
Kiedy otrzymałem wyniki tego sondażu – zdębiałem. Nie sądziłem, że w Boże Narodzenie alkohol jest właściwie w każdym domu. Trzeba jednak przyznać, że tradycja picia w święta jest zakorzeniona mocno. Alkoholowe zwyczaje dziś jednak są już inne niż kiedyś.
Po prezentach, czy po pasterce? – Co tu kryć, wódka w święta na stole była i już – przyznaje pani Bożena wspominając swoje dzieciństwo, które przypadło na przełom lat 70' i 80' na Kujawach. – W czasie wigilijnej kolacji nie wypadało postawić wódki na stole, bo jak tu iść po pijanemu na pasterkę. Ale już zaraz po powrocie z kościoła w środku nocy dorośli coś tam z barku wyciągali. Tak tylko trochę, żeby lepiej się spało – opowiada.
Właśnie - barek! Kto dziś jeszcze ma w domu meblościankę z barkiem? Kiedyś to było obowiązkowe wyposażenie każdego mieszkania. I w każdym barku zawsze jakiś zapas musiał być. Choć oczywiście na święta trzeba było kupić więcej niż zwykle. Bo zjeżdżała się rodzina, bo trzeba ją odpowiednio ugościć, bo z zaledwie jedną, czy dwoma butelkami to nie było co na stół wyskakiwać. Ale właśnie - już w Wigilię, czy dopiero po? A jeśli w Wigilię, to od którego momentu? – Tu zdania są podzielone – przyznaje Tomek, który pochodzi z północno-wschodniej Polski.
Tomek

W rodzinie pani Bożeny picie przed pasterką było nie do pomyślenia. – Pierwszy dzień świąt to był czas głównie na spotkania z rodziną, drugi częściej z przyjaciółmi. I też z procentami. Panowie oczywiście pili czystą, panie najczęściej coś kolorowego, jakieś nalewki, a jeśli wódkę to np. paloną – wspomina. A co w tym czasie robiły dzieci? – Bawiły się ze sobą i też miały co pić: Coca-Colę albo Mirindę, taką w szklanych butelkach, którą z okazji świąt rodzice gdzieś zdobywali raz do roku – mówi pani Bożena. Ale to wszystko działo się już w samo Boże Narodzenie.
Żeby nie chuchać przy śpiewaniu kolęd W Wigilię przed północą obowiązywał całkowity szlaban na alkohol. Uzasadniano to mówiąc, że "tylko pijacy chuchają wódką na pasterce w kościele" i przypominając rodzinną historię nieco przygłuchego, dalekiego wuja Floriana.
pani Bożena
No, chyba, że ktoś mówi, że idzie, a wybiera się gdzie indziej. – Tak robił mój brat – opowiada Mirek z Bieszczad. – Wciskał rodzicom kit, że idzie do kościoła na pasterkę. Tak naprawdę szedł do kolegów i oczywiście razem tam pili – wspomina. A w Bieszczadach, jak to w Bieszczadach - alkohol często był produkcji własnej. Zresztą nie tylko tam.
Trzeba było sobie jakoś radzić w czasach, gdy alkohol był na kartki. W PRL najdłuższe kolejki przed świętami ustawiały się po mięso i wędliny oraz właśnie po alkohol, z czego w 1987 roku żartował sobie Tadeusz Drozda. To, co mówił satyryk, to oczywiście kabaret, ale kolejka w tle była jak najbardziej prawdziwa.
Ale to wcale nie jest przeszłość - dziś także handel alkoholem przed świętami kwitnie. – Mówimy o wzroście sięgającym nawet 60-80 proc. w stosunku do pozostałych miesięcy w roku kalendarzowym – zdradza Mariusz Glenszczyk, sommelier i wiceprezes firmy TiM S.A., która jest dystrybutorem wina. Bo to już nie wódka sprzedaje się najlepiej w okresie przedświątecznym. Dziś zdecydowanie króluje wino.
Po jaki alkohol najchętniej sięgają Polacy
w Boże Narodzenie
Wino – 86 proc.
Whisky – 35 proc.
Nalewki, likiery – 29 proc.
Piwo – 13,2 proc.
Wódka – 8 proc.
Rum – 7.5 proc.
Miód pitny – 3 proc.
Wysoką pozycję wina w tym zestawieniu można tłumaczyć tym, że w ostatnich latach zdecydowanie zmieniły się alkoholowe zwyczaje Polaków i tzw. kultura picia. – Świąteczne dania najlepiej komponują się, w kontekście alkoholu, z winem – przekonuje sommelier. Poza tym wina kupowane są nie tylko na stół, także pod choinkę, jako prezent. Choć wyniki sondażu wskazują, że na świąteczne stoły trafia naprawdę morze alkoholu.
Spożycie alkoholu w Boże Narodzenie
92,6 proc. badanych – spożywa alkohol podczas świąt
7,4 proc. – nie pije alkoholu w tym okresie
Polacy piją najwięcej alkoholu
55,5 proc. – w Wigilię
31,5 proc. – w pierwszy dzień świąt
13 proc. – w drugi dzień świąt
Sondaż dowodzi, że niemal 100 proc. dorosłych Polaków w święta pije alkohol! Zapewne, skoro na pierwszym miejscu jest wino, to piją, ale się nie upijają. I to jest ta różnica pokoleniowa.
Wódka była odświętna, a ludzie bardziej towarzyscy – W sumie to jest mi żal tamtych czasów. Dziś wino jest na co dzień, więc nawet jeśli ktoś w Boże Narodzenie wypije, to nie ma w tym nic odświętnego. Wtedy wódka była od święta (nie mówimy o patologii), no i to picie miało inny wymiar, bardziej rodzinny i towarzyski – mówi pani Bożena. Fakt, kiedyś ludzie na pewno częściej się w święta odwiedzali, by spędzić razem czas. Dziś coraz chętniej wyjeżdżają jak najdalej od domu, żeby niczego nie przygotowywać, z nikim się nie kłócić i generalnie - mieć w święta święty spokój.

A przecież alkohol w święta - pół żartem, pół serio - może mieć magiczną moc! W końcu uczy nas tego historia. W pierwszym roku I wojny światowej w Wigilię nastąpił rozejm. Przyłączyła się do niego zdecydowana większość wojsk francuskich, niemieckich i brytyjskich. Na ziemi niczyjej żołnierze stawiali choinki, rozmawiali, jedli świąteczne potrawy i - właśnie - pili alkohol. Ochota do walki zniknęła i wigilijny rozejm na wielu frontach przeciągnął się do Nowego Roku. Kto wie, jakby się potoczyły dalsze losy wojny. Dowódcy jednak zakazali biesiadowania żołnierzy z wrogich sobie państw, a wielu wojskowych skażonych przyjaźnią z nieprzyjacielem wycofano z frontu.
Dziś w wielu rodzinach sytuacja jest niczym na froncie. I w niejednym domu może być trudno przeżyć to Boże Narodzenie na trzeźwo.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
