W trzeciej debacie prezydenckiej w USA Donald Trump popełnił poważny błąd.
W trzeciej debacie prezydenckiej w USA Donald Trump popełnił poważny błąd. Fot. Zrzut ekranu z Facebook.com/NYT

Trump miał jasny cel: odwrócić niekorzystne sondaże. Nie udało się, a jeszcze się podłożył. Stwierdził, że zobaczy, czy uzna wynik wyborów, co jest rażącym naruszeniem amerykańskiej tradycji politycznej.

REKLAMA

Trzecia debata prezydencka była dla Donalda Trumpa ostatnią szansą na odwrócenie niekorzystnego trendu w sondażach. Zaczęło się jak podczas drugiej debaty – bez podania rąk. Hillary Clinton, ubrana na biało, kontrastowała z Trumpem, który założył jak zwykle ciemny garnitur i czerwony krawat. Można się zżymać, ale takie szczegóły mają znaczenie.

Jak w Polsce Prowadzący Chris Wllace z FOX News pokierował debatę na poważne tory, najpierw pytając o plany kandydatów wobec Sądu Najwyższego. Nominowanie sędziów to jeden z najważniejszych obowiązków prezydenta. Clinton opowiedziała się za kontrolą dostępu do broni, a Trump przekonywał, że popiera drugą poprawkę.

Po rozmowie o Sądzie Najwyższym, który można uznać za odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego, przyszedł czas na aborcję – dokładnie jak w polskiej polityce w ostatnich miesiącach. Clinton mówiła, że rząd nie może się mieszać w takie kwestie, że to decyzja kobiety i jej rodziny.

Prezydencki. Przez pierwsze 25 minut Trump przekonywał, że jest prorodzinny. Szybko przypomniano mu, że sam wielokrotnie zmieniał zdanie w tej sprawie. – Ona chce, żeby można było wyrwać dziecko z łona w dziewiątym miesiącu ciąży – mówił. – To nieprawda. Używanie takiej retoryki strachu jest nieszczęśliwe – odpowiadała Clinton.

Przez pierwsze 25 minut starcia Trump był nadzwyczaj spokojny, starał się być "prezydencki – dokładnie tak, jak podczas pierwszej debaty. Internauci zwracali uwagę, że znowu pociągał nosem. Ale kiedy zaczęto mówić o imigracji, szybko zagłuszył to swoimi krzykami. Clinton celnie uderzyła, przypominając mu zatrudnianie nielegalnych imigrantów.

Putin po raz trzeci Jednak do najostrzejszego starcia doszło w kwestii stosunków z Rosją. Clinton tradycyjnie próbowała pokazać Trumpa jako ruso-, a właściwie putinofila. Kandydat Republikanów nie był w stanie jasno się od niego odciąć. Przekonywał, że nie spotkał się z prezydentem Rosji, choć kilka lat temu mówił coś zupełnie innego.

– Putin chce prezydenta-marionetki – zaatakowała Clinton. – Sama jesteś marionetką – wypalił Trump. Przekonywał też, że Clinton dała się ograć Putinowi ws. ISIS i Bliskiego Wschodu. Narzekał też, że USA nie rozbudowują arsenału jądrowego. Clinton obrazowo przypomniała, że od rozkazu prezydenta do startu rakiet mijają 4 minuty. Wskazywała, że Trump jest zbyt emocjonalny, by podejmować takie decyzje.

Chińska stal i podatki Kiedy prowadzący pytał o plan ekonomiczny, Clinton zaatakowała go za importowanie chińskiej stali do budowy swoich budynków. Z kolei Trump atakował męża Clinton za podpisanie umowy o północnoamerykańskiej strefie wolnego handlu, co jego zdaniem pozbawiło Stany milionów miejsc pracy. – Trump nie zapłacił ani centa podatku federalnego, podczas gdy połowa nielegalnych imigrantów płaci więcej podatków niż on – mówiła Clinton.

