Jerzy Kwaśniewski przypomina, że kary za aborcję są stosowane za granicą, ale pomija inne istotne szczegóły.
Jerzy Kwaśniewski przypomina, że kary za aborcję są stosowane za granicą, ale pomija inne istotne szczegóły. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Szef Ordo Iuris broni projektu "Stop aborcji", przekonując, że karanie kobiet za aborcję to na świecie norma. Jako przykład wymienia Belgię i Anglię. Jak w rzeczywistości wygląda prawo aborcyjne w tych krajach?

REKLAMA
Jerzy Kwaśniewski nie ugina się pod presją Czarnego Protestu. Uważa go wyłącznie za element lewackiej propagandy i wierzy, że Polacy oczekują takiego prawa, jakie zaproponowało Ordo Iuris. Przypomnijmy, że projekt "Stop aborcji" zakładał całkowity zakaz przerywania ciąż. Projekt wprowadzał także w kilku sytuacjach kary dla kobiet, które zdecydowały się na zabieg, jednocześnie zapewniając też w niektórych przypadkach zwolnienie z odpowiedzialności.
Kilka tygodni po odrzuceniu projektu Kwaśniewski stwierdził, że kary są lepszym rozwiązaniem niż ustawowo gwarantowana bezkarność.
Jerzy Kwaśniewski
Prezes fundacji Ordo Iuris

Dlatego standardem światowym jest jednak karanie kobiet, a nie ich automatyczna bezkarność (...). Nawet najszerzej dostępna aborcja jest ujmowana w pewne ramy prawne, a ich naruszenie wiąże się z karalnością. Najlepszym dowodem jest to, że w ostatnich tygodniach grupy proaborcyjne z Belgii i Anglii zgłosiły postulat zniesienia karalności kobiet w ich krajach, na wzór rozwiązań polskich. A przecież tam aborcja jest dostępna niezwykle szeroko. Czytaj więcej

Aborcja w Belgii

Aborcja w Belgii była całkowicie zakazana do kwietnia 1990 roku, chociaż kliniki aborcyjne funkcjonowały już wcześniej. Od tamtej pory przerywanie ciąży jest dopuszczalne we wszystkich przypadkach do 12 tygodnia ciąży. Przed zabiegiem pacjentka musi poświęcić 6 dni na konsultacje z lekarzem. Aborcja w późniejszym terminie nadal jest dozwolona, jeżeli istnieje potwierdzone przez dwóch lekarzy zagrożenie dla życia matki, lub stwierdzono upośledzenie płodu. Według statystyk z 2009 roku, na 1000 kobiet w wieku 15-44 lat ok. 9 usunęło ciążę.
Na dalszym etapie ciąży aborcja w Belgii jest nielegalna, to jednak nie powstrzymuje kobiet przed "turystyką aborcyjną". Każdego roku w tym celu granicę przekracza od 500 do 600 osób, głównie do Holandii, gdzie aborcja dopuszczalna jest do 20. tygodnia.
W przypadku nielegalnych aborcji kodeks karny przewiduje dla lekarza (lub innej osoby przeprowadzającej zabieg) karę pozbawienia wolności od trzech miesięcy do roku i grzywnę, a dla kobiety karę od 1 do 12 miesięcy pozbawienia wolności i grzywnę.
Krótko mówiąc, w temacie Belgii Kwaśniewski powiedział odrobinę prawdy, ale w żadnym wypadku belgijskie prawo nie jest argumentem za światowymi standardami projektu Ordo Iuris.

Aborcja w Anglii

Sprawa jest bardziej skomplikowana w przypadku Wielkiej Brytanii, czy konkretnie wymienionej przez Kwaśniewskiego Anglii. Aborcję umożliwia Abortion Act 1967, który obowiązuje w Anglii, Walii i w Szkocji, ale nie w Irlandii Północnej.
Przerwanie ciąży jest możliwe do 24. tygodnia, po wyrażeniu opinii przez dwóch lekarzy, oraz kiedy kontynuowanie ciąży mogłoby spowodować uszczerbek na zdrowiu fizycznym lub psychicznym kobiety, a także jej już urodzonych dzieci. Nie ma ograniczeń w przypadku zagrożenia nieodwracalnymi chorobami i upośledzeniem płodu, a także przy zagrożenia życia matki. Gwałt nie jest przesłanką do zatwierdzenia zabiegu.
W 98 proc. przypadków przeprowadzenie aborcji tłumaczone jest ochroną zdrowia psychicznego. Za nielegalną aborcję grozi więzienie. Aktualne są wciąż przepisy, które jako maksymalny wymiar kary podają karę dożywocia. Najczęściej sądy wydają wyroki w zawieszeniu.
Gdzie Kwaśniewski ma rację? W obu przypadkach prawo przewiduje kary za nielegalnie przeprowadzone aborcje. W Wielkiej Brytanii dochodzi także do zapadania wyroków. Mimo to, nawet stosunkowo surowe brytyjskie przepisy, na tle na tle fundamentalistycznego projektu "Stop aborcji" wydają się niezwykle liberalne.

Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl