
Kino familijne ma to do siebie, że podoba się tylko 8-latkom i ich rodzicom (może nie mają wyboru). Historia szóstki rodzeństwa mieszkającego z ojcem gdzieś na bezdrożach Ameryki nie brzmi zbyt porywająco. A jednak "Captain Fantastic”, który wreszcie trafił do naszych kin, to jeden z najlepszych filmów minionego roku. Dowód? Kiedy główny bohater Ben mówi do wiszącego nad przepaścią syna – Nikt nie zjawi się tu w magiczny sposób, by na koniec cię uratować – gorączkowo weryfikujemy sposób, w jaki my sami zostaliśmy wychowani. I czy przypadkiem też czasami nie czekamy na cudowne ocalenie, zamiast zakasać rękawy i piąć się po pionowej ścianie w górę.
Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl
