
Znajdują się tysiące kilometrów od Polski, ale jakże podobnie przeżywają to, co z ich krajem robi właśnie posłannik "dobrej zmiany" Donald Trump. Społeczeństwo podzieliło się bardziej niż zwykle, co widać jeszcze mocniej przy sytuacjach, jak ta, która właśnie skradła czołówki amerykańskich gazet. Hawaje – 50 stan USA – właśnie postawiły się Trumpowi. To tak, jakby Hel nagle zbuntował się przeciwko PiS i od razu stał się enklawą antypisowskiej opozycji.
REKLAMA
Co by się wtedy działo? Spróbujmy sobie wyobrazić. W Ameryce wybuchła burza. Jedni odwołują urlopy na Hawajach i wzywają do bojkotu wysp, inni cieszą się, że gdzie, jak gdzie, ale na Hawajach przynajmniej jest pewność, że zwolenników Trumpa za dużo się nie znajdzie.
Złożyli pozew w Honolulu
Coś, co jeszcze rok temu było w USA kompletnie nie do wyobrażenia – Amerykanie przecież tłumnie wyjeżdżali tam na wakacje – nagle zaczyna przybierać rozmiary komedii. W Polsce pewnie byłoby podobnie gdyby – pomińmy realia prawne czy administracyjne, jakie różnią nasze państwa – któryś z polskich regionów nie chciał poprzeć jakiejś decyzji PiS. Wybraliśmy przykład Helu, bo nad polskim morzem cieszy się chyba największą popularnością. Jak Hawaje wśród amerykańskich urlopowiczów.
Coś, co jeszcze rok temu było w USA kompletnie nie do wyobrażenia – Amerykanie przecież tłumnie wyjeżdżali tam na wakacje – nagle zaczyna przybierać rozmiary komedii. W Polsce pewnie byłoby podobnie gdyby – pomińmy realia prawne czy administracyjne, jakie różnią nasze państwa – któryś z polskich regionów nie chciał poprzeć jakiejś decyzji PiS. Wybraliśmy przykład Helu, bo nad polskim morzem cieszy się chyba największą popularnością. Jak Hawaje wśród amerykańskich urlopowiczów.
50 stan Ameryki dosłownie znalazł się na linii ognia zaciekłych zwolenników i przeciwników "dobrej zmiany". Po tym, jak tamtejszy sędzia federalny w ostatniej chwili zablokował antyimigracyjny dekret Donalda Trumpa, uznając, że jest antymuzułmański i on się z nim nie zgadza. A także po tym, jak Hawaje – jako pierwszy stan – zaskarżyły ten dekret i złożyły pozew przeciwko niemu do sądu w Honolulu. – Hawaje są wyjątkowe przez to, że zawsze opowiadały się przeciwko dyskryminacji w swojej historii i konstytucji – argumentował prokurator generalny.
Bojkotujcie Hawaje! Odwołujcie wyjazdy!
I się zaczęło. Zwolennicy Trumpa ruszyli do ataku. Niech buntownicy odczują stratę na turystach! "Właśnie odwołałem 2-tygodniowe wakacje na Hawajach. Żadnych biznesów z przeciwnikami Trumpa. Nikt nie powinien tam jechać!" – to jeden z wpisów na Twitterze.
I się zaczęło. Zwolennicy Trumpa ruszyli do ataku. Niech buntownicy odczują stratę na turystach! "Właśnie odwołałem 2-tygodniowe wakacje na Hawajach. Żadnych biznesów z przeciwnikami Trumpa. Nikt nie powinien tam jechać!" – to jeden z wpisów na Twitterze.
Na Facebooku wręcz nagonka wzywająca do bojkotu Hawajów. "Jeśli popieracie Amerykę, bojkotujcie Hawaje!" – tak nawołują zwolennicy Trumpa. Pod postami setki komentarzy, a pod jednym z nich nawet 10 tysięcy. W podobnym duchu. Albo bojkotować. Albo wysłać im wszystkich imigrantów. Albo w ogóle wyrzucić Hawaje ze Stanów Zjednoczonych. Albo dekret Trumpa przedłużyć o zakaz wjazdu na Hawaje.
"Co wy wiecie? Byliście 8 tysięcy kilometrów dalej, gdy terroryści napadali na Amerykę 11 września" – krzyczą zwolennicy "dobrej zmiany". Nagle okazuje się, że Hawaje są drogie, że Belize jest bliżej i tańsze. Ktoś był w Japonii i miesięczny pobyt tam kosztował go tyle samo, co 3 dni na Hawajach... "Jeszcze pożałują swojej decyzji. Hawaje nie są już bezpieczne dla Amerykanów", "Jak im się nie podoba, nasze dolary nie powinny być tam wydawane", "W tym roku planowaliśmy wakacje na Hawajach, ale nigdy więcej!", "Odwołajcie swoje plany urlopowe!" – oj, dzieje się w amerykańskim internecie.
"A ja teraz pojadę tak szybko, jak to możliwe!"
Ale, ale. Na takich emocjach sielskie i anielskie wyspy, które można uznać za raj na ziemi, i które nigdy z polityką się nie kojarzyły, nagle wyrastają na enklawą przeciwników "dobrej zmiany". "A ja właśnie tam pojadę", "To piękne miejsce, jadę ASAP"– odpowiada na bojkot drugi sort Amerykanów.
Ale, ale. Na takich emocjach sielskie i anielskie wyspy, które można uznać za raj na ziemi, i które nigdy z polityką się nie kojarzyły, nagle wyrastają na enklawą przeciwników "dobrej zmiany". "A ja właśnie tam pojadę", "To piękne miejsce, jadę ASAP"– odpowiada na bojkot drugi sort Amerykanów.
Gdyby zwolennicy PiS tak samo obrazili się np. na Hel, z góry można by przewidzieć identyczny efekt. "Najszybszy sposób na zwiększenie liczby turystów na Hawajach? Powiedzieć reszcie świata, że nie przyjeżdżają tu zwolennicy Trumpa!" – ten wpis na Twitterze idealnie oddaje stan rzeczy. "Nie ma zwolenników Trumpa? Zabukujcie mi bilet!" – szczęśliwa część Amerykanów już się spieszy. Ci, którzy nie mogą szybko jechać, piszą, że zrobią zakupy online w tamtejszych sklepach. I kupią np. koszulki z napisem "Hawaje".
I tu przechodzimy do części znacznie bardziej zabawnej. Internet zalały już zdjęcia, gify i filmy nie tylko, jak reagują Amerykanie, ale też o tym, jaka na bojkot może być reakcja mieszkańców Hawajów. Oto kilka z nich:
Komedia. Albo poważna walka. Bez dwóch zdań w Polsce byłoby identycznie. Pytanie tylko, czy taka enklawa też by się znalazła.
Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
