
Jak wygrać wybory? To proste, trzeba tylko skasować drugą turę. Wygrywa ten kandydat, który w pierwszej zgarnie najwięcej głosów. PiS dzięki takiej ordynacji, bazując na swoim stałym twardym elektoracie wygrywa każde wybory. Im większy pluralizm, im więcej kandydatów, tym bardziej miażdżącą przewagę po wyborach będzie miało Prawo i Sprawiedliwość.
REKLAMA
Rzadko się zdarza, by jakiś kandydat na burmistrza czy prezydenta wygrał w pierwszej turze. W ostatnich wyborach samorządowych takim wybrańcem, i to w sensie dosłownym był Wojciech Szczurek, który już przy pierwszym podejściu zebrał niemal 80 proc. poparcia. Szczurek rządzi Gdynią nieprzerwanie od pierwszych bezpośrednich wyborów na prezydenta miasta, które odbyły się w 2002 roku. Zawsze wygrywał w pierwszej turze.
W innych miastach kandydaci nie mają tak łatwego życia. Muszą przekonywać do siebie wyborców zarówno przed pierwszą, jak i zwykle przed drugą turą wyborów. Przy czym pierwsza tura często przypomina swoisty konkurs piękności: na wybiegu aż roi się od potencjalnych prezydentów, co jeden to ładniej uśmiechnięty. Tylko brać, wybierać, przebierać i nikogo nie żałować. Ten obieca metro, inny port lotniczy, ktoś inny darmowy transport publiczny lub kiełbasę wyborczą we wszystkich smakach i już zdobywa kilka punktów przewagi nad konkurentami.
Serce i rozum w polityce
I nie ma tu znaczenia, czy ludzie wierzą w realizację zapowiadanych inwestycji. Zwykle w pierwszej rundzie głosują "po sercu”, a w drugiej "po rozumie”. Przy czym po sercu można traktować dosłownie, zdarza się, że kandydaci są oceniani nie po swoich czynach tylko po… wyglądzie.
I nie ma tu znaczenia, czy ludzie wierzą w realizację zapowiadanych inwestycji. Zwykle w pierwszej rundzie głosują "po sercu”, a w drugiej "po rozumie”. Przy czym po sercu można traktować dosłownie, zdarza się, że kandydaci są oceniani nie po swoich czynach tylko po… wyglądzie.
W drugiej turze karnawał zwykle się kończy. Kandydaci przekonują do siebie nie kolorem krawata, tylko przynależności do tej czy innej partii politycznej. Liczą się dotychczasowe dokonania i zasługi. Rośnie też grupa tych wyborców, którzy nie tyle głosują "za”, ale raczej "przeciwko temu drugiemu”. Nie bez przyczyny Prawo i Sprawiedliwość od lat przegrywa wybory samorządowe w większości wielkich miast. Ich kandydaci nie mogą przebić szklanego sufitu właśnie dlatego, iż wyborcy wiedzą, że stoi za nimi Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz lub Ojciec Rydzyk.
Zasada głosowania „przeciwko” traci rację bytu w chwili, gdy nie będzie drugiej tury. Pomysł posłów PiS polega na tym, że całą pulę zgarnia ten, kto wygra w pierwszej turze. I nie chodzi tu o jakąś większość bezwzględną. Wystarczy, że któryś kandydat dostanie 15 procent głosów i będzie lepszy od drugiego z długiej listy pretendentów, by zostać prezydentem miasta.
Jeśli pomysł PiS zostanie zrealizowany, może się okazać, że partia Jarosława Kaczyńskiego szturmem przejmie samorządy. Jakim cudem? To proste. Wszystkiemu winne będzie pluralizm polskiej sceny politycznej. Na korzyść PiS gra to, że opozycja nie jest na tyle spójna, by wystawić wspólnego kandydata, każda partia wysyła w bój swojego człowieka. A Jarosław Kaczyński może się tylko uśmiechać.
Każdy sobie...
Wróble w Warszawie ćwierkają o tym, że w wyborach na prezydenta Warszawy wystartują Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej i Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej. Nie można wykluczyć, że wystartuje Ryszard Kalisz ze wsparciem Sojuszu Lewicy Demokratycznej lub jako kandydat niezależny. Swoich kandydatów wystawią zapewne Partia Razem, Kukiz'15, mniejsze partie i stowarzyszenia samorządowe. Swojego kandydata wystawi na pewno PiS i nie ma znaczenia, czy będzie to Jacek Sasin czy ktoś inny. Twardy elektorat PiS zrobi wszystko, by zapewnić mu zwycięstwo.
