
W piątek rano Opolski Urząd Wojewódzki ogłosił konkurs na projekt pomnika katastrofy smoleńskiej, który ma stanąć przed jego gmachem przy ulicy Piastowskiej. Z założenia pomnik ma mieć elementy multimedialne, teleinformatyczne i świetlne. Oburzeni opolanie stukają się w czoło. — Naprawdę nie ma na co wydawać pieniędzy? — pytają.
REKLAMA
— Konkurs jest odpowiedzią na potrzebę godnego upamiętnienia tej największej w kartach historii powojennej Polski tragedii lotniczej, w której zginęło wiele znamienitych osób. Chodzi o ocalenie od zapomnienia oraz krzewienia tej pamięci wśród przyszłych pokoleń — informuje rzecznik prasowy wojewody Martyna Kolemba.
Tymczasem trudno znaleźć przychylne komentarze to pomysłu wojewody Adiana Czubaka. Internauci mieszkający w Opolu nie kryją oburzenia. — A może by nasze inteligentne władze pomyślały o tym, żeby pieniądze wydać na pomoc najbardziej potrzebującym, tym, którzy nie dostali 500+ i w te najgorsze mrozy teraz umierają z wychłodzenia i głodu? — komentuje na Facebooku jedna z mieszkanek Opola. — Brak słów… W Opolu stawiają pomnik Kaczyńskiemu, a w Niemodlinie brak funduszy na utrzymanie lekarza w karetce. Polsko, pora się obudzić — pisze inna.
Projekt pomnika ma nawiązywać do "walorów historycznych i edukacyjnych dotyczących osób, które zginęły w katastrofie smoleńskiej, w szczególności prezydenta Rzeczypospolitej prof. Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką”. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 10 kwietnia, a twórca zwycięskiego projektu otrzyma nagrodę 5 tys. złotych.
To nie pierwszy raz, kiedy "dobra zmiana" działa na nerwy mieszkańcom Opola. Latem ubiegłego roku burzę wywołała ingerencja prezesa TVP Jacka Kurskiego w kształt słynnego Festiwalu w Opolu. Jego widzowie byli wówczas przeszukiwani przez ochronę, która z polecenia przełożonych szukała "materiałów politycznych i propagandowych". W praktyce chodziło o chorągiewki i przypinki KOD.
2012 roku w Kałkowie-Godowie odsłonięto pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, według zamysłu autora przedstawiający makietę rządowego Tupolewa. Wykonana z betonu i stali "ogrodowa” wersja Tupolewa w skali 1:2,5 wywołała wtedy w Polsce gorączkę. Nawet w opozycyjnym wówczas gronie zwracano uwagę na komiczny wygląd pomnika, który w żaden sposób nie przypominało prezydenckiego samolotu. Pomnik został wkrótce zapomniany i popadł w ruinę. Nie zauważono wówczas, że najwyraźniej nie odpowiadał potrzebom mieszkańców i stawianie go na siłę mijało się z celem.
Źródło: wyborcza.pl
