Spowiedź to element religii rzymskokatolickiej, który wzbudza wiele emocji.
Spowiedź to element religii rzymskokatolickiej, który wzbudza wiele emocji. fot. Rafał Mielnik / Agencja Gazeta

W całej Polsce trwa już ósma edycja "Nocy konfesjonałów", wzorowanej na akcji muzealników. Zabiegani lub zapominalscy katolicy, którzy przygotowują się do Wielkanocy, mogą wyspowiadać się poza regularnymi godzinami urzędowania księży. Kapłani rzymskokatoliccy dzień i noc wysłuchują grzechów swoich wiernych, by odpuścić im je jeszcze przed świętami. Jednak coś, co jest traktowane jak formalność, wcale nie powinno takie być, gdyby obie strony podchodziły do swoich wierzeń poważnie.

REKLAMA
Furorę w internecie zrobiła ostatnio lista nowych grzechów, z których mają spowiadać się katolicy. Znajdują się na niej takie pozycje jak pedofilia, mobbing czy wyścig szczurów. I choć okazało się, że lista jest fejkiem - hierarchowie nie sporządzili takiego wykazu - to księża, którzy komentowali sprawę podkreślali, że wiele "nowych grzechów" tak naprawdę jest tylko starymi grzechami w odsłonie z XXI wieku. "Lista" wzbudziła jednak wiele emocji wśród katolików, którzy śmiali się, że wiele pozycji z tego wykazu to czyny, z których słyną hierarchowie. Na "liście" nie zabrakło oczywiście kościelnej klasyki, takiej jak zapobieganie niechcianej ciąży czy leczenie niepłodności metodą zapłodnienia in vitro.
Kwestie formalne
Już dzieci na szkolnej katechezie uczą się pięciu warunków dobrej spowiedzi, ale sprawia ona kłopoty również dorosłym wyznawcom. Punkt pierwszy to rachunek sumienia, czyli bilans zachowania katolika od czasu ostatniej spowiedzi. To zestawienie służy "wyłowieniu" przypadków postępowania niezgodnego z doktryną Kościoła rzymskokatolickiego, nazywanych grzechami. Drugim warunkiem dobrej spowiedzi jest to, by katolik tych czynów żałował, a trzecim, by powziął solidne postanowienie poprawy. Punkt czwarty to wyznanie grzechów księdzu, a piąty zadośćuczynienie. Niektórzy do spowiedzi podchodzą bardzo poważnie - inni... niekoniecznie.
Katolik pyta jezuitów o nieważność spowiedzi (fragment listu)

Czy jeżeli spowiadałem się regularnie przez kilka lat i zgodnie z ówczesnym stanem mojej wiedzy myślałem wtedy, że moje spowiedzi były dobre i ważne (lub w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, tylko chodziłem tak z przyzwyczajenia, z okazji pierwszych piątków miesiąca), choć obiektywnie były nieważne, to czy teraz, mając większą wiedzę na temat spowiedzi i jej warunków mogę stwierdzić nieważność tamtych poprzednich spowiedzi (tzn. nie unieważnić (bo jak sądzę nie można unieważnić sakramentu), tylko stwierdzić, że były od początku nieważne)? Czytaj więcej

Kwestia sumienia
Sprawa jednak nie jest tak prosta, jak się wydaje. O ile łatwo jest dobrze wyspowiadać się z jednorazowych grzechów, o tyle problem zaczyna się w przypadku "seryjnego" postępowania, które Kościół uznaje za grzech, ale sumienie wyznawcy już niekoniecznie. Chodzi oczywiście o kwestie związane z seksem. Dla wielu katoliczek i katolików sprawa antykoncepcji hormonalnej, która z definicji jest przyjmowana regularnie, nie jest w ogóle kwestią, którą uznają za naganną. Nawet, jeśli znają stanowisko biskupów w tej sprawie, to wcale nie znaczy, że żałują zapobiegania w ten sposób niechcianej ciąży, a nawet jeśli tak, to nie są gotowi z tego zrezygnować, czyli się poprawić.
Fora internetowe są pełne porad katoliczek, które podpowiadają sobie jak ominąć tę rafę podczas spowiedzi. Jednym ze sposobów jest wybór takiego księdza, który się "nie czepia" lub "nie drąży". Istnieją lokalne giełdy nazwisk i parafii, w których nie trzeba się stresować pytaniami o zapobieganie niechcianej ciąży. Jednak w mniejszych miejscowościach często nie ma wyboru. Wtedy, podpowiadają katoliczki, gdy ksiądz sam wrzuca ten temat, należy po prostu skłamać.
Protokół rozbieżności
Podobne rady dotyczą kwestii mieszkania z partnerem/-ką bez ślubu kościelnego i leczenia niepłodności metodą in vitro. Gdy sumienie katolików znajduje się w innym miejscu niż zasady biskupów trudno oczekiwać, by ktoś jak rażony gromem wrócił do domu po spowiedzi i ogłosił swojej drugiej połowie, że ma oddać klucz do drzwi albo pożegnać się z rodzicielstwem.
Z drugiej strony część księży również nie traktuje poważnie kościelnych zasad. Podczas spowiedzi potrafią powiedzieć co myślą np. o takich elementach doktryny, jak potępienie związków jednopłciowych. Tak było w przypadku spowiedzi Patrycji z Warszawy, gorliwej, oazowej katoliczki, która od kilkunastu lat jest w związku z kobietą. – Powiedziałam spowiednikowi, że mieszkam z moją partnerką, ale nie umiem tego żałować. On na to odpowiedział, że nie będzie mnie z tego rozgrzeszał, bo to nie jest grzech. Powiedział, bym miała w nosie te nieżyciowe zasady, bo najważniejsze, że się kochamy, a to jest dobre – mówi Patrycja.
logo
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Powaga kontra przymykanie oka
Podczas gdy dla głęboko wierzących katolików spowiedź jest intensywnym, duchowym przeżyciem, dla innych jest po prostu tym, co raz do roku należy odbębnić przed Wielkanocą. I podczas gdy ci pierwsi trzymają się zasad dobrej spowiedzi, drudzy kombinują, kłamią i przemilczają, by wizyta w konfesjonale nie zrobiła się nieprzyjemna.
Nie wiadomo ile Polek i Polaków nie dostałoby rozgrzeszenia, gdyby zarówno spowiadający się, jak i spowiednicy, trzymali się zasad swojej religii. Nie ma takich statystyk, a i hierarchowie są chyba nieskorzy by sprawdzić, na ile kolejki do konfesjonałów to faktycznie potrzeba duchowa, a na ile pusty rytuał. Pewne pojęcie o sytuacji może jednak dać wnioskowanie z innych statystyk. 21 proc. kobiet w Polsce stosuje antykoncepcję hormonalną. Aż 60 proc. społeczeństwa - które, jak lubią się chwalić biskupi, w 95 proc. jest katolickie - akceptuje mieszkanie razem bez ślubu. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Dla ilu Polaków spowiedź, to tylko coś, co należy odhaczyć, by mieć święty spokój?