Wróble w Warszawie ćwierkają o tym, że w wyborach na prezydenta Warszawy wystartują Kamila Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej i Rafał Trzaskowski z Platformy Obywatelskiej. Nie można wykluczyć, że wystartuje Ryszard Kalisz ze wsparciem Sojuszu Lewicy Demokratycznej lub jako kandydat niezależny. Swoich kandydatów wystawią zapewne Partia Razem, Kukiz'15, mniejsze partie i stowarzyszenia samorządowe. Swojego kandydata wystawi na pewno PiS i nie ma znaczenia, czy będzie to Jacek Sasin czy ktoś inny. Twardy elektorat PiS zrobi wszystko, by zapewnić mu zwycięstwo.
Gdy w Warszawie startowała Hanna Gronkiewicz-Waltz sytuacja była jasna. W ostatnich wyborach samorządowych kandydatka Platformy Obywatelskiej w pierwszej turze zdobyła ponad 40 proc. głosów, Jacek Sasin nie miałby z nią szans nawet według nowych zasad gry. Sasin przegrał też w drugiej, zdobywając około 42 proc.
Można przypuszczać, że złożyło się na to kilka czynników. Wcześniejsze referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz w efekcie tylko wzmocniło pozycję pani prezydent. W poprzednich wyborach samorządowych nie startowała jeszcze Nowoczesna, która później w wyborach parlamentarnych odebrała PO sporą grupę wyborców. Wyścig o fotel prezydenta rozgrywał się między Gronkiewicz-Waltz i Jackiem Sasinem, między PO i PiS. Reszta kandydatów zupełnie się nie liczyła w tym biegu i doprawdy trudno było przypuścić, by na wynik wyborów miał jakiś wpływ Andrzej Rozenek czy Przemysław Wipler.
Teraz sytuacja się zmienia. Nawet jeśli PiS nie przeforsuje pomysłu, według którego stanowisko prezydenta miasta można będzie piastować nie dłużej niż dwie kadencje, Hanna Gronkiewicz-Waltz już wielokrotnie składała deklaracje, że kolejny raz u fotel w Ratuszu ubiegać się nie będzie. Do wyścigu staną być może młodzi, choć już rozpoznawalni politycy PO i Nowoczesnej. Żaden z nich na razie nie ma wielkiej przewagi nad konkurentem i żaden z nich... nie ma wyraźnej przewagi nad Jackiem Sasinem.
PiS wygra w Warszawie?
Dzisiejsze sondaże pokazują, że Rafał Trzaskowski może liczyć na 27.2 proc. Jacek Sasin ma poparcie mniejsze o dwie dziesiąte procenta. To żadna różnica, wystarczy ładna pogoda na weekend albo epidemia grypy, żeby odwrócić ten wynik.
Dzisiejsze sondaże pokazują, że Rafał Trzaskowski może liczyć na 27.2 proc. Jacek Sasin ma poparcie mniejsze o dwie dziesiąte procenta. To żadna różnica, wystarczy ładna pogoda na weekend albo epidemia grypy, żeby odwrócić ten wynik.
Zwycięstwo w Warszawie byłoby dla PiS wielkim sukcesem zarówno politycznym, jak i propagandowym. Ostatni raz partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała w 2002 roku, gdy prezydentem miasta został Lech Kaczyński. Od tej pory w stolicy PiS notował jedną porażkę za drugą. Możliwe, że politycy PiS znaleźli sposób, żeby to zmienić.
Kilka dni temu gośćmi w TVN24 byli Michał Kamiński i Ryszard Kalisz. Obaj mówili o tym, że warto się różnić między sobą, ale wszyscy muszą zewrzeć szeregi przeciwko PiS. Bo tylko zjednoczona opozycja ma jakieś szanse. Wygląda na to, że obaj mieli rację. Tylko wspólny kandydat zjednoczonej opozycji ma szanse pokonać w pierwszej turze Jacka Sasina. Warto o tym pamiętać przed wyborami, bo jeśli PiS przeforsuje swój pomysł, to szansy na wygraną w drugiej turze już nie będzie.
Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl
