Na tych dwóch gejów spadła fala hejtu, więc nagrali nowy teledysk. "Gej nie może kojarzyć się z facetem w szpilkach"

Jakub i Dawid nagrali kolejny teledysk w odpowiedzi hejterom.
Jakub i Dawid nagrali kolejny teledysk w odpowiedzi hejterom. fot. ze zbiorów Jakuba Kwiecińskiego
Gdy Dawid i Jakub nagrali teledysk do piosenki zespołu Roxette, ilość hejtu, jaka na nich spadła, zaskoczyła i przeraziła, ale bynajmniej nie sparaliżowała. Wszystkim, którzy grozili im pobiciem, kastracją lub śmiercią odpowiedzieli nagrywając kolejny klip. Tym razem do piosenki "Don't you need somebody” RedOne z wokalem Enrique Iglesiasa. W teledysku wzięli udział przyjaciele i matka jednego z autorów teledysku.


Otwieracie wytwórnię teledysków?

Absolutnie, w ogóle nie. Uznaliśmy, że było tyle szumu wokół tego teledysku do piosenki Roxette, i tyle hejtu na nas, że nie chcieliśmy tego zostawić bez odpowiedzi. Nowy teledysk zrobiliśmy tak trochę na złość hejterom.
Nie boicie się?

Nie.

Dlaczego akurat piosenka RedOne ze śpiewającym Iglesiasem?

Obaj lubimy ten kawałek, poza tym tam są fajne słowa. Piosenka jest o tym, że każdy kogoś potrzebuje.

W komentarzach pod klipem do piosenki Roxette grożono wam śmiercią?

Dostawaliśmy różne pogróżki. Szczególnie Dawid się tym przejmował. Widzisz, to jest tak, że gdy jesteś zwykłym szarym człowiekiem i nagle zaczynają pisać na twój temat takie rzeczy, to nie jest fajne uczucie.

Jakie rzeczy?

"Jak was spotkam na ulicy, to poderżnę gardło”, "znam waszych sąsiadów, już po was idą”, "takich jak wy to bym wsadzał do komory gazowej”. To tylko te bardziej cenzuralne. Przez tydzień było bardzo niemiło. Potem znajomi zabrali nas na wyjazd poza Warszawę. Obaj potrzebowaliśmy odpoczynku.
Udało się odpocząć, wróciliście, sprawa trochę przyschła. A teraz nagrywacie kolejny teledysk? Znów będzie hejt.

Ale teraz jesteśmy na to przygotowani. Mamy pełną świadomość, że tak będzie.

Już wam ta nienawiść nie przeszkadza?

Widzisz, to jest tak, że nigdy wcześniej nie angażowaliśmy się w żadne parady, spotkania, akcje. Nie dlatego, że się baliśmy, po prostu nie czuliśmy takiej potrzeby. Nie było nam to do szczęścia potrzebne. Wydawało nam się, że w kraju jest dobrze pod tym względem tolerancji dla dla takich jak my. Dopiero hejt po Roxette uświadomił nam, jak okropne mogą być komentarze i ile jeszcze jest homofobii w narodzie.
Macie poczucie misji?


Robimy to także dlatego, że obok hejtu w komentarzach dostajemy też maile z poparciem. Wiesz, ten Roxette był dla zabawy, taki głupi filmik z wakacji, a tu się okazuje, że możemy mieć ważną rolę do spełnienia.

Co chcecie udowodnić?

Mamy wrażenie, że wizerunek geja w Polsce nie jest najlepszy. Mnie też się kojarzy gównie z paradami, chłopakami w szpilkach, drag queen z tapetą na twarzy wyginający się w spodniach z dziurą na tyłku.

Na paradach są i tacy...

Jeśli chcemy coś osiągnąć, to powinniśmy wziąć przykład z miłościwie nam panującego prezesa Kaczyńskiego i na jakiś czas schować najbardziej kontrowersyjne jednostki. Nie dlatego, że ich nie lubimy, tylko dlatego, że to się marketingowo zupełnie nie opłaca.

I chcecie schować malowanych chłopców, jak przed wyborami Kaczyński schował Macierewicza?

Siebie też schował, przecież wysunął na front Beatę Szydło. Tak, bardzo byśmy chcieli, ale niestety nie mamy na to wpływu. Dlatego tym teledyskiem chcemy pokazać, że gej to nie tylko drag queen, że to mogą być normalni goście. Oczywiście nie całkiem normalni, bo przecież wszyscy mamy jakieś odchyły, ale wiesz o co chodzi. Zostawiliśmy z Dawidem szpilki w szafie, nie malowaliśmy się i nakręciliśmy teledysk

Macie szpilki?

A chcesz pożyczyć? Nie, nie mamy, nigdy nie bawiliśmy się w takie rzeczy. I teraz liczymy na to, że dzięki temu, że jak ktoś zobaczy te nasze wygłupy, to zrozumie, że gej to nie tylko facet przebrany w damskie ciuszki. Fajnie byłoby przekonać społeczeństwo, że geje to też zwykli, nie różniący się od innych ludzie. Specjalnie nie epatujemy w tych teledyskach seksem, nie chcemy dawać inwazyjnego przekazu.
Znam wielu facetów, którym nie przeszkadza widok całujących się kobiet, ale widok całujących się facetów już się im nie podoba.

Jakimś wytłumaczeniem może być to, że wciąż nie ma tego wiele, nie widujemy tego codziennie. A u kobiet jest to subtelniejsze i naturalniejsze. Już od dziecka obejmują się, całują, przyjaźń tak wielka, że ojej.

