
W całej Polsce trwa już ósma edycja "Nocy konfesjonałów", wzorowanej na akcji muzealników. Zabiegani lub zapominalscy katolicy, którzy przygotowują się do Wielkanocy, mogą wyspowiadać się poza regularnymi godzinami urzędowania księży. Kapłani rzymskokatoliccy dzień i noc wysłuchują grzechów swoich wiernych, by odpuścić im je jeszcze przed świętami. Jednak coś, co jest traktowane jak formalność, wcale nie powinno takie być, gdyby obie strony podchodziły do swoich wierzeń poważnie.
Już dzieci na szkolnej katechezie uczą się pięciu warunków dobrej spowiedzi, ale sprawia ona kłopoty również dorosłym wyznawcom. Punkt pierwszy to rachunek sumienia, czyli bilans zachowania katolika od czasu ostatniej spowiedzi. To zestawienie służy "wyłowieniu" przypadków postępowania niezgodnego z doktryną Kościoła rzymskokatolickiego, nazywanych grzechami. Drugim warunkiem dobrej spowiedzi jest to, by katolik tych czynów żałował, a trzecim, by powziął solidne postanowienie poprawy. Punkt czwarty to wyznanie grzechów księdzu, a piąty zadośćuczynienie. Niektórzy do spowiedzi podchodzą bardzo poważnie - inni... niekoniecznie.
Czy jeżeli spowiadałem się regularnie przez kilka lat i zgodnie z ówczesnym stanem mojej wiedzy myślałem wtedy, że moje spowiedzi były dobre i ważne (lub w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, tylko chodziłem tak z przyzwyczajenia, z okazji pierwszych piątków miesiąca), choć obiektywnie były nieważne, to czy teraz, mając większą wiedzę na temat spowiedzi i jej warunków mogę stwierdzić nieważność tamtych poprzednich spowiedzi (tzn. nie unieważnić (bo jak sądzę nie można unieważnić sakramentu), tylko stwierdzić, że były od początku nieważne)? Czytaj więcej
Sprawa jednak nie jest tak prosta, jak się wydaje. O ile łatwo jest dobrze wyspowiadać się z jednorazowych grzechów, o tyle problem zaczyna się w przypadku "seryjnego" postępowania, które Kościół uznaje za grzech, ale sumienie wyznawcy już niekoniecznie. Chodzi oczywiście o kwestie związane z seksem. Dla wielu katoliczek i katolików sprawa antykoncepcji hormonalnej, która z definicji jest przyjmowana regularnie, nie jest w ogóle kwestią, którą uznają za naganną. Nawet, jeśli znają stanowisko biskupów w tej sprawie, to wcale nie znaczy, że żałują zapobiegania w ten sposób niechcianej ciąży, a nawet jeśli tak, to nie są gotowi z tego zrezygnować, czyli się poprawić.
Podobne rady dotyczą kwestii mieszkania z partnerem/-ką bez ślubu kościelnego i leczenia niepłodności metodą in vitro. Gdy sumienie katolików znajduje się w innym miejscu niż zasady biskupów trudno oczekiwać, by ktoś jak rażony gromem wrócił do domu po spowiedzi i ogłosił swojej drugiej połowie, że ma oddać klucz do drzwi albo pożegnać się z rodzicielstwem.
Podczas gdy dla głęboko wierzących katolików spowiedź jest intensywnym, duchowym przeżyciem, dla innych jest po prostu tym, co raz do roku należy odbębnić przed Wielkanocą. I podczas gdy ci pierwsi trzymają się zasad dobrej spowiedzi, drudzy kombinują, kłamią i przemilczają, by wizyta w konfesjonale nie zrobiła się nieprzyjemna.
