
Chodzi o to, by przeczekać najbardziej burzliwy czas. Wielu nauczycieli gimnazjów decyduje się właśnie teraz na urlop na poratowanie zdrowia. Maksymalnie taki urlop trwa rok, można go uzyskać stosunkowo łatwo, no i można uniknąć w ten sposób zwolnienia z pracy.
Początkowo Anna Zalewska przekonywała, że jej reformy nie pociągną za sobą żadnych zwolnień nauczycieli. Później przyznała, że jakiś procent nauczycieli rzeczywiście może stracić zatrudnienie. Dziś już znamy szacunki samorządów z różnych miast. Wiadomo, że to nie będzie "jakiś procent". Władze Warszawy wyliczają, że pracę straci około 10 proc. nauczycieli, co w skali stolicy oznacza aż 2 tysiące osób. W Poznaniu z kolei zwolnienia mogą dotknąć aż 20 proc. pedagogów.
Są ich setki Nic dziwnego, że pedagogiczna kadra szuka jakichś rozwiązań. Choćby tymczasowych. – Aby uniknąć utraty pracy, wielu nauczycieli już teraz bierze urlopy na poratowanie zdrowia – poinformowała w rozmowie z naTemat dyrektor warszawskiego Biura Edukacji Joanna Gospodarczyk. To na razie wstępna ocena sytuacji z punktu widzenia ratusza. Samorządy muszą ją obserwować, bo chodzi o dodatkowe wydatki. To przecież z kasy gminy idą pieniądze na wynagrodzenia nauczycieli, także tych na rocznym urlopie.
W 2016 roku w stolicy na takim rocznym urlopie na poratowanie zdrowia było około 370 nauczycieli, o około 40 więcej niż rok wcześniej. W Poznaniu z takiego urlopu skorzystało około 300 pedagogów, tu nastąpił ich liczby o 20. Samorządy obawiają się, że w 2017 te liczby będą dużo wyższe. Choć większość nauczycieli jeszcze wstrzymuje się z decyzjami. Szczególnie w tych miastach, gdzie klamka nie zapadła i daleko jeszcze do decyzji o tym, jak od września będzie wyglądać nowa siatka szkół.
W Łodzi dopiero kilka dni temu zaczęły się konsultacje w tej sprawie i nauczyciele jeszcze nie wiedzą, na czym stoją. – Ja, po rozmowach w Wydziale Edukacji w Urzędzie Miasta, w grudniu uprzedzałem nauczycieli, że pewnie w maju będę wręczał wypowiedzenia. Na razie miasto nie podjęło konkretnej decyzji, co dalej z naszą szkołą. Konsultacje trwają. Może dlatego jeszcze żaden nauczyciel nie wystąpił do mnie z wnioskiem o urlop na poratowanie zdrowia – mówi naTemat Witold Młynarczyk, dyrektor łódzkiego Gimnazjum nr 16. Jego zdaniem zwolnienia są nieuniknione, choć wciąż pozostaje wiele niewiadomych i istnieje mnóstwo scenariuszy bardziej i mniej czarnych.
Witold Młynarczyk
dyrektor Gimnazjum nr 16 w Łodzi
W przyrodzie będzie ruch Nie jest tajemnicą, że największy problem będą mieli nauczyciele przyrody, a jest to bardzo duża grupa, niemal 20 tysięcy osób. Zgodnie z planem minister Zalewskiej, już od piątej klasy podstawówki przyroda ma zostać zastąpiona geografią, biologią, fizyką i chemią. Dziś te przedmioty wprowadzane są dopiero w gimnazjum. Nauczyciele przyrody będą musieli odejść z pracy lub zrobić nową specjalizację, ale czasu na to jest niewiele.
– Jeśli w podstawówce jest troje nauczycieli przyrody i wszyscy troje są absolwentami geografii, to dwoje z nich będzie musiało odejść. Geografia będzie tylko w klasie VII i VIII, czyli w przyszłym roku tylko w VII. To jasne, że dla całej trójki nie starczy pracy – tłumaczy dyrektor Młynarczyk. Jeszcze większy problem będą mieli ci nauczyciele przyrody, którzy skończyli kierunek ochrona środowiska. Oni będą mogli uczyć wyłącznie przyrody, która pozostanie tylko w klasie IV. Dlatego teraz "w biegu" wielu z nich kończy podyplomowo drugi kierunek, aby nie zostać na lodzie.
Ale to robią głównie nauczyciele najmłodsi. Starsi niejednokrotnie decydują się na o tzw. świadczenie kompensacyjne, czyli coś w rodzaju emerytury pomostowej (sięga od ok. 900 do 2,5 tys. zł). Natomiast ci z przynajmniej 7-letnim stażem, coraz częściej myślą o innych rozwiązaniach. I idą do lekarza.
Ten kij ma dwa końce – Owszem, temat urlopów na poratowanie zdrowia pojawia się coraz cześciej. Można powiedzieć, że mamy pewien ruch w tej materii – mówi mi anonimowo nauczyciel gimnazjum. Przyznaje, że niektórzy traktują taki urlop jako sposób na to, by w miarę bezpiecznie przetrwać najbliższy rok. Jednak zdania w środowisku nauczycielskim są podzielone, czy jest to dobry pomysł. – Każdy kij ma dwa końce. Można przespać moment decyzji i nie mieć potem gdzie wracać. To też w dyskusjach jest obecne – przyznaje nauczyciel.
Roczny urlop na poratowanie zdrowia zagwarantowany jest w Karcie Nauczyciela i można uzyskać w miarę prosto. Należy się on po 7 latach pracy, pedagogom zatrudnionym w pełnym wymiarze i na czas nieokreślony. Zalecenie takiego leczenia wydaje lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. A dyrektor szkoły nie ma prawa nie przyjąć takiego wniosku. Może najwyżej odwołać się w tej sprawie do wojewódzkiego ośrodka medycyny pracy, aby tam sprawdzono, czy rzeczywiście nauczycielowi taki urlop się należy. Jednak takie odwołania są stosunkowo rzadkie. W sumie przez całą swoją karierę nauczyciel może trzykrotnie skorzystać z takiego rocznego urlopu (ale nie jeden po drugim - musi być przynajmniej roczna przerwa między urlopami).
Na urlopie nie dorobisz Magdalena Kaszulanis ze Związku Nauczycielstwa Polskiego przypomina w rozmowie z naTemat, że to musi być urlop uzasadniony względami zdrowotnymi. Najczęściej chodzi o ratowanie głosu lub nerwów. No i ważna kwestia – na takim urlopie nie można sobie dorobić.
Magdalena Kaszulanis
Rzeczniczka prasowa ZNP
A zatem decyzja nie jest łatwa. Bo nie wiadomo, jak będzie wyglądała sytuacja po roku na urlopie. Poprawy nie ma się co spodziewać. I nie ma się też co oszukiwać, że to dopiero teraz, wraz z likwidacją (MEN woli określenie – "przekształcaniem") gimnazjów zaczną się zwolnienia nauczycieli. One trwają od wielu lat, głównie z powodu niżu demograficznego. Można jedynie żałować, że rząd nie wykorzysta tego momentu niżu, by poprawić jakość kształcenia i postawić na mniej liczne klasy. To byłoby z korzyścią i dla uczniów, i dla nauczycieli. Ale czy w tym chaosie chodzi o to, by skorzystali jedni lub drudzy?
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
