
Dziennikarz brytyjskiej BBC znowu wywołał w Polsce burzę komentarzy. Na Twitterze Steve'a Saxa pojawiła się obraźliwa wobec Polaków notka, zarzucająca naszym kibicom nazizm i rasizm. Dziennikarz wielokrotnie przepraszał, twierdząc, że zostawił telefon bez opieki i w taki sposób wiadomość znalazła się na jego koncie. Pomimo tego oraz faktu, że jego teza jest zupełnie chybiona internauci znowu zareagowali z oburzeniem.
REKLAMA
Podobnie było wcześniej ze skrajnie nieobiektywnym dokumentem "Stadiony nienawiści", który brytyjska telewizja wyemitowała tuż przed rozpoczęciem Euro. Nie sięgając wiele dalej przypomnimy kilkudniową histerię wokół, wynikającego zresztą z niekompetencji doradców, błędu Baracka Obamy, który użył zwrotu "polskie obozy śmierci".
– Jesteśmy uczuleni na pewne sposoby widzenia historii przez innych – mówi naTemat doc. Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, psycholog społeczny i politolog z Uniwersytetu Warszawskeigo. – Mamy przekonanie, że to nasz ogląd na przeszłość jest najlepszy, najostrzejszy i jedyny poprawny. Szczególnie jeśli chodzi o te najbardziej bolesne fragmenty naszej historii – zaznacza.
Na polskim stadionie: Nazistowskie gesty, antyżydowskie hasła. Tak nas widzi brytyjska telewizja
Na polskim stadionie: Nazistowskie gesty, antyżydowskie hasła. Tak nas widzi brytyjska telewizja
– Nasze podejście do historii to wynik tego, że wszyscy jesteśmy chowani na romantykach – ocenia badaczka z Instytutu Nauk Politycznych. – Nie uczymy się myśleć i działać pragmatycznie, ale emocjonalnie. Mamy takie poczucie, że inne nacje chcą nas zniszczyć, wdeptać, bo przecież "Polska Chrystusem narodów" – mówi doc. Pietrzyk-Zieniewicz.
Psycholog podaje też przyczyny tego, że dopuszczalne są żarty z przywódców innych państw, ale nie naszego. Przypomina przypadek karykatury niemieckiego czasopisma, które porównało prezydenta Lecha Kaczyńskiego do kartofla. Wielu polityków i komentatorów domagało się wtedy oficjalnych przeprosin od niemieckiego rządu.
– To nasze oburzanie się na jakiekolwiek słowa krytyki czy uszczypliwości, to wynik poczucia, że Polsce należy się status mocarstwa, jakim kiedyś byliśmy. Tłumaczymy sobie, że po prostu złożyło się kilka okoliczności historycznych i już nim nie jesteśmy. Ale w szkole nadal słyszymy, że jesteśmy dużym, ważnym krajem – przedstawia źródła nadwrażliwości narodowej Polaków. Jednak gdy wyjeżdżamy za granicę, okazuje się, jaka jest naprawdę nasza pozycja. Większość Amerykanów nie wie, gdzie leży nasz kraj. I wynika to nie tylko z marnego poziomu tamtejszego szkolnictwa, ale ze znaczenia naszego kraju w świecie – przypomina w rozmowie z naTemat.
"Możecie wrócić w trumnie". Brytyjska gwiazda piłki ostrzega przed Euro w Polsce
Sprowadzaniu wszystkich protestów do jednego mianownika sprzeciwia się redaktor naczelny "Uważam Rze". – Należy rozróżnić sprawy poważne, takie jak wystąpienie Obamy i błahostki, jak żarty w programach satyrycznych. Oddzielić świat polityki od świata rozrywki – mówi naTemat Paweł Lisicki. – Na to słowa o "polskich obozach śmierci" nasza reakcja była adekwatna, bo powiedział to przywódca światowego mocarstwa i kraju zaprzyjaźnionego z Polską. Poza tym, to może być znak, że tak właśnie myśli otoczenie prezydenta USA. Przecież gdyby zażartował w programie satyrycznym z naszych zwyczajów, nikt by nie reagował w taki sposób - ocenia dzienikarz.
Sprowadzaniu wszystkich protestów do jednego mianownika sprzeciwia się redaktor naczelny "Uważam Rze". – Należy rozróżnić sprawy poważne, takie jak wystąpienie Obamy i błahostki, jak żarty w programach satyrycznych. Oddzielić świat polityki od świata rozrywki – mówi naTemat Paweł Lisicki. – Na to słowa o "polskich obozach śmierci" nasza reakcja była adekwatna, bo powiedział to przywódca światowego mocarstwa i kraju zaprzyjaźnionego z Polską. Poza tym, to może być znak, że tak właśnie myśli otoczenie prezydenta USA. Przecież gdyby zażartował w programie satyrycznym z naszych zwyczajów, nikt by nie reagował w taki sposób - ocenia dzienikarz.
Odrzuca też argumenty, że to protesty Polaków pomogły wybić się szefowej Niemieckiego Związku Wypędzonych do wielkiej polityki. – Pytanie o to, dlaczego tak protestowaliśmy przeciwko "mało znaczącej Erice Steinbach" można odwrócić i spytać, dlaczego w takim razie była ona w członkiem rady CDU i cieszyła się poparciem kanclerza? – pyta retorycznie Lisicki. – Dlaczego, skoro była tak mało znacząca, nie usunięto jej wtedy? A nasza krytyka opiera się na dwóch sprawach. Po pierwsze nie godzimy się na zrównywanie wypędzeń z tym, co robili hitlerowcy. Po drugie Steinbach jest córką okupacyjnego żołnierza, który przyjechał do Gdańska wraz z armią i wraz z armią stamtąd uciekł – przypomina naczelny "Uważam Rze"
– Każdy taki przypadek trzeba rozważać oddzielnie i do każdego z nich trzeba dobierać odpowiednie środki reakcji – postuluje dziennikarz. – W przypadku Baracka Obamy to było publiczne wystąpienie więc i odpowiedź musiała być publiczna. Z kolei w stosunkach z Litwą jestem zwolennikiem rozwiązań dyplomatycznych tak długo, jak to tylko możliwe. Publiczne protesty powinny być ostatecznością - ocenia.
– Czym innym jest obrona polskich interesów na arenie międzynarodowej, a czym innym nadmierne reagowanie na dowcipy z programów satyrycznych – podsumowuje Paweł Lisicki.
