Znikają na rok, by nie dać się zwolnić przy reformie Zalewskiej. Wielu nauczycieli idzie na urlop na poratowanie zdrowia

Znikają na rok, by nie dać się zwolnić przy reformie Zalewskiej. Wielu nauczycieli idzie na urlop na poratowanie zdrowia
Znikają na rok, by nie dać się zwolnić przy reformie Zalewskiej. Wielu nauczycieli idzie na urlop na poratowanie zdrowia Fot. screeny ze strony Facebook.com/ Nie dla likwidacji gimnazjów
Chodzi o to, by przeczekać najbardziej burzliwy czas. Wielu nauczycieli gimnazjów decyduje się właśnie teraz na urlop na poratowanie zdrowia. Maksymalnie taki urlop trwa rok, można go uzyskać stosunkowo łatwo, no i można uniknąć w ten sposób zwolnienia z pracy.


Początkowo Anna Zalewska przekonywała, że jej reformy nie pociągną za sobą żadnych zwolnień nauczycieli. Później przyznała, że jakiś procent nauczycieli rzeczywiście może stracić zatrudnienie. Dziś już znamy szacunki samorządów z różnych miast. Wiadomo, że to nie będzie "jakiś procent". Władze Warszawy wyliczają, że pracę straci około 10 proc. nauczycieli, co w skali stolicy oznacza aż 2 tysiące osób. W Poznaniu z kolei zwolnienia mogą dotknąć aż 20 proc. pedagogów.


Są ich setki
Nic dziwnego, że pedagogiczna kadra szuka jakichś rozwiązań. Choćby tymczasowych. – Aby uniknąć utraty pracy, wielu nauczycieli już teraz bierze urlopy na poratowanie zdrowia – poinformowała w rozmowie z naTemat dyrektor warszawskiego Biura Edukacji Joanna Gospodarczyk. To na razie wstępna ocena sytuacji z punktu widzenia ratusza. Samorządy muszą ją obserwować, bo chodzi o dodatkowe wydatki. To przecież z kasy gminy idą pieniądze na wynagrodzenia nauczycieli, także tych na rocznym urlopie.

W 2016 roku w stolicy na takim rocznym urlopie na poratowanie zdrowia było około 370 nauczycieli, o około 40 więcej niż rok wcześniej. W Poznaniu z takiego urlopu skorzystało około 300 pedagogów, tu nastąpił ich liczby o 20. Samorządy obawiają się, że w 2017 te liczby będą dużo wyższe. Choć większość nauczycieli jeszcze wstrzymuje się z decyzjami. Szczególnie w tych miastach, gdzie klamka nie zapadła i daleko jeszcze do decyzji o tym, jak od września będzie wyglądać nowa siatka szkół.
W Łodzi dopiero kilka dni temu zaczęły się konsultacje w tej sprawie i nauczyciele jeszcze nie wiedzą, na czym stoją. – Ja, po rozmowach w Wydziale Edukacji w Urzędzie Miasta, w grudniu uprzedzałem nauczycieli, że pewnie w maju będę wręczał wypowiedzenia. Na razie miasto nie podjęło konkretnej decyzji, co dalej z naszą szkołą. Konsultacje trwają. Może dlatego jeszcze żaden nauczyciel nie wystąpił do mnie z wnioskiem o urlop na poratowanie zdrowia – mówi naTemat Witold Młynarczyk, dyrektor łódzkiego Gimnazjum nr 16. Jego zdaniem zwolnienia są nieuniknione, choć wciąż pozostaje wiele niewiadomych i istnieje mnóstwo scenariuszy bardziej i mniej czarnych.
Witold Młynarczyk
dyrektor Gimnazjum nr 16 w Łodzi

Z punktu widzenia naszych nauczycieli i innych pracowników najlepszym rozwiązaniem byłoby chyba, gdyby nasza szkoła została "wchłonięta" przez okoliczne szkoły podstawowe. Wtedy pierwszeństwo przy zatrudnianiu w tej podstawówce mieliby właśnie nasi nauczyciele. Z drugiej jednak strony dyrektorzy tych podstawówek mogą nie zechcieć zatrudniać nikogo, choć przybędą im klasy VII, a potem także VIII. Często jest tak, że już teraz pracują u nich nauczyciele, którzy nie mają całego etatu i to im przypadną te nowe godziny lekcyjne.

W przyrodzie będzie ruch
Nie jest tajemnicą, że największy problem będą mieli nauczyciele przyrody, a jest to bardzo duża grupa, niemal 20 tysięcy osób. Zgodnie z planem minister Zalewskiej, już od piątej klasy podstawówki przyroda ma zostać zastąpiona geografią, biologią, fizyką i chemią. Dziś te przedmioty wprowadzane są dopiero w gimnazjum. Nauczyciele przyrody będą musieli odejść z pracy lub zrobić nową specjalizację, ale czasu na to jest niewiele.


