
W środę p.o. szefa Biura Ochrony Rządu płk Tomasz Kędzierski tłumaczył się w Sejmie z ostatnich wpadek podległej mu służby. W tym szczególnie z wypadku premier Beaty Szydło, której limuzyna wjechała w drzewo po kontakcie z fiatem seicento w Oświęcimiu. – W ostatnim czasie BOR stało się celem ataku. Z przykrością muszę stwierdzić, że większość tych informacji jest wręcz nieprawdziwa – mówił płk Kędzierski. Sam jednak ujawnił informacje, które dość mocno szkodzą wizerunkowi rządzących z "dobrej zmiany".
REKLAMA
Tymczasowy dowódca Biura Ochrony Rządu pojawił się w Sejmie na połączonych obradach komisji obrony narodowej oraz komisji administracji i spraw wewnętrznych. Przed nim głos zabrał wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński, który stanowczo oznajmił, iż "nie ma powodów, by atakować funkcjonariuszy BOR za to, co się stało w Oświęcimiu". Ośmielony w ten sposób płk Tomasz Kędzierski skrytykował liczne informacje o możliwych nieprawidłowościach w pracy BOR w dniu wypadku premier Beaty Szydło.
– BOR realizuje zadania wobec najważniejszych osób w państwie. Chroni obiekty, realizuje zadania wobec delegacji państw obcych. Bierze szeroki udział w realizacji największych państwowych przedsięwzięć, realizuje zadania z zakresu ochrony placówek dyplomatycznych poza granicami kraju. Wykonuje ważne działania wynikające z zakresu decyzji niejawnych. Dziś natomiast ta formacja jest celem zmasowanego ataku – utyskiwał płk. Kędzierski
W tych żalach pod adresem mediów i polityków opozycji p.o. szefa BOR chyba się jednak nieco zagalopował. Kiedy od okrągłych słów przeszedł do konkretów, ujawnił coś, co rządzący z Prawa i Sprawiedliwości chyba woleliby przemilczeć. Przypadkiem zobrazował bowiem, jak bardzo ekipa "dobrej zmiany" nie radzi sobie z podstawowymi zadaniami związanymi z odpowiedzialnością za funkcjonowanie państwa.
Tłumacząc powszechną w BOR pracę na nadgodzinach płk. Tomasz Kędzierski oznajmił, iż w grudniu 2015 roku 1900 funkcjonariuszy obsługiwało... 2900 etatów. A potem nie było lepiej. – Proszę mi powiedzieć, gdzie jest tysiąc? Jak mieliśmy robić szczyt NATO, Światowe Dni Młodzieży? Zamknąć firmę, zamknąć drzwi? – pytał oburzony.
Odpowiedzialność za sytuację z końca 2015 roku PiS może jeszcze próbować zrzucić na poprzednią ekipę rządzącą, gdyż Beata Szydło w fotelu szefa rządu zasiadła w listopadzie. Za to, jak wielu rąk do pracy brakowało w BOR podczas szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży odpowiadała już jednak w pełni "dobra zmiana". Politycy PiS te wydarzenia chętnie przedstawiali jako swoje wielkie sukcesy. I twierdzili, że zostały odniesione szczególnie na płaszczyźnie organizacyjnej.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
