
Grupa kibiców z Peru chciała lecieć do Brazylii, ale pomylili samolot i jakimś cudem wylądowali w Warszawie. Cel swojej podróży pomylili o ponad 10 tysięcy kilometrów. Ich historia wydaje się całkowicie nieprawdopodobna, ale sami przekonują, że jest jak najbardziej prawdziwa. O to, czy w dzisiejszych czasach można wsiąść do złego samolotu i "zgubić się na świecie" spytaliśmy eksperta, Bartosza Sujkę z firmy Lataj.pl, zajmującej się sprzedażą biletów lotniczych.
Jechaliśmy do Brazylii, ale pomyliliśmy loty i nagle jesteśmy w Europie. To bardzo przyjemna zmiana, można obejrzeć dobry futbol nie stresując się o wynik - przekonywał z uśmiechem Luis z Peru. CZYTAJ WIĘCEJ
Każdy, kto choć raz oglądał popularnego "Kevina samego w Nowym Jorku", pamięta jak ten mały brzdąc przypadkiem wsiadł do złego samolotu. Zamiast na Florydzie, wylądował w Nowym Jorku.
Pasażerowie mylą destynacje lub błędnie je wybierają. Niektórzy rezerwują bilet do Sydney i faktycznie tam lecą, ale na miejscu okazuje się, że chcieli do tego w Australii, a nie w Stanach Zjednoczonych.
Wydawałoby się, że to scena iście filmowa, ale Peruwiańczycy przekonują, że tak było i w ich przypadku. Ciężko uwierzyć tym zapewnieniom, bo w dobie skomputeryzowania i tak skrupulatnych kontroli na lotniskach, wejście na pokład złego samolotu wydaje się niemożliwe. Po pierwsze, co z miejscem, które byłoby zajęte, po drugie jak to możliwe, że nie zorientowali się w trakcie lotu, który staje się trzy razy dłuższy.
I o ile w przypadku Peruwiańczyków historia jest grubymi nićmi szyta, to takie sytuacje nie należą do rzadkości. Bartosz Sujka mówi naTemat, że zna takie przykłady z życia wzięte, które są jak najbardziej prawdziwe. Najczęstszym powodem jest to, że na świecie istnieje wiele miejscowości o identycznej lub niemal identycznej nazwie. – Pasażerowie mylą miejsca docelowe podróży lub błędnie je wybierają. Niektórzy rezerwują bilet do Sydney i faktycznie tam lecą, ale na miejscu okazuje się, że chcieli do tego w Australii, a nie w Stanach Zjednoczonych – słyszymy.
Wtedy jest jednak już za późno, bo "mleko się rozlało". Jeżeli przypadkiem wysiądziemy nie tu, gdzie chcieliśmy, będziemy musieli sięgnąć głęboko do kieszeni. Nie ma żadnych zwrotów i trzeba kupić nowy bilet. – Zgodnie z prawem i logiką, jeżeli pasażer kilka tygodni czy miesięcy temu zarezerwował bilet to musiał być świadomy, gdzie leci – mówi ekspert.

