
Filmowe zapowiedzi coraz rzadziej sprawiają, że potencjalny widz ma ochotę na więcej. Z prostej przyczyny - widza trudno dziś nabrać. Ogląda zbitki scen i czuje, że nie musi już iść do kina. Ale zwiastun horroru "To", na podstawie powieści Stephena Kinga, należy do innej kategorii. Naprawdę przeraża i trzyma w napięciu, co nie jest tylko zasługą klauna.
REKLAMA
Stephen King wydał "To" w 1986 r. 4 lata później powstał film pod tym samym tytułem. Rolę Pennywise'a, wcielonego zła, wybitnie zagrał wtedy Tim Curry. Jego następca Bill Skarsgård ma 26 lat, jest synem i bratem cenionych w Hollywood aktorów. "Tym" prawdopodobnie rozpocznie wielką karierę. Najpierw jednak dobierze się do skóry niewinnym dzieciom z amerykańskiej, zabitej dechami mieściny.
Derry w stanie Maine wyróżnia się dużą liczbą zaginięć swoich mieszkańców - zwłaszcza tych najmłodszych. Uradowany malec, 6-letni "Georgie" Denbrough jest jednym z nich i to jego zniknięcie otwiera film "To". W zwiastunie rzuca się w ramiona starszemu bratu, od którego dostał papierowy statek. Radośnie wybiega na zalaną deszczówką ulicę, ale pech chce, że stateczek wpada do ścieku. Chłopiec pochyla się nad nim - tyle że w ciemności zamiast zguby, dostrzega twarz klauna.
– Derry'ego nie da się porównać z resztą kraju. Ludzie giną tu średnio 6 razy częściej. Dorośli. Dzieci. Z dziećmi jest gorzej, o wiele gorzej – słyszymy przy ostatnim stwierdzeniu, widząc płynący w powietrzu czerwony balon. To, co on oznacza, wie grupka mało popularnych, tępionych nastolatków, którzy stawiają czoło potworowi.
Znajdujące w sobie odwagę dzieciaki będą silną stroną tego filmu. Fani "Stranger Things" już zacierają ręce, bo jednym z nich jest Finn Wolfhard aka Mike Wheeler. Inną ciekawostkę stanowi fakt przeniesienia fabuły "Tego" w czasie, twórcy zamienili bowiem lata 50. na 80. Ponadto bohaterowie pozostają dziećmi do napisów końcowych. W jeszcze niepotwierdzonej kontynuacji dorosną - tak jak w książce Kinga.
I tu, i tu mają do czynienia z koszmarną kreaturą bez której horroru, w takiej czy innej formie, po prostu nie ma. Pennywise bez dwóch zdań spełnia podstawowy warunek gatunkowy. Specyfiką jest to, że w takiej roli aktor gra przede wszystkim twarzą i spojrzeniem. Jeśli ktoś cierpi na koulrofobię, po pierwszym, dwuminutowym spotkaniu z nim, raczej nie pokona swojej choroby. A ci, którzy dotąd uważali klauny za przyjemniaczków, nigdy już nie spojrzą na nie tak samo.
– To ekstremalny charakter. Nie-człowiek – mówił w rozmowie z "Entertainment Weekly" Skarsgård. – Wychodzi daleko poza bycie socjopatą, nie jest ludzką postacią. Nie jest nawet klaunem. Ja gram tylko kawałek tego, co go tworzy – wyjaśniał. W tej samej rozmowie napomknął o przyjacielu, którego oryginalny film kompletnie straumatyzował. – Boi się klaunów, a w wieku 5 czy 6 lat został zmuszony, by to obejrzeć. Dzisiaj jest totalnie przerażony – dodał.
Nową wersję klasycznego horroru wyreżyserował Andrés Muschietti, wcześniej to zadanie powierzono Cary'emu Fukunadze. Między nim a wytwórnią Warner Bros doszło jednak do awantury. – Ja chciałem stworzyć niekonwencjonalną historię, oni woleli archetypy i strachy – tak tłumaczył rezygnację z udziału w projekcie jesienią 2016 r. Może Fukunagę przeraziła liczba stron powieści Kinga (jest ich ponad 1200) albo to, że została napisana z perspektywy dzieci? "To" stanowi twardy orzech do zgryzienia dla filmowców. We wrześniu będzie wiadomo, czy Muschietti dał sobie radę.
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
