
Ich zapał do skoków rósł wraz z sukcesami Adama Małysza. Choć amatorscy skoczkowie często mają pod górkę – brakuje im sprzętu i odpowiednich warunków do trenowania – to powtarzają, że skoki są dla nich odskocznią od rzeczywistości. Liczne upadki, strata kilku zębów, połamanie nart – są gotowi na wszystko.
Imponuje im upór słynnego Brytyjczyka Eddi'ego "Orła" Edwardsa, kciuki trzymają za naszych: Stocha i Żyłę. Ale najpierw był Adam Małysz, później Kamil Stoch. Inspirowali młodych, których głowy zaprzątały marzenia o tym, by ich sukces powtórzyć. Ci więc budowali skocznie i trenowali na nich całymi dniami. – Amatorscy skoczkowie, którzy działają w ramach sekcji "TKKF Dzikusy Łódź", to nie są ludzie z przypadku – zapewnia Bartłomiej Marczak, amatorski skoczek.
O straconych podczas treningu zębach Bartłomieja Marczaka krążą w tym środowisku legendy. – Po lądowaniu przewróciłem się, krew poleciała mi z wargi, poszedłem na dokładniejsze prześwietlenie i okazało się, że korzenie w zębie są pęknięte i niestety trzeba było je usunąć – opowiada sam Marczak. Na YouTube aż roi się od filmów amatorskich skoczków. A na nich najczęściej: prowizoryczna skocznia, narty i młodzi ludzie, którzy z zapałem szybują, a potem najczęściej spektakularnie lądują. Zdarza się, że upadają.
Amatorskie skoki w Skawicy
Prawdziwą mekką amatorskich skoczków narciarskich jest m.in. Skawica. To tu w lutym po raz ósmy przy stadionie "LKS Huragan" odbyły się Mistrzostwa Amatorów w Skokach Narciarskich Południowej Polski. Te zawody ocierają się o profesjonalizm: – Mamy budkę sędziowską, komputery, nagłośnienia, pomoc medyczną, zespół który gra nam w przerwie – chwali się Kazimierz Pająk ze Skawicy.
Eddie "Orzeł" Edwards – to skoczek narciarski, olimpijczyk. Ale jego skoki były jednym z powodów, by Międzynarodowa Federacja Narciarska wprowadziła kwalifikacje do zawodów. W ubiegłym roku do kin wszedł film "Eddie zwany Orłem". To historia chłopaka, który za wszelką cenę chciał być olimpijczykiem.
Eddie to zakręcony facet. Przede wszystkim stawiał na to, by wygrać igrzyska olimpijskie. Chciał być narciarzem, ale nie miał na tyle talentu i przebicia. Więc postanowił, że spróbuje w innej dyscyplinie, że zostanie skoczkiem. Mimo wielu upadków, niepowodzeń i braku dostępu do skoczni, sprzętu, trenował. Miał pod górkę, tak jak my. Ale swój cel osiągnął. Nastawił się na występ, udział w zawodach, mimo że był ostatni, to nie zniechęcał się, nadal to robił. Pokochał ten sport, robił to z pasji. Nie przejmował się krytyką.
Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl
