Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Rafał Ziemkiewicz nazywający protestującą pod domem prezesa PiS Annę Dryjańską "zdeformowaną, a mimo to urodzoną", to jedna z najmocniejszych kampanii natywnych polskiego feminizmu.

REKLAMA
I bardzo panu Panu Rafałowi w poniższym liście za nią dziękuję.
Panie Rafale,
Zawsze Pan był inny. Kiedy koledzy jarali się każdą jednozdaniową wzmianką o sobie w "Gazecie Wyborczej", pisał Pan fantastykę. Gdy koledzy zaczęli w mediach braci Karnowskich pisać fantastykę, Pan postanowił zostać twarzą ruchu kobiecego.
Zaczął Pan od razu, jak to Pan, z całą mocą swojego intelektu.
logo
Kilka słów, a mocy tu tyle, co w setkach stron dokumentów z Kongresu Kobiet. Feministki mogłyby 10 lat przerzucać się cytatami z Magdaleny Środy, Agnieszki Graff czy innej Szczuki, a nie osiągnęłyby tego, co Panu udało się zrobić dla Sprawy w jednym tweecie.
Oczywiście Pańscy koledzy jak zwykle nie zrozumieli Pana intencji. Od razu zaczęli przyznawać Panu rację, bo wiadomo, że bez "pij, będziesz łatwiejsza" nie ma gry wstępnej. Dzięki temu jednak błyskotliwie wciągnął ich Pan w promocję sprawy kobiecej.
Eliza Michalik zzieleniała pewnie z zazdrości widząc, że pod artykułami o Pańskiej wypowiedzi jest tyle komentarzy palących się do protestu kobiet, że obdzieliłoby to jej całego Facebooka na rok. A i na Partię Razem by też starczyło.
Jako że przykład idzie z góry, Pańscy mniej zdolni koledzy – gdy ktoś jest Panem, musi się przyzwyczaić, że inne byty stoją niżej w hierarchii – poszli w Pańskie ślady. Dokładnie jak to sobie Pan wymyślił!
Panie Rafale,
Kto wie, jak by wyglądała debata, gdyby Pańska gwiazda nie wyznaczała kursu zbłąkanym żeglarzom prawicowej publicystyki!
Weźmy Janka Pospieszalskiego, tego gościa bez okularów na poniższym plakacie filmu "wRobocopie".
W swoim programie tak powiedział o Dorocie Wellman.
Jan Pospieszalski

Jak ja słyszę, że ona krzyczy "nie jesteśmy krowami". No, w przypadku pani Doroty Wellman radziłbym jednak bardziej oszczędne sformułowanie porównań do trzody hodowlanej, bo to jest bardzo przykre.

Przykre jest też, jak ktoś próbuje nieudolnie imitować Pański styl. Dla mnie zawsze będzie Pan pierwszy! Ale doceńmy dobre chęci ludzi mniej zdolnych. Nigdy przecież nie wiemy, co jeszcze przyda się do podbijania frekwencji Czarnemu Protestowi.
Efekt Rafała Ziemkiewicza – my, ludzie Twittera napisalibyśmy #EfektRAZa – widać też było w wypowiedzi Jacka Piekary (też pisarz, ale dużo gorszy niż Pan). – Do aborcji potrzebne jest zapłodnienie. Do zapłodnienia potrzebny jest seks. Dobrze, wiedzieć, że Dorocie Wellman nie grozi aborcja – pisał na Twitterze jak te setki, tysiące innych prawicowych haktywistów feminizmu w pocie czoła dzień w dzień walczący za Pańskim przykładem o frekwencję na feministycznych marszach.
Nie miejsce tu, żeby wymienić wszystkich, ale wspomnijmy niektórych Pańskich epigonów: Tomasza Terlikowskiego, Łukasza Warzechę, Pawła Kukiza czy dziesiątki bezimiennych, którzy po tekście Codziennika Feministycznego o werbalnym molestowaniu studentek na Uniwersytecie Ślaskim zasypali redakcję komentarzami, na których dałoby się zbudować kilkusetosobową demonstrację.
Ale król myśli feministycznej na prawicy jest tylko jeden. I dobrze, że Pan znów o tym przypomniał komentarzem o Annie Dryjańskiej.
logo
Koledzy będą, jak to u niepokornych bywa, zaraz próbowali Pana przyćmić, ale umówmy się: jaki start ma sardynka do rekina czy takie "Powidoki" do "Smoleńska"?
Dlatego nieważne, co powiedzą zazdrośnicy: ten Czarny Protest i każdy kolejny to też Pana dzieło.
Panie Rafale!
Niech Pan nigdy, przenigdy, nie przestaje. Bo będziemy musieli polegać głównie na Terliku, a obaj wiemy, że to nie to samo.
Fan na zawsze,
Rafał Madajczak
PS. Powodzenia na procesie.