Jest coś obrzydliwego w widoku całujących się dwóch gości?

Absolutnie nie, ale zdaję sobie sprawę, że taki widok na ulicy jest pewnego rodzaju sensacją. Nawet dla mnie. I nie dlatego, że mi się to nie podoba tylko dlatego, że nie jestem do tego przyzwyczajony. I to właśnie chcielibyśmy zmienić.

Jak wasze rodziny zareagowały na tę popularność waszego nagrania?

To trudny temat. Mieliśmy wsparcie ze strony rodziców Dawida. Moi rodzice zawsze mieli z tym problem. Niby zaakceptowali Dawida, choć chętniej by go widzieli w innej roli, ale wyłącznie na zasadzie „byle się ludzie nie dowiedzieli”. Gdy pojawił się teledysk, kontakt się urwał. Boli mnie to, ale w końcu stwierdziłem, że trudno. Jestem jaki jestem i muszą mnie takim zaakceptować. Na razie nie zaakceptowali. Gdy dzwoniłem do mamy, to powiedziała, że nie mamy o czym rozmawiać i odłożyła słuchawkę.

Zwyciężył wstyd przed sąsiadami?

Myślę, że tak. To dla nich największy problem, „co sąsiedzi powiedzą”.
Skąd pochodzisz?

Z Żyrardowa, to małe miasto pod Warszawą.

Znasz jakichś gejów z Żyrardowa?

Tak, znam.

Wszyscy mają taki sam problem jak ty?

Z tym jest różnie, jedni mają problem, inni nie. Myślę, że jest tak pół na pół. Wydaje mi się, że nie ma jakiegoś klucza, według którego można to zdefiniować. Ale z tego co widzę, największy problem mają ludzie w małych miasteczkach, gdzie nie da się tego ukryć, człowiek nie jest tak anonimowy jak mieszkaniec dajmy na to Warszawy. W takim Żyrardowie ogłoszenie, że jest się gejem może oznaczać śmierć towarzyską.

A Dawid skąd jest?

Z Lubina, małe miasto pod Wrocławiem.

Jego rodzice też się go wyparli?

Nie mają z tym problemu, bardzo nas wpierają. Przy okazji tego zamieszania wokół teledysku jego mama zwyczajnie się o nas bała. Dzwoniła codziennie do nas z pytaniem, czy wszystko w porządku. Teraz wzięła udział w nowym teledysku.

Nie tylko ona, tam jest tłum ludzi. Długo to nagrywaliście?

Zajęło to ze trzy tygodnie. Ale nie, to nie tak, że siedzieliśmy nad tym cały ten czas. Na jeden weekend wyskoczyliśmy ze znajomymi do Opola, w następny weekend pojechaliśmy do Czech, potem któregoś dnia wyskoczyliśmy nad Wisłę coś dograć. Tak naprawdę to było kilka dni pracy. A zaczęło się od tego, że znajomi na Mazurach namawiali nas: "nagrajcie coś, nagrajcie”. No to nagraliśmy, taki półminutowy kawałek. Zmontowałem, pokazaliśmy innym znajomym, i ci też chcieli wziąć w tym udział. Znów kilkadziesiąt sekund. Skończyło się tak, że mamy cały utwór.

Tak dużo tych znajomych chciało wystąpić?

Do internetu poszła taka wersja, gdzie jest dwadzieścia parę osób, ale dla siebie prywatnie mamy teledysk, gdzie jest trzydzieści pięć. Tylko że część z nich nie była gotowa na to, żeby stać się obiektem nienawiści w sieci.

Rzeczywiście pojawiły się komentarze pod adresem tych odważniejszych?

Tak. Koleżance w pracy mówią na przykład „uuu, poważna pani prawniczka, a z gejami na filmie w bikini występuje”. Nawet zwykłe komentarze mogą zaboleć. Tak to już jest w Polsce, ale może i na świecie, że masa ludzi nic nie robi, ale jak ktoś się wychyli, to zaraz znajdzie się grupa takich, która go do parteru sprowadzi.

Co zrobicie z rosnącą popularnością?

Popularność to ostatnia rzecz na jakiej nam zależało. Na początku to było bardzo niekomfortowe. Z miesiąc się przyzwyczajaliśmy. Pamiętam, że gdy te trzy miesiące temu przyszło zaproszenie do TVN, to na początku powiedzieliśmy, że absolutnie nie. Dopiero po kilku tygodniach odważyliśmy się jednak wystąpić w telewizji.

Ale chyba musicie liczyć się z tym, ze znów będzie o Was głośno.

Nie jesteśmy naiwni. Z jednej strony popularność nie jest tym, co uwielbiamy. Z drugiej strony jednak chcemy hejterom zagrać na nosie, a do tego film musi się ponieść. Wiesz, to jest tak, jak coś robisz kilka dni to fajnie, jeśli ktoś to zobaczy...
Roxette was chwalił i sławił w sieci. Liczycie na odzew ze strony Iglesiasa?

Nie liczymy na to. Ale wracając do Roxette, to muszę się pochwalić, że zaprosili nas do swojego nowego teledysku. To jest dla nas super sprawa, przecież to zespół naszej młodości.

Kiedy następne nagrania?

Obiecuję, że więcej teledysków nie będzie!

Nawet jeśli dostaniecie zaproszenie od Enrique, żeby razem nagrać coś fajnego w Hiszpanii?

No dobra, za każdym razem, gdy trafi się okazja, żeby wyrwać się z tej jesiennej szarości, to bardzo chętnie skorzystamy.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...