– Jeśli w podstawówce jest troje nauczycieli przyrody i wszyscy troje są absolwentami geografii, to dwoje z nich będzie musiało odejść. Geografia będzie tylko w klasie VII i VIII, czyli w przyszłym roku tylko w VII. To jasne, że dla całej trójki nie starczy pracy – tłumaczy dyrektor Młynarczyk. Jeszcze większy problem będą mieli ci nauczyciele przyrody, którzy skończyli kierunek ochrona środowiska. Oni będą mogli uczyć wyłącznie przyrody, która pozostanie tylko w klasie IV. Dlatego teraz "w biegu" wielu z nich kończy podyplomowo drugi kierunek, aby nie zostać na lodzie.

Ale to robią głównie nauczyciele najmłodsi. Starsi niejednokrotnie decydują się na o tzw. świadczenie kompensacyjne, czyli coś w rodzaju emerytury pomostowej (sięga od ok. 900 do 2,5 tys. zł). Natomiast ci z przynajmniej 7-letnim stażem, coraz częściej myślą o innych rozwiązaniach. I idą do lekarza.

Ten kij ma dwa końce
– Owszem, temat urlopów na poratowanie zdrowia pojawia się coraz cześciej. Można powiedzieć, że mamy pewien ruch w tej materii – mówi mi anonimowo nauczyciel gimnazjum. Przyznaje, że niektórzy traktują taki urlop jako sposób na to, by w miarę bezpiecznie przetrwać najbliższy rok. Jednak zdania w środowisku nauczycielskim są podzielone, czy jest to dobry pomysł. – Każdy kij ma dwa końce. Można przespać moment decyzji i nie mieć potem gdzie wracać. To też w dyskusjach jest obecne – przyznaje nauczyciel.

Nowy numer Głosu: Reforma z podpisem – pożegnanie gimnazjów Smutek, żal, rozgoryczenie… Prezydent nie zablokował ustaw...

Opublikowany przez Głos Nauczycielski na 11 styczeń 2017
Roczny urlop na poratowanie zdrowia zagwarantowany jest w Karcie Nauczyciela i można uzyskać w miarę prosto. Należy się on po 7 latach pracy, pedagogom zatrudnionym w pełnym wymiarze i na czas nieokreślony. Zalecenie takiego leczenia wydaje lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. A dyrektor szkoły nie ma prawa nie przyjąć takiego wniosku. Może najwyżej odwołać się w tej sprawie do wojewódzkiego ośrodka medycyny pracy, aby tam sprawdzono, czy rzeczywiście nauczycielowi taki urlop się należy. Jednak takie odwołania są stosunkowo rzadkie. W sumie przez całą swoją karierę nauczyciel może trzykrotnie skorzystać z takiego rocznego urlopu (ale nie jeden po drugim - musi być przynajmniej roczna przerwa między urlopami).

Na urlopie nie dorobisz
Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego przypomina w rozmowie z naTemat, że to musi być urlop uzasadniony względami zdrowotnymi. Najczęściej chodzi o ratowanie głosu lub nerwów. No i ważna kwestia – na takim urlopie nie można sobie dorobić.
Magdalena Kaszulanis
Rzeczniczka prasowa ZNP

W czasie przebywania na urlopie dla poratowania zdrowia nauczyciel nie może nawiązać stosunku pracy ani podjąć innej działalności zarobkowej. Nie może też kontynuować innego, nawiązanego stosunku pracy, czy prowadzonej działalności zarobkowej. Czyli nauczyciel gimnazjum przebywający na urlopie dla poratowania zdrowia, nie może podjąć pracy w innej szkole np. podstawowej.

A zatem decyzja nie jest łatwa. Bo nie wiadomo, jak będzie wyglądała sytuacja po roku na urlopie. Poprawy nie ma się co spodziewać. I nie ma się też co oszukiwać, że to dopiero teraz, wraz z likwidacją (MEN woli określenie – "przekształcaniem") gimnazjów zaczną się zwolnienia nauczycieli. One trwają od wielu lat, głównie z powodu niżu demograficznego. Można jedynie żałować, że rząd nie wykorzysta tego momentu niżu, by poprawić jakość kształcenia i postawić na mniej liczne klasy. To byłoby z korzyścią i dla uczniów, i dla nauczycieli. Ale czy w tym chaosie chodzi o to, by skorzystali jedni lub drudzy?

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"