Kim są klienci Mikołajów do wynajęcia? "Odpowiedź, że to ludzie majętni, byłaby zbyt prosta"

W fachu Mikołajów do wynajęcia panuje ogromna konkurencja. Potrzebna jest "profeska".
W fachu Mikołajów do wynajęcia panuje ogromna konkurencja. Potrzebna jest "profeska". Fot. Shutterstock
– Na Mikołajki wręczałem prezent ośmiolatkowi. Dostał... quada za 40 tysięcy złotych – wspomina jeden z warszawskich Mikołajów. Niektórzy mają już stałych klientów od lat. Tych wspominają najcieplej i to nie z powodu zarobków. Kolejny fachowiec z tej branży na warszawskim, mikołajowym rynku wyjaśnia: – A u mnie dominują klienci z blokowisk. A teraz doszli lokatorzy apartamentowców.


Krzysztof Bieniek w branży Mikołajów do wynajęcia jest od ośmiu lat. Swoją działalność zaczynał od Warszawy. Teraz rozszerzył ją nawet na kilka innych miast w Polsce. Jego "mikołajowie" stolice podzielili na 36 sektorów. Każdy ma swój rewir. Chodzi o to, aby nie tracić czasu na dojazdy do klientów. Chciał odwiesić strój świętego Mikołaja do szafy i skupić się na kierowaniu firmą, ale trudno odmówić stałym klientom. Niektórzy w ciągu ostatnich lat zmienili mieszkania, ale nie Mikołaja, chyba że... – dziecko dorosło i przestało w niego wierzyć – opowiada.


Profesjonaliści w cenie
W jego firmie nie może być smutnych Mikołajów. Spotkanie nie sprowadza się tylko do wręczenia prezentów. Trzeba umieć włączyć do tej chwili wszystkich uczestników rodziny. – Przede wszystkim jednak trzeba lubić tę pracę i dzieci. Przykładowo taksówkarz, który jako Mikołaj chce sobie tylko dorobić na Święta, u nas nie przejdzie. U mnie pracują tylko animatorzy. Oni mają doświadczenie i potrafią zachować się adekwatnie do sytuacji. A ta czasem potrafi zaskoczyć – podkreśla z Krzysztof Bieniek, szefujący agencji kreatorzy-imprez.pl.


Zaskakujący element wychowawczy
Mikołaj-Krzysztof nie zapomni jednej z takich sytuacji. W grudniowy wieczór przyszedł do rodziny jedynaka. Chłopiec był bardzo rezolutny, jak na swój wiek. Z reguły dzieci na widok brodatego przebierańca chowają się za rodziców, a ten momentami był niemal arogancki. Z niecierpliwością czekał na prezent. W końcu rozwija go, a tam w pudełku... rózga! – śmieje się Krzysztof Bieniek. – Też byłem zaskoczony. Dziecko oczywiście w płacz, ale szybko ochłonął. Rodzice wyjaśnili mi potem, że to miał być element wychowawczy. Podobno chłopiec sprawiał kłopoty i bił rówieśników.

Luksusy w chatce

Klientami jego firmy są najczęściej mieszkańcy domów jednorodzinnych. Raczej zamożniejsza grupa... – Na Mikołajki poproszono mnie o wręczenie prezentu ośmiolatkowi. Otrzymał quada za 40 tysięcy – opowiada. Czasem jednak pozory mogą mylić. – Otrzymałem zlecenie, gdzieś na wsi pod Grójcem. Stanąłem pod bramą i zacząłem się zastanawiać, czy nie pomyliłem adresu. Kurza chatka to byłaby przy tym wypasiona willa – wspomina. Z obawami przekroczył próg domu. I zaskoczenie przerodziło się w zdumienie. – W środku dom był urządzony bardzo luksusowo – dodaje.

Na rodziców działa magia świąt

Kolejną dużą firmą jest wynajemmikolaja.pl. Oni również oprócz Warszawy obejmują kilka miast w Polsce. Nasz kolejny rozmówca przyznaje, że mają okazję zaobserwować klientów w szczególnej sytuacji. W końcu są dopuszczeni do domowego ogniska.


W tak szczególnym czasie nie spotkali się ze złym traktowaniem ze strony klientów. – Działa magią świąt. Raz tylko zdarzyła się konfliktowa sytuacja. Rodzice chcieli przedłużyć spotkanie, a my przecież mamy zapchany grafik – wspomina Michał Witczak. Według tras Mikołajów można odtworzyć siatkę demograficzną Warszawy. Z jego obserwacji wynika, że jego klientami w dużej mierze są mieszkańcy blokowisk. Liczba zamówień rośnie w nowych miejscach wraz z dziećmi. – Przybywa nam zamówień u osób mieszkających w apartamentowcach – przekonuje.

A w jakiej jestem grupie?
Z niektórymi klientami nawiązuje się wręcz rodzaj przyjaźni. Przed każdą wizytą Michał Witczak prosi rodziców o informacje na temat ich pociechy. Chodzi o to, aby zaskoczyć malucha wiedzą na jego temat i przełamać barierę nieufności. Witczak wspomina: – Mam takich stałych klientów, sympatyczną rodzinę z dwójką dzieci, z chłopcem i dziewczynką. No ich synek stwierdził, że mogę wiedzieć, do którego przedszkola chodzi. Zastrzelił mnie pytaniem: – "Jeśli Mikołaj wszystko wie, to niech powie, do której grupy chodzę?". No cóż, nie miałem tego na kartce. Z pomocą przyszła mama chłopca. Stwierdziła, że Mikołaj jest stary i z pewnością wiedział, ale zapomniał.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl