
Robert Mazurek bardzo chciał się dowiedzieć o stan zdrowia premier Beaty Szydło, o to kiedy wyjdzie ze szpitala i jaka jest opinia lekarzy. Dopytywał o komunikat lekarski, którego do tej pory nie było i – jak zwykle w przypadku niektórych gości – miał problem z zadaniem pytań. – Jeśli mógłbym czasem zdać pytanie – wtrącał. – Pan ma jakiś kompleks – usłyszał. A potem jeszcze, że bardzo Beatę Kempę zdenerwował.
REKLAMA
Robert Mazurek chciał usłyszeć w imieniu milionów Polaków coś więcej niż tylko, że z premier jest dobrze. Beata Kempa odpowiadała, że informacje były wystarczające.
– Jeśli mogę....Nie mogę...– próbował się przebić Mazurek. Usłyszał, że premier czuje się dobrze i niebawem może wrócić do swoich obowiązków.
– Pani minister, jeśli czasem mógłbym zadać pytanie, to może skorzystam z okazji...
– Pan ma jakiś kompleks, panie redaktorze. Zawsze może pan zadawać pytanie, a nawet pan musi, to jest pana praca i obowiązek – usłyszał w odpowiedzi.
– Pan ma jakiś kompleks, panie redaktorze. Zawsze może pan zadawać pytanie, a nawet pan musi, to jest pana praca i obowiązek – usłyszał w odpowiedzi.
Tu Mazurek zaczął raz jeszcze. Od dnia wypadku nie było żadnego komunikatu lekarskiego. I chciałby się czegoś dowiedzieć nie w imieniu mediów, ale milionów Polaków. – Którzy chcą być poinformowani, czy premierowi ich kraju nic się nie stało . Czy nie było złamań? Kiedy wyjdzie do domu? – pytał. Beata Kempa z uśmiechem na twarzy odpowiedziała, że była już o tym mowa, mówiła o tym sama premier, a jeśli Mazurek czuje się niedoinformowany, to ona jeszcze w tym momencie osobiście mu to przekazuje – w ciągu kilku dni, po decyzji lekarzy.
Tu był spokój, ale gdy Mazurek zaczął dopytywać (nie z kompleksu, jak zaznaczył) o reformę BOR, o możliwość dymisji ministra Błaszczaka, zaczęło być nerwowo. Zwłaszcza, gdy pojawił się wątek Hanny Gronkiewicz-Waltz i afery reprywatyzacyjnej.
– Panie redaktorze. Teraz juz panu przerwę.
– Jakby kiedyś robiła pani inaczej! – uśmiał się Mazurek, szeroko rozkładając ręce.
– Jakby kiedyś robiła pani inaczej! – uśmiał się Mazurek, szeroko rozkładając ręce.
Kempa zaczęła mówić o milionach Polaków poszkodowanych aferą reprywatyzacyjną, Mazurek zauważył, że chyba raczej chodzi o tysiące... – Bo mnie pan zdenerwował w tym momencie. Rzadko mnie ktoś wyprowadza z równowagi – odpowiedziała.
Na koniec powiedziała jeszcze, przyciskana do muru, że gdyby była frankowiczem, skorzystałaby z drogi sądowej, którą – przypomnijmy – rekomendował Jarosław Kaczyński. A co ze złamaną w ten sposób obietnicą wyborczą? – To kwestia bardzo trudna dla gospodarki – powtarzała Kempa. Unikając, nie raz, jasnej odpowiedzi.
źródło: rmf24.pl
