
Trump miał jasny cel: odwrócić niekorzystne sondaże. Nie udało się, a jeszcze się podłożył. Stwierdził, że zobaczy, czy uzna wynik wyborów, co jest rażącym naruszeniem amerykańskiej tradycji politycznej.
Trzecia debata prezydencka była dla Donalda Trumpa ostatnią szansą na odwrócenie niekorzystnego trendu w sondażach. Zaczęło się jak podczas drugiej debaty – bez podania rąk. Hillary Clinton, ubrana na biało, kontrastowała z Trumpem, który założył jak zwykle ciemny garnitur i czerwony krawat. Można się zżymać, ale takie szczegóły mają znaczenie.
Jak w Polsce Prowadzący Chris Wllace z FOX News pokierował debatę na poważne tory, najpierw pytając o plany kandydatów wobec Sądu Najwyższego. Nominowanie sędziów to jeden z najważniejszych obowiązków prezydenta. Clinton opowiedziała się za kontrolą dostępu do broni, a Trump przekonywał, że popiera drugą poprawkę.
Po rozmowie o Sądzie Najwyższym, który można uznać za odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego, przyszedł czas na aborcję – dokładnie jak w polskiej polityce w ostatnich miesiącach. Clinton mówiła, że rząd nie może się mieszać w takie kwestie, że to decyzja kobiety i jej rodziny.
Prezydencki. Przez pierwsze 25 minut Trump przekonywał, że jest prorodzinny. Szybko przypomniano mu, że sam wielokrotnie zmieniał zdanie w tej sprawie. – Ona chce, żeby można było wyrwać dziecko z łona w dziewiątym miesiącu ciąży – mówił. – To nieprawda. Używanie takiej retoryki strachu jest nieszczęśliwe – odpowiadała Clinton.
Przez pierwsze 25 minut starcia Trump był nadzwyczaj spokojny, starał się być "prezydencki – dokładnie tak, jak podczas pierwszej debaty. Internauci zwracali uwagę, że znowu pociągał nosem. Ale kiedy zaczęto mówić o imigracji, szybko zagłuszył to swoimi krzykami. Clinton celnie uderzyła, przypominając mu zatrudnianie nielegalnych imigrantów.
Putin po raz trzeci Jednak do najostrzejszego starcia doszło w kwestii stosunków z Rosją. Clinton tradycyjnie próbowała pokazać Trumpa jako ruso-, a właściwie putinofila. Kandydat Republikanów nie był w stanie jasno się od niego odciąć. Przekonywał, że nie spotkał się z prezydentem Rosji, choć kilka lat temu mówił coś zupełnie innego.
– Putin chce prezydenta-marionetki – zaatakowała Clinton. – Sama jesteś marionetką – wypalił Trump. Przekonywał też, że Clinton dała się ograć Putinowi ws. ISIS i Bliskiego Wschodu. Narzekał też, że USA nie rozbudowują arsenału jądrowego. Clinton obrazowo przypomniała, że od rozkazu prezydenta do startu rakiet mijają 4 minuty. Wskazywała, że Trump jest zbyt emocjonalny, by podejmować takie decyzje.
Chińska stal i podatki Kiedy prowadzący pytał o plan ekonomiczny, Clinton zaatakowała go za importowanie chińskiej stali do budowy swoich budynków. Z kolei Trump atakował męża Clinton za podpisanie umowy o północnoamerykańskiej strefie wolnego handlu, co jego zdaniem pozbawiło Stany milionów miejsc pracy. – Trump nie zapłacił ani centa podatku federalnego, podczas gdy połowa nielegalnych imigrantów płaci więcej podatków niż on – mówiła Clinton.
Była sekretarz stanu porównywała swoją drogę zawodową z karierą Trumpa. Mówiła, że kiedy ona walczyła o prawa dzieci Afroamerykanów, on dopuszczał się dyskryminacji, a kiedy ona była w pokoju, z którego nadzorowano zabicie Bin Ladena, on zajmował się programem rozrywkowym w telewizji. Rozwinięcie tej myśli można znaleźć na stronie internetowej przygotowanej przez kampanię Clinton.
Skandale Trumpa W połowie debaty prowadzący przywołał skandale obyczajowe, które były udziałem Trumpa i męża Hillary Clinton. Republikanin przekonywał, że opowieści dziewięciu kobiet, które oskarżyły go o molestowanie, zostały zmyślone, a może nawet przygotowane przez kampanię Clinton. – Nie przeprosiłem nawet mojej żony, bo nic się nie stało – mówił, komentując niesławne taśmy sprzed dekady. To zaskakujące, bo ona sama kilka dni temu mówiła, że mąż ją przeprosił.
Oczywiście zaatakował też Billa Clintona. – Musimy zdecydować, jakim społeczeństwem jesteśmy – mówiła Clinton. – Nikt nie szanuje kobiet bardziej, niż ja – stwierdził Trump, wywołując pusty śmiech nawet u jego sympatyków. Godzinę później, chyba po to, by udowodnić, że to była najwłaściwsza reakcja, nazwał Clinton "paskudną kobietą".
Skandale Clinton Trump, by uniknąć mówienia o jego skandalicznych wypowiedziach, błyskawicznie zmienił temat na maile Clinton. – O tym powinniśmy mówić, a nie o fikcji, którą się tworzy, bo ktoś chce sławy – mówił. Stwierdził też, że Clinton nie powinna być dopuszczona do startu, tylko znaleźć się w więzieniu.
Prowadzący Chris Wallace, uznawany jednogłośnie za największego wygranego debaty, przypomniał kontrowersje związane z Fundacją Clintonów (najwięksi darczyńcy mieli ułatwiony dostęp do Hillary urzędującej wtedy jako sekretarz stanu). Trump atakował, że Clinton mówiąca o szacunku dla kobiet, sama wzięła dotacje od władców Arabii Saudyjskiej, gdzie kobiet się nie szanuje, a do tego prześladuje się mniejszości seksualne.
Największy błąd Trumpa Jednym z największych błędów Trumpa było unikanie jasnej odpowiedzi w sprawie uszanowania wyników wyborów. W kampanii wielokrotnie przekonywał, że wybory są zmanipulowane. – Potrzymam was w niepewności – stwierdził. W kraju z tak długą tradycją demokratyczną taka odpowiedź to poważny błąd, który będzie głównym tematem mediów.
Kiedy moderator próbował pytać o Aleppo, Trump przerywał nawet jemu. Wallace się jednak nie poddawał i wykazywał luki i sprzeczności w wypowiedziach Trumpa. Kandydat przekonywał, że Assad jest bardziej cwany niż Clinton i Obama. Zaatakował też "słaby osąd" Clinton, który miał krytykować nawet Bernie Sanders, jej główny konkurent w prawyborach. Ten szybko odpowiedział na Twitterze.
Na koniec debaty kandydaci musieli wyjaśnić, jak chcą ograniczyć gigantyczne zadłużenie USA. Clinton zapewniała, że nie zwiększy go ani o centa. Trump wrócił do swojego sloganu "make America great again".
Różnica klas Na koniec prowadzący poprosił o to, by kandydaci w ciągu minuty przekonali wyborców do głosowania właśnie na nich. – Dzieci i rodziny to praca mojego życia, dlatego na urzędzie prezydenta zrobię wszystko, by bronić je przed korporacjami – mówiła. Ostatnie słowo należało do Trumpa: – Zrobię więcej dla Afroamerykanów i Latynosów więcej, niż ona zrobiłaby tylko przez 10 żywotów, bo ona tylko mówi.
Znamienne, że w tej ostatniej części Clinton mówiła o swojej wizji i swoich planach, a Trump skupiał się na krytyce konkurentki. Republikanin ma za sobą najlepszy występ, ale nie znalazł punktu ataku, który zaszkodziłby Clinton i odwrócił los wyborów. Wydaje się więc, że 8 listopada większość wyborców odda swój głos na Clinton.
