
Wolniejsze tempo życia, mniejsze korki, niższe ceny mieszkań, ale też większy spokój i prywatność. No i nie ma tego "nowobogackiego sznytu". To i wiele innych rzeczy dostaniemy, jeśli zdecydujemy się nie budować kariery w stolicy Polski. Badania potwierdzają, że Warszawa nie jest już polskim miastem pierwszego wyboru w kwestii migracji za pracą.
– W Warszawie nikt mi tyle nie zaproponuje – mówi mi 27-letni Paweł, który do Warszawy trafił prosto po liceum i od razu zaczął pracę w korporacji. Szybko się rozwinął i zajął się pracą na pograniczu IT i reklamy.
Warunki są tak dobre, że byłbym na siebie zły, gdybym jednak nie spróbował.
O tym, że Trójmiasto to dobry wybór, wie już od dawna inny 27-latek, Bartek z Puław. Kiedy wszyscy po liceum tłumnie ruszyli do stolicy, on nie wysiadł z pociągu i pojechał dalej – do Gdyni. To cztery razy dalej z jego domu niż do Warszawy.
W Gdyni jak wstaję codziennie, to nie chce mi się płakać. A w Warszawie mi się chciało.
Akademia Morska ściągnęła do Trójmiasta (a konkretnie również do Gdyni) także 26–letnią Paulinę z Suwałk. W jej przypadku to właśnie uczelnia przeważyła – w grę wchodził jeszcze jedynie Szczecin.
Jechałam na studia sama, nie znałam zupełnie nikogo, dopiero na miejscu okazało się, że jest tam kilka osób z Suwałk. Ale wyszło również, że nie jestem w tym mieście taka mała. To nie jest takie duże miasto, można się łatwo odnaleźć i praktycznie już na pierwszym roku nie czułam się obca.
– Do Wrocławia historycznie przyjeżdżali ludzie z różnych stron. Tutaj nie traktują cię ze względu na twoje pochodzenie, tylko za to kim jesteś. Nie ma słoików – mówi 30–letni Kuba, który we Wrocławiu jest już od 12 lat.
Rozważałem wyjazd do Warszawy, ale przeraził mnie ten "nowobogacki sznyt".
Marcin ma 29 lat i jest fotografem. Ma narzeczoną, mieszka w stolicy Wielkopolski. Do Poznania pierwotnie ściągnęła go możliwość nauki – W Warszawie, kiedy ponad dziesięć lat temu wybierał się na studia, zwyczajnie nie można było studiować fotografii. Ponadto nasłuchał się dobrych opinii o poznańskiej ASP.
Odczułem to przez ten rok w Warszawie, że mogę brać udział w lepszych projektach w tej branży. Co mi jednak przeszkadzało – wielkość miasta. Tutaj w Poznaniu wszystko mogę załatwić w ciągu godziny. Tam mieszkałem najpierw na Starym Mokotowie, później Kabatach, i chociaż zawsze miałem samochód czy blisko do metra, traciłem dużo czasu.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
