
– To dopiero pierwsza osoba, którą poddano sekcji i za wcześnie jest wnioskować na jakikolwiek temat. Nie spodziewałabym się, że już za pierwszym razem coś znajdziemy – powiedziała w rozmowie z naTemat Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury. To komentarz do wstępnych wyników sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego.
Z nieoficjalnych doniesień RMF FM wynika, że śledczy stwierdzili, iż do śmierci Lecha Kaczyńskiego doszło na skutek obrażeń typowych dla wypadków komunikacyjnych. Co na to rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej? Zapytaliśmy Magdalenę Mertę, czyli jedną z osób, która wierzy, że pod Smoleńskiem doszło do zamachu.
– To dopiero pierwsza osoba. Poza tym pamiętajmy, że prowadzone dotąd badania nie zawsze wykazywały anomalie. Za to badania profesora Witakowskiego [organizatora Konferencji Smoleńskich - red.] wyraźnie wskazywały na to, że ślady czynnych substancji nosiły rzeczy z okresu, który my nazywamy "pierwszą Moskwą". Te rzeczy, które przejmowały rodziny w Mińsku z rąk żandermerii już takich śladów nie zdradzały – odpowiedziała.
Merta uważa, że należy zaczekać na oficjalne komunikaty w sprawie wyników sekcji. Czy one sprawią (jeśli będą podobne, jak w przypadku Kaczyńskiego), że wdowa po wiceministrze kultury przestanie wierzyć w zamach? – Te największe nadzieje, jakie wiążę z sekcjami, dotyczą tożsamości ofiar i właściwego przyporządkowania ciał do grobów. Druga sprawa - pamiętajmy, że toczy się równolegle kilka śledztw, w tym te dotyczące fałszerstw w dokumentacji przesłanej przez Rosjan. Te sekcje mogą dostarczyć dowodów – stwierdziła moja rozmówczyni.