Była sekretarz stanu porównywała swoją drogę zawodową z karierą Trumpa. Mówiła, że kiedy ona walczyła o prawa dzieci Afroamerykanów, on dopuszczał się dyskryminacji, a kiedy ona była w pokoju, z którego nadzorowano zabicie Bin Ladena, on zajmował się programem rozrywkowym w telewizji. Rozwinięcie tej myśli można znaleźć na stronie internetowej przygotowanej przez kampanię Clinton.

Skandale Trumpa W połowie debaty prowadzący przywołał skandale obyczajowe, które były udziałem Trumpa i męża Hillary Clinton. Republikanin przekonywał, że opowieści dziewięciu kobiet, które oskarżyły go o molestowanie, zostały zmyślone, a może nawet przygotowane przez kampanię Clinton. – Nie przeprosiłem nawet mojej żony, bo nic się nie stało – mówił, komentując niesławne taśmy sprzed dekady. To zaskakujące, bo ona sama kilka dni temu mówiła, że mąż ją przeprosił.

Oczywiście zaatakował też Billa Clintona. – Musimy zdecydować, jakim społeczeństwem jesteśmy – mówiła Clinton. – Nikt nie szanuje kobiet bardziej, niż ja – stwierdził Trump, wywołując pusty śmiech nawet u jego sympatyków. Godzinę później, chyba po to, by udowodnić, że to była najwłaściwsza reakcja, nazwał Clinton "paskudną kobietą".

Skandale Clinton Trump, by uniknąć mówienia o jego skandalicznych wypowiedziach, błyskawicznie zmienił temat na maile Clinton. – O tym powinniśmy mówić, a nie o fikcji, którą się tworzy, bo ktoś chce sławy – mówił. Stwierdził też, że Clinton nie powinna być dopuszczona do startu, tylko znaleźć się w więzieniu.

Prowadzący Chris Wallace, uznawany jednogłośnie za największego wygranego debaty, przypomniał kontrowersje związane z Fundacją Clintonów (najwięksi darczyńcy mieli ułatwiony dostęp do Hillary urzędującej wtedy jako sekretarz stanu). Trump atakował, że Clinton mówiąca o szacunku dla kobiet, sama wzięła dotacje od władców Arabii Saudyjskiej, gdzie kobiet się nie szanuje, a do tego prześladuje się mniejszości seksualne.

Największy błąd Trumpa Jednym z największych błędów Trumpa było unikanie jasnej odpowiedzi w sprawie uszanowania wyników wyborów. W kampanii wielokrotnie przekonywał, że wybory są zmanipulowane. – Potrzymam was w niepewności – stwierdził. W kraju z tak długą tradycją demokratyczną taka odpowiedź to poważny błąd, który będzie głównym tematem mediów.

Kiedy moderator próbował pytać o Aleppo, Trump przerywał nawet jemu. Wallace się jednak nie poddawał i wykazywał luki i sprzeczności w wypowiedziach Trumpa. Kandydat przekonywał, że Assad jest bardziej cwany niż Clinton i Obama. Zaatakował też "słaby osąd" Clinton, który miał krytykować nawet Bernie Sanders, jej główny konkurent w prawyborach. Ten szybko odpowiedział na Twitterze.

Na koniec debaty kandydaci musieli wyjaśnić, jak chcą ograniczyć gigantyczne zadłużenie USA. Clinton zapewniała, że nie zwiększy go ani o centa. Trump wrócił do swojego sloganu "make America great again".

Różnica klas Na koniec prowadzący poprosił o to, by kandydaci w ciągu minuty przekonali wyborców do głosowania właśnie na nich. – Dzieci i rodziny to praca mojego życia, dlatego na urzędzie prezydenta zrobię wszystko, by bronić je przed korporacjami – mówiła. Ostatnie słowo należało do Trumpa: – Zrobię więcej dla Afroamerykanów i Latynosów więcej, niż ona zrobiłaby tylko przez 10 żywotów, bo ona tylko mówi.

Znamienne, że w tej ostatniej części Clinton mówiła o swojej wizji i swoich planach, a Trump skupiał się na krytyce konkurentki. Republikanin ma za sobą najlepszy występ, ale nie znalazł punktu ataku, który zaszkodziłby Clinton i odwrócił los wyborów. Wydaje się więc, że 8 listopada większość wyborców odda swój głos na Clinton.