Premier Donald Tusk
Premier Donald Tusk Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Premier Donald Tusk nie boi się o losy Platformy po swoim odejściu. Twierdzi, że partia się nie rozpadnie, bo tworzy ją wielu polityków lepszych od niego. W wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego" zdradza, kto będzie jego następcą.

REKLAMA
Donald Tusk nie martwi się o losy Platformy Obywatelskiej po swoim odejściu. Nie zgadza się z opiniami tych, którzy uważają, że "Platforma to Tusk, a Tusk to Platforma". "Partia to kilkadziesiąt tysięcy ludzi, wielu z nich rozpoznawalnych, którzy w rankingach zyskują pozycję porównywalną lub lepszą ode mnie – ambitni, czasem młodsi, niektórzy z dużym doświadczeniem samorządowym" – zapewnia Tusk w wywiadzie z "Tygodnikiem Powszechnym".
Premier przyznaje, że koleżanki i koledzy z partii namawiają go do pozostania, ale nie podjął jeszcze decyzji. "Sporo o tym myślę, ale – co do zasady – uważam, że osiem lat premierostwa to naprawdę bardzo dużo. Szczególnie jak na polskie doświadczenia i polskie przyzwyczajenia" – zaznacza.
Następca Tuska
Premier nie mówi wprost, kogo widzi na swoim miejscu. Przyznaje jednak, że może to
być "ktoś stojący dzisiaj tuż koło niego". "Konkurentem może być nawet ktoś, kogo aspiracji dzisiaj nie znam i się ich nie domyślam. Być może ktoś stojący dzisiaj tuż koło mnie" – czytamy w wywiadzie – "Nie obrażam się na to, ale również dlatego nie zajmuję się namaszczaniem następców. Takie są moje przekonania" – dodaje.
Tusk uważa, że wyznaczanie następcy jest bez sensu, bo tak naprawę władzę zawsze ma ten, kto sobie ją bierze, a nie ten kto ją dostaje. "Z reguły jest tak, że jeśli odchodzący lider wskazuje następcę, to ten ktoś zostaje nim tylko na okres przejściowy" – podkreśla Tusk.
Donald Tusk
w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego"

Oczywiście, w nowoczesnych demokracjach "wziąć sobie władzę" oznacza zdolność zjednywania ludzi, formułowanie programu, który odpowiada na wyzwania czasu, wreszcie – wygraną w wolnych wyborach.


Telefon do Kaczyńskiego
Tusk przyznaje również, że w Polsce rządzi się trudno, bo jest to kraj pełen
negatywnych emocji i "niszczącej wspólnoty politycznej". Z tego powodu zapytany, czy wyobraża sobie, że dzwoni do Jarosława Kaczyńskiego, odpowiada, że nie miałby oporu, żeby taki telefon wykonać, ale "nie ma też wątpliwości, jak odpowiedziałaby druga strona".
"Trudno rządzi się w kraju, który jest przepołowiony tak negatywnymi emocjami, niszczącymi wspólnotę polityczną. Nikt nie może mnie podejrzewać o brak intencji, żeby na nowo Polskę skleić – tak byłoby lepiej dla nas wszystkich, bowiem musimy razem stawić czoło kolejnej fali kryzysu gospodarczego" – zaznacza Tusk.