
Trudno wyobrazić sobie cierpienie 12-letniej Martynki z nadmorskiego Sumina, która została zgwałcona i dwukrotnie targnęła się na swoje życie. Pierwsza próba samobójcza była nieudana. Druga niestety tak. Tymczasem gwałciciel dziewczynki wciąż cieszy się wolnością.
REKLAMA
Rodzice nie mogą otrząsnąć się z szoku. Adoptowali Martynkę, kiedy w wieku dwóch lat porzucili ją biologiczni rodzice. O tym, że została zgwałcona, Martynka powiedziała im po pierwszej próbie samobójczej. Pokazała zdruzgotanym rodzicom zdjęcie swojego oprawcy w internecie.
— Tato, nie zapomnę jego twarzy do końca życia - powiedziała ojcu na kilka dni przed śmiercią. Obecnie gwałcicielem zajmuje się prokuratura, ale nie zatrzymała mężczyzny w areszcie. Dyrekcja szkoły do której uczęszczała dziewczynka, jest zaskoczona tragedią. Tymczasem rówieśnicy Martyny wiedzieli o gwałcie, bo przekazywali sobie tę informację na Facebooku.
Zatrważające statystyki wskazują, że tylko 1 na 10 ofiar gwałtu decyduje się na ujawnienie tego faktu. Policjanci, lekarze i sędziowie zniechęcają kobiety do składania zeznań. "Ordynator orzekł, że musi być chora psychicznie, skoro nie chce uprawiać seksu z własnym mężem", "nie ma mowy o przestępstwie, bo kobieta była dziewicą" – takie komentarze słyszą kobiety, które decydują się zgłosić gwałt. Na komisariacie, w sądzie, w szpitalu są upokarzane i niezrozumiane. W dodatku, jak gdyby koszmar był zbyt mały, na koniec co trzeci osądzony sprawca dostaje wyrok w zawieszeniu.
Na całym świecie trwa akcja 16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet i dziewczynek. Wczoraj w mediach pojawiły się pogłoski, że rząd PiS planuje wypowiedzenie Konwencji antyprzemocowej.
Źródło: Fakt.pl
