
Od stycznia weszła w życie nowelizacja ustawy o kierujących pojazdami. Najważniejszą zmianą dla polskich kierowców jest faktyczne uniemożliwienie uniknięcia kary – czyli zabrania prawa jazdy – za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h. Dotychczas można było się wykręcić zwykłym gapiostwem. Wystarczyło udawać, że się nie posiada przy sobie dokumentu. Teraz starostwa obędą się bez niego.
Teraz staroście fizyczny dokument nie będzie do niczego potrzebny. Policja poinformuje starostwo o przekroczeniu prędkości, a ten odbierze uprawnienia - niezależnie od tego, czy dokumenty widział, czy nie.
Zmiana przepisu nie wprowadza żadnych nowych obowiązków dla policji, a jest jedynie zmianą kompetencji starosty, który według nowego przepisu będzie wydawał decyzje w oparciu o informację o ujawnieniu czynu polegającego na przekroczeniu prędkości powyżej 50 km/h w obszarze zabudowanym, a nie jak poprzednio o zatrzymaniu prawa jazdy.
Policja nie ma jednak danych, które obrazują, ilu kierujących od chwili, kiedy istnienie luki nagłośniono (pierwsza pisała o tym w kwietniu "Rzeczpospolita"), wykpiło się od kary.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
