
Legia zagra z Realem w Lidze Mistrzów. Powinno być super, prawda? A jednak komentarze przed meczem są pełne żółci. Do tego nie wylewają jej użytkownicy z madryckich adresów IP - tylko rodzimi fani piłki nożnej. Czemu w takiej chwili Polacy odwracają się od swojej drużyny?
REKLAMA
Grają nasi! Znacie te emocje? Wszędzie powiewają narodowe barwy, wszyscy się cieszą. Nawet jeśli w głębi serca każdy wie, że za chwilę na boisku dostaniemy manto, to i tak w tej wyjątkowej chwili panuje jedność i zgoda. Bo grają nasi! Okazuje się jednak, że istnieje poważne odstępstwo od tej reguły. Legia Warszawa zagra z Realem Madryt? Nie ma mowy o kibicowaniu. "Na boisku ogolą Legionistów!" – krzyczą internauci w komentarzach, rozlewając coraz większą falę hejtu.
Po porażkach 0:6 i 0:2 z teoretycznie słabszymi od Realu Borussią Dortmund i Sportingiem Lizbona, oczekiwania przegranej są aż zbyt wyraźne.
Ale jak to? Przecież nawet Zidane chwalił Legię! Mówił, że jest równie dobra co Real! "Szacunek, panie Zidane. A co miał powiedzieć? Że kibice znowu będą płakać i, że to wiocha i słoma wychodzi warszawskim legionistom?" – sprowadza nas na ziemię jeden z komentujących.
Dziedziczna nienawiść od 1916 roku
Skąd tyle agresji? Dr Robert Gawkowski, historyk sportu Uniwersytetu Warszawskiego i autor książek na temat dziejów piłki nożnej, źródeł niechęci dopatruje się w historii klubu i czasach, kiedy Legia była uprzywilejowaną drużyną wojskową.
Skąd tyle agresji? Dr Robert Gawkowski, historyk sportu Uniwersytetu Warszawskiego i autor książek na temat dziejów piłki nożnej, źródeł niechęci dopatruje się w historii klubu i czasach, kiedy Legia była uprzywilejowaną drużyną wojskową.
– Nie da się ukryć, że Legia budzi mnóstwo diametralnie różnych emocji. Być może często mamy do czynienia ze zwykłą zazdrością, bo wojskowy klub z Warszawy miał zawsze pieniądze, wygrywał i osiągał dobre rezultaty. W efekcie w stolicy i okolicach Legia jest wręcz kochana, ale w innych miastach budzi antypatię. A kolejne wiadomości o burdach kibiców antypatię tą podsycają – mówi nam dr Gawkowski.
Najwięcej za uszami Legia miała w czasach PRL. Według historyka klub rósł w siłę kosztem innych drużyn, mając solidne wsparcie po stronie władzy, co zaowocowało znacznie większymi możliwościami, a także zabieraniem najlepszych zawodników. Ludzie po prostu widzieli to, co działo się wtedy i pamiętają to do dzisiaj.
– Najostrzejsze opinie na temat klubu krążyły w czasach PRL, kiedy kibice
zorientowali się, że Legia stała się klubem – pupilkiem nowej władzy. Powszechnie wiadomo, w jaki sposób ściągała najzdolniejszych graczy z całego kraju. Zdolny, wybijający się piłkarz dostawał powołanie do wojska i w ten sposób trafiał na Łazienkowską zasilając Legię i osłabiając rodzimy klub. Gdy Polonia, jej lokalny rywal miał stałe problemy z władzą i nawet dekretem Bieruta zabrano jej stadion, to Legia miała zielone światło na wszystko. – uzupełnia dr Gawkowski.
zorientowali się, że Legia stała się klubem – pupilkiem nowej władzy. Powszechnie wiadomo, w jaki sposób ściągała najzdolniejszych graczy z całego kraju. Zdolny, wybijający się piłkarz dostawał powołanie do wojska i w ten sposób trafiał na Łazienkowską zasilając Legię i osłabiając rodzimy klub. Gdy Polonia, jej lokalny rywal miał stałe problemy z władzą i nawet dekretem Bieruta zabrano jej stadion, to Legia miała zielone światło na wszystko. – uzupełnia dr Gawkowski.
Według historyka, środowisko kibicowskie było na początku budowane w dużej mierze sztucznie. W latach 50-tych jeszcze kilka lat po degradacji Polonii, warszawska publiczność bardziej sympatyzowała z Czarnymi Koszulami. Wtedy to władze wojskowego klubu dostrzegły, że popularność ich klubu nie idzie w parze z bardzo dobrymi wynikami. Zaczęły dbać o popularyzację Legii: tworząc między innymi koło kibiców, współpracując ze szkołami czy fundując bezpłatne bilety.
Obok koła kibica, rozdawano darmowe bilety na mecze czy fundowano wyjazdy harcerzom. Uprzywilejowana Legia była celowo promowana jako wyjątkowy klub flagowy, co drażniło wszystkich innych.
– Zaryzykuję twierdzenie, że chęć większej popularności sprawiła, że w 1966 r. władze Legii mocno zaakcentowały swe związki z legionami. To był swego rodzaju majstersztyk mitologizacji, bo powołując się na legiony nic nie wspominano o Piłsudskim – mówi dr Gawkowski.
Historia historią, ale tu i teraz chodzi o coś zupełnie innego
W ten sposób niechęć do warszawiaków została głęboko zakorzeniona na obrzeżach kraju. Podczas gdy fani ze stolicy potrafią wydawać ciężkie pieniądze na licencjonowane drzwi z barwami ukochanego zespołu, im dalej od Warszawy, tym większe prawdopodobieństwo, że miasto udekorowane jest przekreślonymi znaczkami Legii. Paradoksalnie jednak, to nie ma dużego wpływu na dzisiejsze emocje. Problemem nie jest także perspektywa starcia między dwiema lubianymi drużynami
W ten sposób niechęć do warszawiaków została głęboko zakorzeniona na obrzeżach kraju. Podczas gdy fani ze stolicy potrafią wydawać ciężkie pieniądze na licencjonowane drzwi z barwami ukochanego zespołu, im dalej od Warszawy, tym większe prawdopodobieństwo, że miasto udekorowane jest przekreślonymi znaczkami Legii. Paradoksalnie jednak, to nie ma dużego wpływu na dzisiejsze emocje. Problemem nie jest także perspektywa starcia między dwiema lubianymi drużynami
Zdaniem Kamila Radomskiego, psychologa sportu Uniwersytetu SWPS i członka Fundacji Sportu Pozytywnego problemem jest ogromna rozbieżność między oczekiwaniami, a realnymi szansami w tabeli. Chociaż ludzie generalnie cieszą się z tego, że polska drużyna dostała się do ligi mistrzów, to jej wyniki i zaangażowanie nie sprostały wysokim oczekiwaniom, nadziejom które pokładane są często na wyrost. Na dzień dzisiejszy w grę wchodzi zagrożenie spadku samooceny fanów utożsamiających się z warszawską ,a w końcu i przede wszystkim polską drużyną .
– Legia znajduje się w trudnej grupie, a oczekiwania są zbyt wielkie. Jeśli realistycznie weźmiemy pod uwagę budżety, składy, aktualną formę i dyspozycję, trudności z zachowaniem kibiców tzw. żylety, to szanse na wygraną są zdecydowanie utrudnione – tłumaczy nam.
Mówiąc obrazowo, konfrontując oczekiwania z niekorzystnymi dla Legii wynikami, oraz stylem, w jakim drużyna rozgrywa ostatnie mecze, potencjalny kibic ratuje samoocenę prześmiewczym podejściem, dystansując się od możliwej porażki. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądałaby, gdyby sukces był bardziej prawdopodobny. Wtedy wiele osób chętnie utożsamiałoby się z barwami Legii, aby znaleźć się w świetle chwały i czerpać ze zwycięstwa piłkarzy.
Czy internetowy jad odbije się na grze zawodników? Radomski przekonuje, że piłkarze Legii wiedzą kiedy wyłączyć media i zdystansować się od medialnego bombardowania - są profesjonalistami. Mimo to zaznacza, że wsparcia nigdy nie zaszkodzi - szczególnie ze strony mediów.
– Dzięki mediom, portalom społecznościowym hejt dzisiaj częściej przebija się przez kanały
informacji i jest lepiej dostrzegalny. Myślę jednak, że warto pamiętać o byciu pozytywnym kibicem o wspierającej roli, niezależnie od tablicy wyników. W sporcie chodzi przecież o te pozytywne emocje, o bycie z warszawską i polską drużyną na dobre i na złe – podsumowuje psycholog.
informacji i jest lepiej dostrzegalny. Myślę jednak, że warto pamiętać o byciu pozytywnym kibicem o wspierającej roli, niezależnie od tablicy wyników. W sporcie chodzi przecież o te pozytywne emocje, o bycie z warszawską i polską drużyną na dobre i na złe – podsumowuje psycholog.
Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl
