Afera z konfetti to dla Kaczyńskiego ostatni dzwonek. Musi ściągnąć cugle, albo jego ludziom kompletnie uderzy sodówka

Jarosław Kaczyński ma powodu do niezadowolenia ze swoich ludzi.
Jarosław Kaczyński ma powodu do niezadowolenia ze swoich ludzi. Fot. Sławomir Kamiński / AG
Afera z konfetti wycinanym przez policjantów z Białegostoku nie jest pewnie najpoważniejszym kłopotem Jarosława Kaczyńskiego. Ale powinna dać Prezesowi do myślenia. Bo to kolejny sygnał, że jego ludzie poczuli się zbyt pewnie. A po drugie, że w zastraszającym tempie zanika w nich instynkt samozachowawczy.


Prawo i Sprawiedliwość trzyma się mocno i wielu urzędników ma tego świadomość. Dlatego robią wszystko, by dobrze żyć z nową władzą. Czasami to staranie przybiera karykaturalne formy, jak ta w Białymstoku. W piątek media obiegła informacja, że policjanci z oddziałów prewencji zamiast patrolować ulice, musieli wycinać konfetti na Święto Niepodległości.

Zmartwienie Prezesa
We wszystko został jeszcze wmieszany wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński, były wiceprezes PiS. Nie ma podstaw, by podejrzewać, że to on wymyślił wycinanie konfetti przez policjantów.
Ale to w sumie jeszcze pogłębia zmartwienie Kaczyńskiego. Bo gdyby przypadek był jednostkowy wystarczyłoby zdyscyplinować nadgorliwego posła. Ale wszystko wskazuje na to, że to byłą inicjatywa władz podlaskiej policji. To zaś oznacza, że problem jest systemowy.


Kult jednostki
Widać, że urzędnicy czy członkowie partii niższego szczebla próbują przypodobać się tym wyższego szczebla. Wiedzą, że dzisiaj mniej ważne są przepisy, kompetencje, osiągnięcia, a liczy się to, kto jest bliżej Prezesa i komu Kaczyński dał władzę w regionie. A Zieliński jest niewątpliwie blisko Prezesa i jest potężny na Podlasiu.


Ale nie tylko urzędnicy będą nadskakiwać ministrom. Wokół Jarosława Kaczyńskiego od lat narasta kult jednostki, który dzisiaj staje się jednym z elementów polityki państwa. Poseł Kaczyński witany jest na wszelkich uroczystościach niczym prezydent czy premier. Media narodowe transmitują przyznawanie mu nagród przez prawicowe media, a Sejm z tego powodu opóźnia rozpoczęcie głosowań. Zresztą nie tylko z tego powodu – także dlatego, że Kaczyński nie znosi wcześnie wstawać.


Bez wniosków
To zaskakujące, że nie tylko Platforma Obywatelska nie jest w stanie wyciągnąć wniosków ze swojej przegranej, ale też PiS zapomniało jak wygrało wybory. A wygrało m.in. dzięki temu, że zatłukło Platformę medialnie ośmiorniczkami, drogimi kolacjami i stworzeniem wrażenia, że to partia traktująca państwo jak folwark.
Co więcej, PiS zapomniało o własnej przegranej z 2007 roku. Jedną z przyczyn, choć oczywiście nie główną, był ponury obraz stworzony przez praktykę wykorzystywania radiowozów jako taksówek i przywożenie ministrom WieśMaka na dworzec kolejowy.

Jak Rydzyk
Prezes powinien wziąć przykład z innego wybitnego polskiego polityka o. Tadeusza Rydzyka, który potrafi wyciągać wnioski z przyszłości. Dwa lata temu internet podbił filmik na którym widać jak słuchaczki Radia Maryja wręczają mu koperty i próbują całować po rękach, choć redemptorysta się wzbrania. W tym roku Telewizja Trwam procesję z darami pokazywała tylko z oddalenia, by nie dać krytykom pożywki.

Tymczasem u Kaczyńskiego, co zaskakujące, nie widać żadnej refleksji. W ostatnich miesiącach w mediach roiło się od informacji wskazujących na to, że politycy PiS traktują podległe im instytucje i firmy jako udzielne księstwa. Ale dotychczas nie było tak skrajnych przypadków jak ten z Białegostoku. Dla Jarosława Kaczyńskiego to ostatni sygnał, że trzeba to towarzystwo ogarnąć. W innym wypadku masa krytyczna zostanie przekroczona i PiS-owi nie pomoże nawet 1500+.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl