Jedni piją i chuchają na pasterce, inni w Wigilię są trzeźwi. Zdziwisz się, ilu Polaków pije alkohol w Boże Narodzenie

Przed pasterką wypić nie wypada, ale potem... Zdziwisz się, ilu Polaków pije alkohol w Boże Narodzenie
Przed pasterką wypić nie wypada, ale potem... Zdziwisz się, ilu Polaków pije alkohol w Boże Narodzenie Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta
Kiedy otrzymałem wyniki tego sondażu – zdębiałem. Nie sądziłem, że w Boże Narodzenie alkohol jest właściwie w każdym domu. Trzeba jednak przyznać, że tradycja picia w święta jest zakorzeniona mocno. Alkoholowe zwyczaje dziś jednak są już inne niż kiedyś.


Po prezentach, czy po pasterce?
– Co tu kryć, wódka w święta na stole była i już – przyznaje pani Bożena wspominając swoje dzieciństwo, które przypadło na przełom lat 70' i 80' na Kujawach. – W czasie wigilijnej kolacji nie wypadało postawić wódki na stole, bo jak tu iść po pijanemu na pasterkę. Ale już zaraz po powrocie z kościoła w środku nocy dorośli coś tam z barku wyciągali. Tak tylko trochę, żeby lepiej się spało – opowiada.


Właśnie - barek! Kto dziś jeszcze ma w domu meblościankę z barkiem? Kiedyś to było obowiązkowe wyposażenie każdego mieszkania. I w każdym barku zawsze jakiś zapas musiał być. Choć oczywiście na święta trzeba było kupić więcej niż zwykle. Bo zjeżdżała się rodzina, bo trzeba ją odpowiednio ugościć, bo z zaledwie jedną, czy dwoma butelkami to nie było co na stół wyskakiwać. Ale właśnie - już w Wigilię, czy dopiero po? A jeśli w Wigilię, to od którego momentu? – Tu zdania są podzielone – przyznaje Tomek, który pochodzi z północno-wschodniej Polski.

Tomek

Co dom, to obyczaj. Nawet u mnie w rodzinie są dwa nurty, które przynajmniej zgadzają się do jednego – u nas alkohol pijemy już w Wigilię. Podział następuje natomiast przy decyzji, od której godziny można pić. Jedna część rodziny zaczyna pić po rozdaniu prezentów, przed pasterką. Druga część owszem, siedzi przy stole, ale alkohol pije dopiero po powrocie z pasterki.

W rodzinie pani Bożeny picie przed pasterką było nie do pomyślenia. – Pierwszy dzień świąt to był czas głównie na spotkania z rodziną, drugi częściej z przyjaciółmi. I też z procentami. Panowie oczywiście pili czystą, panie najczęściej coś kolorowego, jakieś nalewki, a jeśli wódkę to np. paloną – wspomina. A co w tym czasie robiły dzieci? – Bawiły się ze sobą i też miały co pić: Coca-Colę albo Mirindę, taką w szklanych butelkach, którą z okazji świąt rodzice gdzieś zdobywali raz do roku – mówi pani Bożena. Ale to wszystko działo się już w samo Boże Narodzenie.

Żeby nie chuchać przy śpiewaniu kolęd
W Wigilię przed północą obowiązywał całkowity szlaban na alkohol. Uzasadniano to mówiąc, że "tylko pijacy chuchają wódką na pasterce w kościele" i przypominając rodzinną historię nieco przygłuchego, dalekiego wuja Floriana.
pani Bożena

To historia sprzed wielu, wielu lat powtarzana z pokolenia na pokolenie. Był wuj Florian, który nie za bardzo już słyszał, ale wypić lubił. No i sobie wypił przed pasterką. W kościele chyba trochę stracił kontakt z rzeczywistością. Ocknął się, gdy cały kościół głośno zaśpiewał "Gloria, Gloria, Gloria, In excelsis Deo!". Wtedy wstał i wyszedł. Jak go potem pytano, dlaczego poszedł, wyjaśniał, że usłyszał w kolędzie "Florian, Florian, Florian, idź do domu!". Morał z tego płynie taki, że na pasterkę po kielichu się nie idzie.

No, chyba, że ktoś mówi, że idzie, a wybiera się gdzie indziej. – Tak robił mój brat – opowiada Mirek z Bieszczad. – Wciskał rodzicom kit, że idzie do kościoła na pasterkę. Tak naprawdę szedł do kolegów i oczywiście razem tam pili – wspomina. A w Bieszczadach, jak to w Bieszczadach - alkohol często był produkcji własnej. Zresztą nie tylko tam.


Trzeba było sobie jakoś radzić w czasach, gdy alkohol był na kartki. W PRL najdłuższe kolejki przed świętami ustawiały się po mięso i wędliny oraz właśnie po alkohol, z czego w 1987 roku żartował sobie Tadeusz Drozda. To, co mówił satyryk, to oczywiście kabaret, ale kolejka w tle była jak najbardziej prawdziwa.
Ale to wcale nie jest przeszłość - dziś także handel alkoholem przed świętami kwitnie. – Mówimy o wzroście sięgającym nawet 60-80 proc. w stosunku do pozostałych miesięcy w roku kalendarzowym – zdradza Mariusz Glenszczyk, sommelier i wiceprezes firmy TiM S.A., która jest dystrybutorem wina. Bo to już nie wódka sprzedaje się najlepiej w okresie przedświątecznym. Dziś zdecydowanie króluje wino.

Po jaki alkohol najchętniej sięgają Polacy
w Boże Narodzenie

Wino – 86 proc.
Whisky – 35 proc.
Nalewki, likiery – 29 proc.
Piwo – 13,2 proc.
Wódka – 8 proc.
Rum – 7.5 proc.
Miód pitny – 3 proc.

Badania zostały przeprowadzone przez Centrum Rozwoju Biznesu Sostaric na zlecenie TiM S.A. Próba – 842 osoby. Ankieta została przeprowadzona o zasięgu ogólnopolskim. Ankietowani mieli możliwość wielokrotnego wyboru odpowiedzi.
Wysoką pozycję wina w tym zestawieniu można tłumaczyć tym, że w ostatnich latach zdecydowanie zmieniły się alkoholowe zwyczaje Polaków i tzw. kultura picia. – Świąteczne dania najlepiej komponują się, w kontekście alkoholu, z winem – przekonuje sommelier. Poza tym wina kupowane są nie tylko na stół, także pod choinkę, jako prezent. Choć wyniki sondażu wskazują, że na świąteczne stoły trafia naprawdę morze alkoholu.

Spożycie alkoholu w Boże Narodzenie

92,6 proc. badanych – spożywa alkohol podczas świąt
7,4 proc. – nie pije alkoholu w tym okresie

Polacy piją najwięcej alkoholu

55,5 proc. – w Wigilię
31,5 proc. – w pierwszy dzień świąt
13 proc. – w drugi dzień świąt

badania Sostaric cytowane powyżej
Sondaż dowodzi, że niemal 100 proc. dorosłych Polaków w święta pije alkohol! Zapewne, skoro na pierwszym miejscu jest wino, to piją, ale się nie upijają. I to jest ta różnica pokoleniowa.

Wódka była odświętna, a ludzie bardziej towarzyscy
– W sumie to jest mi żal tamtych czasów. Dziś wino jest na co dzień, więc nawet jeśli ktoś w Boże Narodzenie wypije, to nie ma w tym nic odświętnego. Wtedy wódka była od święta (nie mówimy o patologii), no i to picie miało inny wymiar, bardziej rodzinny i towarzyski – mówi pani Bożena. Fakt, kiedyś ludzie na pewno częściej się w święta odwiedzali, by spędzić razem czas. Dziś coraz chętniej wyjeżdżają jak najdalej od domu, żeby niczego nie przygotowywać, z nikim się nie kłócić i generalnie - mieć w święta święty spokój.
A przecież alkohol w święta - pół żartem, pół serio - może mieć magiczną moc! W końcu uczy nas tego historia. W pierwszym roku I wojny światowej w Wigilię nastąpił rozejm. Przyłączyła się do niego zdecydowana większość wojsk francuskich, niemieckich i brytyjskich. Na ziemi niczyjej żołnierze stawiali choinki, rozmawiali, jedli świąteczne potrawy i - właśnie - pili alkohol. Ochota do walki zniknęła i wigilijny rozejm na wielu frontach przeciągnął się do Nowego Roku. Kto wie, jakby się potoczyły dalsze losy wojny. Dowódcy jednak zakazali biesiadowania żołnierzy z wrogich sobie państw, a wielu wojskowych skażonych przyjaźnią z nieprzyjacielem wycofano z frontu.

Dziś w wielu rodzinach sytuacja jest niczym na froncie. I w niejednym domu może być trudno przeżyć to Boże Narodzenie na trzeźwo.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl