
Pierwsze wspomnienie z ojcem? To oczywiście mnóstwo wojskowych czapek w każdym kącie – śmieje się Michał Przybył ze wsi pod Cieszynem. Michał postanowił udostępnić kolekcje mundurów, czapek, odznaczeń swego ojca. Nie może jednak znaleźć odpowiedniego pomieszczenia, które pomieści gigantyczny zbiór. Przybył: – Pięć miesięcy zajęło mi wyjęcie i skatalogowanie tylko części zbiorów. A przecież przybywają nowe. Zdobyłem mundur generała Gocuła.
REKLAMA
"Nazywam się Michał Przybył. Jestem 27-latkiem, mieszkającym w małej miejscowości koło Cieszyna, który pragnie, poprzez swoje zainteresowania i fascynację historią Polski, propagować i kultywować tradycję oręża Wojska Polskiego. Postanowiłem napisać do Państwa ten list z prośbą o wsparcie" – czytamy w liście przesłanym do redakcji. Było w nim coś, co nie pozwalało zignorować tej historii. Dotarliśmy do autora listu.
Na wsi mieszkają pasjonaci
Michał o kolekcji swojego ojca mówi z energią, trudno mu wejść w zdanie i zadać pytanie. Gdy Mariuszowi Andrukiewiczowi z Cieszyna opowiadam pierwsze wrażenia z rozmowy z Michałem, wybucha śmiechem.
Michał o kolekcji swojego ojca mówi z energią, trudno mu wejść w zdanie i zadać pytanie. Gdy Mariuszowi Andrukiewiczowi z Cieszyna opowiadam pierwsze wrażenia z rozmowy z Michałem, wybucha śmiechem.
– To rzeczywiście, człowiek o niezwykłej pasji i energii. Poznałem go przypadkiem. Dwa lata temu przyszedł do naszej fundacji, bo szukał pomieszczeń na kolekcje. Udostępniliśmy je, ale szybko okazało się, że jest za małe – wspomina szef Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości Społecznej "Być Razem".
Zaczęło się od filmu o starym Czechu
W telefonie słychać trzask zamykanych drzwi auta. Krótki warkot silnika. Po chwili znów trzaśnięcie. Michał pracuje jako kierowca. 27-latek przejął kolekcję po ojcu, Sewerynie. – Tata miał czternaście lat, gdy obejrzał film o Czechu, który zbierał nakrycia głowy. Tata powiedział sobie, że chciałby mieć, chociaż część takiej kolekcji. No cóż... Samych czapek jest około 800 – opowiada.
W telefonie słychać trzask zamykanych drzwi auta. Krótki warkot silnika. Po chwili znów trzaśnięcie. Michał pracuje jako kierowca. 27-latek przejął kolekcję po ojcu, Sewerynie. – Tata miał czternaście lat, gdy obejrzał film o Czechu, który zbierał nakrycia głowy. Tata powiedział sobie, że chciałby mieć, chociaż część takiej kolekcji. No cóż... Samych czapek jest około 800 – opowiada.
Ojciec chłopaka, Seweryn był pogranicznikiem. Przez ponad 40 lat rosła kolekcja mundurów, czapek, odznaczeń, naszywek i innych elementów umundurowania z okresu "zimnej wojny". – Oczywiście, że pamiętam pierwszą czapkę, dostałem ją od kolegi. Była niekompletna. Dokupiłem elementy, a do tego biały otok, bo mi się po prostu podobał. No i wyprałem, jak umiałem – śmieje się ojciec Michała.
Nie mam miejsca na podwójne egzemplarze
Niewiele osób wiedziało o kolekcji. Ojciec Michała nie chwalił się zbiorami. – Kolega z podstawówki wiedział. No, a jak później miałem te 17 lat, to znajomi już dziwnie patrzyli na chłopaka, który zbiera czapki. Z wiekiem znów zrobiło się to normalne – opowiada Seweryn. No chyba jednak nie do końca. – Na drugim roku za cały swój żołd kupiłem odznakę KOP-u – wyznaje. Na czapkę francuskiego policjanta "czaił się" kilka miesięcy. Wypatrzył ją w sklepie z militariami w Katowicach. – A jak mieszkałem w Poznaniu, to chodziłem na "rzeźnie", bazar. Czasem można było, gdzieś w kącie wypatrzyć coś ciekawego. Wymieniałem się czasem, ale gości od czapek, takich jak ja było wówczas niewielu – wylicza.
Niewiele osób wiedziało o kolekcji. Ojciec Michała nie chwalił się zbiorami. – Kolega z podstawówki wiedział. No, a jak później miałem te 17 lat, to znajomi już dziwnie patrzyli na chłopaka, który zbiera czapki. Z wiekiem znów zrobiło się to normalne – opowiada Seweryn. No chyba jednak nie do końca. – Na drugim roku za cały swój żołd kupiłem odznakę KOP-u – wyznaje. Na czapkę francuskiego policjanta "czaił się" kilka miesięcy. Wypatrzył ją w sklepie z militariami w Katowicach. – A jak mieszkałem w Poznaniu, to chodziłem na "rzeźnie", bazar. Czasem można było, gdzieś w kącie wypatrzyć coś ciekawego. Wymieniałem się czasem, ale gości od czapek, takich jak ja było wówczas niewielu – wylicza.
Zbiory były ukryte były na strychu domu, wypełniały też drugie mieszkanie należące do Przybyła. Chyba nikt do końca nie zdawał sobie sprawy z rozmiarów kolekcji. Przybył przyznaje, że nie miał czasu na porządkowanie zbiorów. – Jak zacząłem otwierać kolejne kartony i katalogować, wówczas przekonałem się, ile tego jest – dodaje Michał. Prace nad uporządkowaniem zbiorów zajęły pięć miesięcy.
Cześć została wyeksponowana, ale reszta i tak spoczywa na strychu. – Jest jeszcze ponad 10 tysięcy książek. Zbieraliśmy też stare motory, ale zajmowały dużo miejsca, więc sprzedaliśmy. Dlatego u nas nie ma podwójnych egzemplarzy, dwóch takich samych eksponatów – tłumaczy. Kolekcja dalej rośnie. Swój mundur przekazał mu nawetgen. Mieczysław Gocuł, do niedawna szef Sztabu Generalnego WP.
Michał: – Mundur otrzymałem od niego rok temu, dotarł w dniu moich urodzin – śmieje się Przybył. Jak go zdobył? Napisał list do generała. – A mundur rektora WAT-u, generała dywizji Zygmunt Mierczyka uzyskałem przez jego znajomych - wyjaśnia.
Walkę ze zmorą muzealników
Na półce leży czapka pierwszego oficjalnego agenta FBI w Polsce. Zbiór wymaga ciągłej pracy. Przede wszystkim czyszczenia i walki z... molami, jak w prawdziwym muzeum. – Stosujemy
kulki na mole, mydło. Zapach jest trochę specyficzny, ale przy tej ilości ubrań trzeba zabezpieczać – komentuje.
Na półce leży czapka pierwszego oficjalnego agenta FBI w Polsce. Zbiór wymaga ciągłej pracy. Przede wszystkim czyszczenia i walki z... molami, jak w prawdziwym muzeum. – Stosujemy
kulki na mole, mydło. Zapach jest trochę specyficzny, ale przy tej ilości ubrań trzeba zabezpieczać – komentuje.
Seweryn przyznaje, że pasja zbliżyła go z synem. – Często rozmawiamy. Doradzam mu, a czasem sprowadzam na ziemię. Widzę ile wysiłku włożył w pozyskanie pomieszczeń i uporządkowanie kolekcji – tłumaczy 27-latek.
Chłopak ma marzenie
Rzeczywiście entuzjazm jego syna jest wręcz zaraźliwy. Michał przeniósł kolekcję z fundacji do skansenu w niedalekich Ochabach Wielkich. – Oj, wiele jest rzeczy, które mnie zainteresowały w tym zbiorze. Najbardziej "lotniskowce" czapki wojskowe ze Wschodu. Co ciekawe, ten człowiek zaczął tworzyć kolekcje, gdy innym się to jeszcze nie śniło. Z hobbystami tak jest, że zawsze na coś wpadną – komentuje Maciej Bieniek, właściciel ochabskiego skansenu.
Rzeczywiście entuzjazm jego syna jest wręcz zaraźliwy. Michał przeniósł kolekcję z fundacji do skansenu w niedalekich Ochabach Wielkich. – Oj, wiele jest rzeczy, które mnie zainteresowały w tym zbiorze. Najbardziej "lotniskowce" czapki wojskowe ze Wschodu. Co ciekawe, ten człowiek zaczął tworzyć kolekcje, gdy innym się to jeszcze nie śniło. Z hobbystami tak jest, że zawsze na coś wpadną – komentuje Maciej Bieniek, właściciel ochabskiego skansenu.
Tam jest ok. 100 metrów kwadratowych przestrzeni. Zdaniem syna kolekcjonera, aby pokazać wszystko, potrzebne byłoby dziesięć razy więcej. Na razie zbiór w tym miejscu może być do października. – Marzy mi się muzeum, interaktywne centrum historyczno-edukacyjne. Wierzę, że się uda stworzyć takie miejsce – mówi z przekonaniem 27-latek.
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
