
"Minister Macierewicz prowadzi działania dezinformacyjne, mające na celu obronę aparatu sowieckiego rządzącego w przeszłości Polską" – taką tezę stawia Andrzej Saramonowicz. Skąd takie wnioski? Wystarczyła analiza słów Bartłomieja Misiewicza, prawej ręki ministra, od wczoraj ponownie rzecznika MON.
REKLAMA
Krytyka poczynań Ministerstwa Obrony Narodowej przez "Gazetę Wyborczą" nie spodobała się resortowi. MON nazwał publikacje prasowe "akcją dezinformacyjną". Specjalistą ministerstwa od wykrywania dezinformacji od niedawnaBartłomiej Misiewicz, który od wczoraj znowu pełni funkcję rzecznika MON.
Jak pisze Andrzej Saramonowicz na swoim profilu, Misiewicz wrócił z krótkiego pobytu w czyśćcu. Publicysta i scenarzysta przyznaje też, że dużo uwagi poświecił krótkiej wypowiedzi rzecznika w sprawie pozwu.
Po dłuższym zastanowieniu i analizie gramatycznej Saramonowicz stwierdza, że z wypowiedzi rzecznika MON można wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy jest zgodny z intencją Macierewicza, a więc że jest oczerniany. Saramnowicz zwraca jednak uwagę, że z wieloznacznego komunikatu rzecznika MON wynika także kompletnie inna teza, a mianowicie, że "minister Macierewicz prowadzi działania dezinformacyjne, mające na celu obronę aparatu sowieckiego rządzącego w przeszłości Polską".
Nie o to chyba ministrowi chodziło...
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
