Nowy człowiek wg MEN. PiS-owska szkoła wyprodukuje stracone pokolenie?

Reforma edukacji wg. PiS cofa polskie szkolnictwo o kilkanaście lat
Reforma edukacji wg. PiS cofa polskie szkolnictwo o kilkanaście lat Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Gimnazjów nie będzie, a uczniowie znów będą chodzili do ośmioletniej podstawówki. Takie było jedno z haseł niesionych przez PiS na wyborczych sztandarach i do jego realizacji partia właśnie doprowadziła. Po trupach. Zdaniem wielu specjalistów od edukacji, po trupach wykształcenia kolejnych pokoleń.


Warto zacząć, choćby od stanowiska, jakie zajęła Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich. W swojej opinii na temat reformy edukacji rektorzy podkreślili, że przecież działania systemu edukacji kształtują przyszły rynek pracy oraz efektywność polskiej gospodarki. „Edukacja nie powinna być poddawana rewolucyjnym zmianom i gwałtownym zwrotom. Przeciwnie, jej pomyślny rozwój wymaga długofalowej strategii wypracowanej w uzgodnieniu ze środowiskami pracowników nauki, nauczycieli, rodziców i administracji oraz ciągłości realizacji przyjętych planów" – napisali rektorzy w piśmie skierowanym do przewodniczących sejmowych komisji i ministra nauki.
Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich

Uzasadnienie proponowanych zmian nie wskazuje niestety na żadne przesłanki, mające charakter długofalowej, przemyślanej polityki państwa w sprawach edukacji. Brak zarówno analizy uwarunkowań zewnętrznych (np. otwarty europejski rynek pracy, odsetek młodzieży podejmującej studia w krajach europejskich), jak i wewnętrznych (np. polski rynek pracy i dynamika zmian jego struktury na drodze do bardziej innowacyjnej gospodarki, oczekiwania społeczne, związane ze strukturą wyboru przez uczniów typu szkoły). Czytaj więcej

Rektorzy wyższych uczelni, co do których kompetencji w kwestiach edukacji trudno mieć zastrzeżenia, zgodnie są zdania, że skrócenie obecnych dziewięciu lat nauczania w podstawówce i gimnazjum, do ośmiu lat podstawówki, odbije się negatywnie na poziomie uczniowskiej wiedzy. To oczywiście tylko początek fali krytyki, z jaką spotkały się ogólne założenia reformy edukacji. Potem przyszło do szczegółów, gdy nową podstawę programową wzięli na warsztat eksperci z konkretnych dziedzin.

Język polski

Rada Języka Polskiego wytknęła, że projekt nowej podstawy programowej „jest niespójny, nielogiczny, z licznymi błędami, także natury językowej i terminologicznej. Wykazuje niekompetencje zespołu autorskiego, szczególnie jeśli chodzi o metodykę przedmiotową i psychologię rozwojową”. Zdaniem rady, nowa podstawa zmusza uczniów do uczenia się „na pamięć”. Do tego "zwłaszcza kształcenie językowe potraktowano tu w sposób przypominający XIX-wieczne wzorce nauczania gramatyki. Niezrozumiałe są przyczyny rozdzielenia kształcenia językowego i tworzenia wypowiedzi"

Poloniści wzięli też pod lupę nowy kanon lektur i po szybkiej analizie załamali ręce. Okazało się, że mówiąc delikatnie, wieje nudą. Pod hasłem: dobre, bo polskie, a jeszcze lepiej dobre, bo patriotyczne, do łask wróciły niestrawne cegły. Z całym "Panem Tadeuszem" na czele. Zaginęli za to "Romeo i Julia". Nie mówiąc już o tym, że na liście lektur uzupełniających dla klasy VIII, obok fragmentów pism Jana Pawła II, wylądowała "Nela mała reporterka", czyli literatura dla dzieci w okolicach dziesiątego roku życia.

Do klas V-VI wkroczył Mickiewicz, Słowacki, Ignacy Krasicki, nawet Antoni Czechow. Pytanie, czy dzieci to udźwigną. Od kilku lat nauczyciele w tych klasach woleli wprowadzać inne lektury, bardziej współczesne – świat się zmienił, same dzieci skarżyły się na "archaiczny język", dla niektórych przebrnięcie przez "Chłopców z Placu Broni" było już drogą przez mękę. "Janko Muzykant i inne cuda. To nie literatura dla współczesnych dzieci" – to jeden z komentarzy na facebookowym profilu Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Historia


Historia jak zawsze budzi emocje. Tym razem również trudno przejść obojętnie obok propozycji MEN. Rozbudzanie postaw patriotycznych u młodych Polaków to oczywiście podstawa. Jest więc rotmistrz Pilecki i Jan Paweł II. Jest budowa Gdyni, księżniczka Dobrawa, Król Jagiełło i Romuald Traugutt. Jest o "Solidarności", ale szkoda, że bez Lecha Wałęsy.

Matematyka


Nazywana królową nauk matematyka, to kolejny kamyczek do tego ogródka. Choćby przez wzgląd na osobę, która za podstawę programową z tego przedmiotu odpowiada, mowa o katolickiej działaczce, Reginie Pruszyńskiej. "Przy realizacji podstawy programowej należy zwrócić uwagę na prymat jakości nauczania nad ilością, a więc należy raczej rozwiązywać trudniejsze zadania, wymagające wnioskowania niż wyprzedzać program" – czytamy w podstawie do matematyki. Chodzi o to, że "głębokie zrozumienie stosunkowo prostych treści rozwija dojrzałość matematyczną lepiej niż pobieżne wytłumaczenie dużej partii materiału".

Nauka matematyki została podzielona na dwa etapy: konkretny (IV-VI klasa) i formalny (VII-VIII). Pierwszy oznacza, że uczeń poznaje przedmiot za pomocą konkretnych odniesień do rzeczywistości. Drugi - jak czytamy - to czas, kiedy następuje rozwój umiejętności abstrakcyjnych. Słowa "konkretny" i "formalny" w założeniach podstawy z matematyki występują praktycznie w każdym zdaniu.

Biologia


Z kolei biolodzy z Polskiej Akademii Nauk ze zgrozą zauważyli, że z programu nauczania zniknęła teoria ewolucji i nauka o ochronie środowiska. Ich zdaniem, oznacza to, że uczniowie opuszczający mury ośmioklasowych podstawówek będą wyuczeni nudnych formułek, za to bez wiedzy życiowej. – Szkoła powinna dostarczyć wiedzy o tym, jak funkcjonuje otaczający nas świat. Wcale nie chodzi o jakieś szczególnie naukowe kwestie. A nowa podstawa jest pozbawiona odniesienia do świata zewnętrznego. Zniknęły z niej wymagania przekrojowe, integrujące wiedzę i to jest jej podstawowa wada – mówił w rozmowie z naTemat przewodniczący prezydium Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN, prof. dr hab. Krzysztof Spalik.
Komitet Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN

Zauważamy na przykład zniknięcie wielu wymagań o charakterze przekrojowym, integrującym wiedzę, co sprawia, że szkolna biologia staje się zbiorem faktów do nauczenia się na pamięć, w mniejszym stopniu natomiast jest narzędziem do wyjaśniania otaczającego świata. Pozostają też wątpliwości, czy zapisy przewidziane uprzednio do realizacji przez młodzież w wieku 13-15 lat sprawdzą się w nauczaniu dzieci w wieku 11-14 lat. Czytaj więcej


Mówiąc o likwidacji gimnazjów, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. Otóż na badanie PISA, czyli najważniejsze i największe badanie edukacyjne na świecie sprawdzające stopień przygotowania 15-latków do dalszej edukacji, wymagań rynku pracy i powodzenia w dorosłym życiu. Pierwsze przeprowadzono 16 lat temu i od tamtej pory przeprowadzane jest co trzy lata. O ile w pierwszym byliśmy w europejskim ogonie, to według najnowszych wyników polska młodzież jest w czołówce. A to pokazuje dobitnie, że gimnazja się sprawdziły.



Szkoda, że posłowie wszelkie badania i eksperckie opinie mają za nic. Nasi rządzący są zdania, że skoro wygrali wybory, to z niczym, poza własnym zdaniem nie muszą się liczyć. Jak powiedział goszczący u prezydenta Andrzeja Dudy wybitny fizyk, prof. Iwo Białynicki-Birula, da się dziś zaobserwować motywowaną politycznie i ideologicznie ingerencję z naukę. Pół biedy, gdy dotyczy to dorosłych naukowców, problem w tym, że MEN zaczyna indoktrynować dzieci.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Polskiej szkole przydaliby się tacy nauczyciele. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w teatrze
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie