Ojciec założyciel i pomysłodawca KOD Krzysztof Łoziński i lider organizacji Mateusz Kijowski
Ojciec założyciel i pomysłodawca KOD Krzysztof Łoziński i lider organizacji Mateusz Kijowski Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta

Pośród tłumów witających przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska znalazł się lider KOD Mateusz Kijowski i ojciec założyciel stowarzyszenia – Krzysztof Łoziński. Ten pierwszy – według opinii dziennikarzy i politologów – ciągnie stowarzyszenie w dół, a ten drugi wyrasta na nowego lidera. W swoim życiu imał się wielu zajęć: był nauczycielem fizyki, dziennikarzem, zatrudnił się w pracowni modelarskiej, jeździł też ciężarówką. Zapalony taternik i solidarnościowiec z krwi i kości.

REKLAMA

Kijowski pogrąża KOD

W ostatnich dniach o Mateuszu Kijowskim zrobiło się głośno z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że prokuratura ma zająć się niepłaconymi przez niego alimentami, po drugie – lider KOD obwieścił, że napisał książkę, której nie będzie można dostać w Polsce. "Buntownik" to opowieść o "skromnym informatyku, borykającym się z trudnościami życia codziennego hipsterze spod Warszawy, który stał się postacią rozpoznawalną na cały świat. Przywódcy Unii Europejskiej, szefowie partii opozycyjnych w Polsce, dziennikarze zarówno krajowych jak i światowych mediów – wszyscy zabiegali o kontakty z 'buntownikiem' Kijowskim". Oczywiście tym opisem Kijowski naraził się na złośliwe żarty i kpiny. Ale to niejedyny problem lidera KOD w ostatnich miesiącach. Na początku roku dziennikarze rozpisywali się, jak zarabia na KOD. A w stowarzyszeniu mnożą się podziały, konflikty. Niektórzy przewidują, że KOD się kończy.

Łoziński na ratunek

"Nie możemy mieć króla angielskiego, którego nie można odwołać, cokolwiek by zrobił. Mateusz to dobry człowiek, ale przestał ogarniać, co się dzieje" – mówił w styczniu o Mateuszu Kijowskim "Gazecie Wyborczej" Łoziński. Kilka miesięcy poźniej w rozmowie z naTemat przyznał, że stowarzyszenie, które zmaga się z ogromnym problemem wizerunkowym, uzdrowić może odejście Mateusza Kijowskiego.
I postanowił położyć temu kres – w wyborach na szefa organizacji, które odbędą się w maju stanie naprzeciw Mateusza Kijowskiego. Na pytanie, co go skłoniło do podjęcia takiej decyzji, odpowiedział dziennikarzom "konieczność". Kiedy pytam polityków opozycji, którzy uczestniczą w marszach KOD, o Łozińskiego ci grzecznie odmawiają rozmowy i przyznają, że osobiście nie mieli okazji go poznać. – Nigdy z nim nie rozmawiałem – mówi nam Michał Szczerba. – Doceniam aktywność KOD, ale kwestia tego, kto jest twarzą organizacji, powinna należeć do jego członków – ucina poseł PO.

Ojciec założyciel

To Krzysztof Łoziński jest ojcem założycielem i pomysłodawcą KOD. Kiedy awantura o Trybunał Konstytucyjny trwała w najlepsze, Łoziński napisał artykuł. W tekście opublikowanym w listopadzie 2015 roku na łamach portalu Studio Opinii, postulował, by stworzyć Komitet Obrony Demokracji. Ten miałby działać na podobnych zasadach, jak niegdyś KOR. Miał gotowy pomysł.
Krzysztof Łoziński
członek KOD

A więc, trzeba zebrać grupę ludzi, dobrze by byli wśród nich ludzie o uznanym autorytecie, którzy byliby członkami KOD. Członkami, tak jak było w KOR, to znaczy występujący jawnie pod imieniem i nazwiskiem, podpisujący się pod dokumentami, występującymi publicznie. Druga grupa to współpracownicy, ludzie formalnie nie zrzeszeni, ale pomagający, zajmujący się zbieraniem informacji (legalnym, żadnego wykradania, szpiegowania, podsłuchiwania itp), kolportażem materiałów, pozyskiwaniem środków. Ci ludzie celowo nie powinni być zrzeszeni w formalnej strukturze, bez jakiejś podległości, kierownictwa, wydawania poleceń. Czytaj więcej

Ale jednocześnie sam zapierał się, że on KOD-u nie powoła. "Proszę szanownego towarzystwa, nie oczekujcie, że ja to zrobię". "Ja nawet nie mam fizycznych możliwości, bo raz: mieszkam za daleko od dużych miast; bo dwa: mam już tyle lat, co mam i nie te siły. To nie jest zadanie dla emerytów. A jeśli taka grupa ludzi sama, bez popychania palcem, nie umie się zebrać, to i nic nie zrobi" – stwierdził Łoziński. "Polityka" donosi, że Mateusz Kijowski tekst przeczytał, temat podłapał i założył grupę na Facebooku. Szybko wokół niej zgromadziło się prawie 3 tys. osób. I machina ruszyła: również Krzysztofa Łozińskiego jako pomysłodawcę KOD zaczęto zapraszać do różnych mediów.
logo
Fot. Grzegorz Bukala / Agencja Gazeta

Solidarnościowiec

"Ikony to są drewniane. Krzysiek jestem" – powiedział podczas spotkania KOD w Opolu Krzysztof Łoziński jednemu z działaczy – Jackowi Różyckiemu. – Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Krzysztof Łoziński to marka sama w sobie – ocenia w rozmowie z naTemat Jacek Różycki, działacz KOD. Punktuje, że Łoziński ma spójną wizję i jest człowiekiem godnym zaufania. – W mojej ocenie byłby zdecydowanie lepszym przewodniczącym KOD – dodaje Różycki. A porównanie ma, bo miał okazję poznać także samego Mateusza Kijowskiego, co również zrobiło na nim wrażenie, ale nie takie.
Życiorys niemalże 70-letni Łoziński ma naprawdę imponujący. Ledwo zaczął studia na Uniwersytecie Warszawskim (wydział matematyki i mechaniki), a już w marcu 1968 roku go relegowano. A to dlatego, że zbierał podpisy w obronie "Dziadów" w Teatrze Narodowym. Studia ukończył 8 lat później. "W nienormalności studiowania pomagała mi intensywnie Służba Bezpieczeństwa, np. zatrzymując do wyjaśnienia w terminach egzaminów, ale bywało i tak, że zamiast na egzamin pojechałem do Jugosławii się wspinać" – pisze o sobie na stronie Studia Opinii. Potem został wcielony do wojska i na trzy miesiące aresztowany za "marzec 68".
Krzysztof Łoziński
pomysłodawca i kandydat na szefa KOD

Prokurator długo nie mógł się zdecydować, o co mnie oskarżyć i w końcu sprawę umorzył z uzasadnieniem „i tak jest w wojsku”. Rzeczywiście, ówczesne wojsko od więzienia różniło się niewiele Czytaj więcej

Współpracował z KOR. "Moja rola w tej działalności była dosyć skromna, pomocnicza. Jeśli już mówić o mojej roli w opozycji demokratycznej, to był to raczej okres 'Solidarności' jawnej i podziemnej, a nie skromna współpraca z KOR" – pisał na stornie Studia Opinii.
Potem imał się różnych prac. Był nauczycielem fizyki, zatrudnił się w pracowni modelatorskiej Teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie zastał go 1980 rok. W sierpniu tego roku został przewodniczącym komitetu strajkowego, a później brał udział w zakładaniu wolnych związków zawodowych, które połączyły się w ogólnopolski związek "Solidarność". – Na krótko przed stanem wojennym zostałem przez prezydium zarządu regionu upoważniony do kierowania podziemiem w dzielnicy Śródmieście w Warszawie. Byłem też delegatem na Walny Zjazd Regionu. W stanie wojennym organizowałem struktury podziemia i kierowałem kilkoma grupami w ramach MKK, jednej z dwóch dużych struktur podziemia w Warszawie – napisał na stronie Studia Opinii.
Taternik, dziennikarz, kierowca ciężarówki
W wolnej już Polsce nie chciał zostać politykiem, został dziennikarzem. Pracował w pierwszym zespole "Gazety Wyborczej", potem założył własne wydawnictwo. Po trzech latach biznes zamknął, ale została mu ciężarówka. – Musząc za czegoś żyć, przez pięć lat robiłem usługi transportowe i wynajmowałem się też jako kierowca jeżdżąc też na tirach. Stąd niektóre gazety podpisywały mnie pod artykułami jako 'zawodowego kierowcę ciężarówki' – tłumaczył Łoziński. Następnie był współzałożycielem magazynu "Kontrateksty". Ma na swoim koncie 12 książek. Od 1989 roku był współpracownikiem Amnesty International.
Przez długie lata prowadził szkolę kung-fu (wu shu), jest mistrzem i instruktorem wschodnich sztuk walki. Na tym sportowa aktywność Łozińskiego się nie kończy. Przez 10 lat trenował judo. Jest także zapalonym alpinistą. Ma na swoim koncie około 800 wspinaczek, ponad 300 przejść solowych, 62 nowe drogi w Tatrach i 18 wejść na szczyt w górach wysokich (kierował także kilkoma wyprawami w Hindukusz i Himalaje).