
W ostatnich dniach Prawo i Sprawiedliwość na wszystkie sposoby przekonywało nas o tym, że Donald Tusk nie miał poparcia rządu PiS, ponieważ "działał na szkodę Polski” i na dodatek był "kandydatem niemieckim", a nie polskim. Inny sposób krytykowania przewodniczącego RE proponuje teraz Ryszard Legutko.
REKLAMA
W wywiadzie dla Polskiego Radia 24 Legutko przekonywał, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie popierał kandydatury Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej ze względów merytorycznych. Jakich? – Trudno było go poprzeć, ponieważ zachował się agresywnie – stwierdził Legutko.
W podobnym tonie Legutko wypowiadał się już w grudniu. W "Kropce nad i" mówił wówczas, że Tusk wypowiada się o polskim rządzie "agresywnie" i dlatego ten nie będzie go popierać.
Na antenie Polskiego Radia Legutko wyjaśnił też, dlaczego niektórzy sojusznicy wycofali się z poparcia dla Jacka Saryusza-Wolskiego, zaproponowanego na to stanowisko przez polski rząd. – Część się wycofała w ostatniej chwili. Niektórzy prosili o zwolnienie z danego wcześniej słowa, że wywierana jest na nich presja. W polityce wystarczy świadomość strachu, nie musi on być konkretny. – Legutko nie sprecyzował jednak, których sojuszników miał na myśli.
Pisaliśmy już o tym, że Beata Szydło o decyzji Węgier wiedziała już na kilka dni przed szczytem - poinformował ją o tym w liście sam Viktor Orbán. Swoich sympatii nie kryli też przedstawiciele państw Grupy Wyszehradzkiej. Jeśli ktoś był zaskoczony ponownym wyborem Donalda Tuska na przewodniczącego RE, to chyba tylko polski rząd.
Źródło: polskieradio.pl
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
