Są takie filmy, na które czekamy cały rok. Naszedł ten moment. 6 wyciskaczy łez, bez których nie mogą obejść się święta

Są takie filmy, na które czekamy przez cały rok.
Są takie filmy, na które czekamy przez cały rok. Kadr z filmu "Holiday"
Nie ma to jak mieć osiem lat, położyć się pod choinką, taką prawdziwą, patrzeć przez zielone gałęzie i wdychać zniewalający zapach świerku. Albo ubabrać się od stóp do głów ciastem piernikowym, które tygodniami dojrzewało w lodówce nęcąc korzennym zapachem, a teraz nareszcie przyszedł czas, by powycinać z niego ciasteczka. Albo poprzyklejać z rodzeństwem na szybach brokatowe gwizdki… Albo obejrzeć z rodziną film, który przypomni wam o tym wszystkim i wprowadzi w świąteczny nastrój.


To nic, że trochę się powzruszamy, trochę pochlipiemy i na koniec uśmiejemy z głupich żartów, a przesłanie będzie zawsze takie samo. Jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie potrzebują co jakiś czas, by ktoś powiedział im, że ważna jest przyjaźń, miłość i bycie szczerym wobec siebie nawzajem. Tak się składa, że tę funkcję przejęły świąteczne wyciskacze łez - dla wspólnego dobra wszystkich, którzy spotykają się w waszym domu na święta, nie odmawiajcie ich sobie.


"EKSPRES POLARNY"

Wśród moich nie do końca dorosłych (duchem) przyjaciół numerem jeden jest "Ekspres polarny”. Sceptycznie nastawiony do świata ośmiolatek nie za bardzo wierzy w coś takiego, jak magia świąt. Wyobraźcie więc sobie jego zdziwienie, kiedy pewnego dnia na podwórku jego domu zatrzymuje się pociąg, który ma go zawieźć prosto do Bieguna Polarnego. Po co? Oczywiście, żeby spotkać Świętego Mikołaja.

Najbardziej urzekające w "Ekspresie polarnym” nie są liczne przygody bohaterów ani zapierające dech ujęcia. Najlepszy jest po prostu klimat filmu, któremu ulegają i duzi, i mali.

Warto przypomnieć, że film jest adaptacją książki dla dzieci amerykańskiego pisarza i rysownika, Chrisa Van Allsburga - tego samego, któremu zawdzięczany też historię o wciągającej (dosłownie) grze, Jumanji. Co ciekawe, w wielu amerykańskich domach książeczkę Van Allsburga wciąż czyta się dzieciom przed kolacją wigilijną.

"JACK FROST"

Jeśli jesteśmy już przy bajkach dla dzieci, znam takich, dla których święta się nie liczą, jeśli zabraknie w ich czasie wspólnego oglądania filmu o Jacku Froście. I tu zaczynają się schody. Dla jednych opowieść o zimnym jak lód Jacku Froście może być tylko jedna, czyli ta zrealizowana w 1998 roku pod tytułem "Jack Frost”. Mamy tam wszystko, czego możemy chcieć od tego rodzaju historii - smutek, radosne spotkania, przygody i wyciskające łzy rozstania.


Inni natomiast stawiają na brawurowych i wcale nie tak szablonowych, jak moglibyśmy podejrzewać, "Strażników marzeń” z 2012 roku. A ponieważ Amerykanie kochają kompilacje superbohaterów, w filmie, prócz Jacka Frosta i Świętego Mikołaja, można zobaczyć Króliczka Wielkanocnego, Wróżkę Zębuszkę i całą masę innych pociesznych stworów.

Oba filmy nawiązują do anglosaskiej i nordyckiej legendy o chochliku Jacku Froscie, ewentualnie Jokulu Frosti, którego nadejście było jednoznaczne z nadciągnięciem zimy. To on miał sprawiać, że woda w sadzawkach zamarza, a na szybach pojawiają się lodowe wzory.

"WIGILIJNE SHOW"

"Wigilijne show” jest zdaniem wielu najlepszą filmową wersją klasycznej "Opowieści wigilijnej” Dickensa. Akcja została przeniesiona do współczesności, co w tym wypadku oznacza koniec lat 80. Niemniej jest równie wzruszająca i pouczająca, co oryginał, a na dodatek naprawdę zabawna - ma znak jakości Billa Murraya z czasów jego największej formy.

Murray wcielił się tu w postać bezwzględnego i wyrachowanego producenta filmowego Crossa. Chyba nikomu nie popsuję niespodzianki mówiąc, że nie jest on aż tak do szpiku kości zły, jak się wydaje. Zanim coś się w nim zmieni, Crossa odwiedzą trzy duchy Bożego Narodzenia. A przynajmniej coś do nich zbliżonego…

"HOLIDAY"

Świąteczny klasyk z Cameron Diaz i Kate Winslet, który każdego roku przyciąga przed telewizory rzesze zaopatrzonych w paczki chusteczek fanów. Iris jest zakochana w mężczyźnie, który ma poślubić inną. Amanda dowiaduje się o zdradzie partnera. Nieznające siebie kobiety przypadkowo spotykają się w internecie i postanawiają pomóc sobie uciec przed problemami - na święta zamienią się domami. Potem będzie już tylko coraz więcej przeciągłych spojrzeń i romantycznych uniesień.

"ŚWIĘTA THOMASA KINKADE’A"

Nie jest to może hollywoodzka superprodukcja, ale film opowiadający o losach amerykańskiego malarza Thomasa Kinkade'a to prawdziwy świąteczny wyciskacz łez. W tytułową rolę wcielił się Jared Padalecki, znany na przykład z serialu "Nie z tego świata” i kilku niskobudżetowych horrorów.

Główny bohater, Thomas Kinkade to amerykański malarz, którego kariera potoczyła się dość nieoczekiwanym torem. Wychował się w małej mieścinie gdzieś na zachodnim wybrzeżu Stanów. Po latach wraca do domu, by odwiedzić matkę podczas świąt i dowiaduje się, że ta boryka się z poważnymi problemami finansowymi. Grozi jej nawet utrata domu. W takiej sytuacji Kinkade może pomóc matce tylko w jeden sposób - maluje obraz, który daje początek jego oszałamiającej karierze.

"RODZINNY DOM WARIATÓW"

Propozycja z muzą Woody’ego Allena, Diane Keaton w roli głównej. Prócz niej na ekranie pojawią się inne gwiazdy - Sarah Jessica Parker, Luke Wilson czy Rachel McAdams.

"Rodzinny dom wariatów" jest tak "życiowy", jak film tego typu być może. Jak to zwykle bywa podczas rodzinnych spotkań świątecznych, wszyscy się uśmiechają, prawią sobie życzliwe komplementy i na chwilę starają się nie pamiętać o kłótniach i wyrządzanych sobie wzajemnie krzywdach. Tak też jest w przypadku rodziny Sybil i Kelly’ego, których podczas świąt odwiedzają ich dorosłe dzieci.

Wszystko idzie nadspodziewanie gładko, dopóki nie pojawia się narzeczona jednego z synów, Meredith (Sarah Jessica Parker), która irytuje obecnych swoim wielkomiejskim sposobem bycia i chcąc nie chcąc jest katalizatorem do wyciągnięcia na światło dzienne różnych rodzinnych grzeszków.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl