czerwone szachownice. ale tak naprawdę od co najmniej 7 lat nie ma już polskiego przemysłu lotniczego. Jest "ulokowany w Polsce" przemysł należący do zagranicznych firm. W przypadku mieleckiej fabryki właścicielem jest Lookheed Martin, zaś w przypadku Świdnika włoski koncern Leonardo-Finmeccanica, producent znanych na świecie śmigłowców Agusta-Westland.
Kiedy Premier Beata Szydło i Antoni Macierewicz odwiedzą fabryki w Mielcu i Świdniku, zostaną im pokazane gotowe maszyny z biało-czerwonymi szachownicami – takie, jakie miałyby latać w polskich siłach zbrojnych. Jednak tak naprawdę w obu fabrykach produkuje się głównie kadłuby nowoczesnych śmigłowców. A finalny montaż (poza prototypami i egzemplarzami testowymi) odbywa się w macierzystych zakładach obu firm.
W ostatnich latach Mielec realizował zamówienia na ponad 300 takich kabin. Pierwszy kompletny śmigłowiec Black Hawk powstał w Mielcu po 2009. A zamówienia na pojedyncze sztuki złożyli: meksykańska policja, klient z Arabii Saudyjskiej oraz wojskowi z Kolumbii. W sumie powstało tam ponad 20 maszyn.
Nie wiemy jak polonizacja będzie wyglądała, jaka będzie jej definicja. Z jednej strony jest producent, który ma coś wdrożone, przygotowane, z drugiej strony jest MON, które ma takie a nie inne wymagania. Moim zdaniem polonizacja będzie polegała na połączeniu tego co już mamy z wymaganiami klienta końcowego i uruchomieniu pewnych dodatkowych procesów produkcyjnych w Polsce. Czytaj więcej
O konieczności zakupu nowych śmigłowców dla polskiej armii było wiadomo od ponad 10 lat. – Najstarsza maszyna "latająca" w elitarnej 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim pochodzi lat 70. - informuje kapitan kpt. Tomasz Pierzak, rzecznik tej jednostki. Pisaliśmy jak rozczarowani odwołanym przetargiem kawalerzyści wyciągnęli traktorami z hangarów swoje stare szkapy Mi-17 i polecieli na remont.
Mielec zatrudnia około 2400 osób, zaś Świdnik ponad 3000 tysiące. Obie firmy przekonują, że jeśli popłyną do nich miliardy polskich podatników, gotowe są produkować śmigłowce dla polskiej armii. Aby pokazać marchewkę polskim politykom, obie podpisały już listy intencyjne z Polskim Holdingiem Zbrojeniowym. Cała ta współpraca odbędzie się jednak pod warunkiem, że do jednej z tych firm trafią pieniądze, a polskie wojsko zamówi konkretnie Black Hawka, albo AW 149.
A już najbardziej kabaretowa była wypowiedź szefa MON Antoniego Macierewicza, z której wynikało, że wyprodukowane w Mielcu Black Hawki trafią do naszego wojska jeszcze w tym roku. Pytani o to szefowie PZL Mielec natychmiast odpowiedzieli "Musimy ustalić strategię komunikacyjną. To też jest dla nas świeża informacja".
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
