
Antoni Macierewicz na każdym kroku przypomina, że chce bronić mieszkańców Polski przed różnymi zagrożeniami. Będzie więcej wojska. Będzie obrona terytorialna. Problem pojawia się jednak, kiedy Polacy chcą bronić samych siebie. Na pytania o powszechne prawo do posiadania broni minister zaczyna kręcić... Tymczasem cywilna broń nad Wisłą do rzadkość.
REKLAMA
Antoni Macierewicz w temacie obronności ma ambitne plany. Jeszcze niedawno zapowiadał, że armia stanie się o 50 proc. liczniejsza i doskonale wyposażona, gotowa jest już nawet lista zakupów. Jednocześnie w życie wprowadzany jest projekt obrony terytorialnej, w której do 2019 roku ma służyć 50 tysięcy osób.
Niezależnie przed jakim zagrożeniem chce nas bronić Macierewicz, problem pojawia się, kiedy Polacy wyrażają ochotę do bronienia się samemu. Zapytany o wprowadzenie, na wzór przedwojenny, prawa do posiadania broni dla zdrowych psychicznie i praworządnych obywateli, Macierewicz zaczął uciekać przed odpowiedzią.
Dostaniecie broń, ale kiedy indziej, bo nie dorośliście
Stwierdził, że być może kiedyś do tego dojdzie, ale jeszcze nie teraz. Najpierw tłumaczył, że dzisiejsze społeczeństwo różni się od tego międzywojennego, potem dodał, że do takiego prawa dopiero dorastamy, a broń to wielka odpowiedzialność.
Powołał się także na obecne przepisy, zgodnie z którymi obywatele czujący się zagrożeni mogą posiadać broń, o ile uzyskają pozwolenie. Stwierdził także, że posiadanie broni to mimo wszystko krok ostateczny.
– Proszę nie tworzyć takiego wrażenia, że Polacy są bezbronni dlatego, że w odróżnieniu od II Rzeczypospolitej dzisiaj nie ma masowego dostępu do broni. Ani w II Rzeczypospolitej nie było masowego dostępu do broni, ani dzisiaj nie jest ona wykluczona i zamknięta dla obywateli, a obrona terytorialna, powtarzam, jest krokiem w tę stronę – mówił Macierewicz.
Broń jest dostępna, ale prawie nikt jej nie dostaje
Minister bardzo sprytnie wybrnął z trudnego pytania, ponieważ zasadniczo powiedział prawdę. Każdy Polak ma prawo ubiegać się o prawo do posiadania broni. W rzeczywistości jednak mało kto przechodzi przez procedury.
Procedury nie wyglądają na skomplikowane. Najpierw odwiedzamy lekarza. Bierzemy od niego papierki potwierdzające badanie. Następnie regulujemy opłatę administracyjną i z wszystkimi dokumentami idziemy na komendę. W podaniu trzeba także podać powód, dla którego uważamy, że broń jest nam potrzebna, ponieważ pozwolenie wydawane jest wyłącznie w tym, ściśle określonym, celu. Potem trzeba zdać zdać egzamin przed komisją powołaną przez policję, na którym sprawdzona zostanie znajomość przepisów, zasad bezpieczeństwa oraz posługiwania się bronią.
Statystyki pokazują jednak, że albo Polacy tej broni nie chcą, albo pozwolenia wydawane są bardzo rzadko. Policja nie była w stanie powiedzieć nam ile wniosków w tej sprawie napływa. Podaje jednak dane o liczbie wydanych pozwoleń. Ilu mieszkańców 38-milionowego kraju może posiadać broń?
Lepiej uzbrojeni są Czesi i Słowacy
W 2015 roku wydano około 10 tysięcy pozwoleń. W większości jednak chodziło o broń łowiecką, sportową lub kolekcjonerską, a nie o pistolet dla szarego Kowalskiego. W celu ochrony osobistej, prawo do posiadania broni otrzymały dokładnie 152 osoby.
Według statystyk z 31 grudnia 2015 roku liczba wydanych ogółem pozwoleń na broń wynosiła 192 819, z czego jedynei 51 tys. w celu ochrony osobistej. Łącznie cywile posiadają w tym kraju 390 820 sztuk broni. Dla porównania, w 2013 roku policja zabezpieczyła 1517 sztuk nielegalnie posiadanej broni palnej.
Jeżeli brać pod uwagę ostrzeżenia Antoniego Macierewicza, reszta świata jest od nas dużo dojrzalsza, bo wypadamy na tym tle strasznie blado. W 2012 roku kanadyjskie pismo "National Post" przedstawiło zestawienie, z którego wynika, że na 100 mieszkańców w Polsce przypada dokładnie 1,3 sztuki broni. Podobnie, według oficjalnych danych, uzbrojeni są cywile w Kazachstanie, Ekwadorze i Ugandzie.
Na liście 102 państw znaleźliśmy się na 91. pozycji. Daleko wyprzedzili nas Czesi, którzy mają 16,3 sztuki broni na stu mieszkańców, a trochę mniej Holandia (3,9), Węgry (5,5), Ukraina (6,6) i Słowacja (8,3). Najwięcej broni mają Niemcy (30,3), Norwegowie (31,3), Finowie (45,3) czy Szwajcarzy (45,7).
Oczywiście należy pamiętać, że zdania na temat wolnego dostępu do broni są podzielone. Przeciwnicy wskazują na najlepiej uzbrojony naród na świecie, czyli na Amerykanów, gdzie strzelaniny są stosunkowo częste. Z drugiej strony eksperci nie dostrzegają związku między tymi dwoma zjawiskami, a w równie liberalnej Szwajcarii do masakr tam nie dochodzi.
Napisz do autora: mateusz.albin@natemat.pl
