
Tego się można było spodziewać, bo ta konwencja od dawna była solą w oku dla prawicy. Do tego nie chciał jej Episkopat. Nie dziwią więc doniesienia, że rząd PiS przygotowuje wypowiedzenie Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, popularnie nazywanej konwencją antyprzemocową.
Zaledwie rok temu jeden z najbardziej radykalnych światopoglądowo posłów PiS Stanisław Pięta mówił w rozmowie z naTemat, że będzie namawiał partyjnych kolegów, aby się wycofać z konwencji antyprzemocowej.
Stanisław Pięta
poseł PiS
Teraz wygląda na to, że słowa posła Pięty stają się ciałem. Jak ustalił w trzech niezależnych źródłach portal OKO.press w ministerstwie rodziny, pracy i polityki społecznej trwają prace nad wypowiedzeniem tej konwencji. Gdyby rząd zdążył wysłać powiadomienie do Sekretarza Generalnego Rady Europy o wypowiedzeniu konwencji do końca roku, to przestałaby ona obowiązywać 1 kwietnia 2017 r. – To byłby skandal na całą Europę – oceniła w rozmowie z OKO.press szefowa Fundacji Feminoteka Joanna Piotrowska.
Zamieszanie ideologiczne (z argumentami o "ideologii gender")z konwencją antyprzemocową Rady Europy trwa już od lat. Została ona uchwalona 2011 r. Polska podpisała ją rok później. Ale potem z ratyfikacją były problemy. Głosowania w tej sprawie były blokowane. Dopiero tuż przed wyborami w 2015 r. Sejm przyjął tę konwencję przy ostrym sprzeciwie prawicy.

Przyszła premier przekonywała wówczas, że konwencja wcale nie ma na celu zwalczania przemocy wobec kobiet, tylko zwalczanie tradycji i wprowadzenie do polskiego prawa nowych, niebezpiecznych pojęć. W tej kwestii PiS-owi wtórował Episkopat.

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał konwencję w kwietniu 2015 r., pisaliśmy wówczas, co ona zmienia w sytuacji ofiar przemocy. Jeśli doniesienia o wypowiedzeniu konwencji się sprawdzą, to będzie ona obowiązywać w Polsce zaledwie dwa lata.
źródło: OKO.press
