W książce Joanny Muchy nie ma ani kropli polityki. Jest za to wizja brutalnego świata zdziczałych ludzi.
W książce Joanny Muchy nie ma ani kropli polityki. Jest za to wizja brutalnego świata zdziczałych ludzi. Fot. Sławomir Kamiński / AG; okładka książki "Wszystko się stało"

Najpierw nadchodzi "TO" i ludzie zamieniają się w dzikie bestie. Silniejsi mordują słabszych, gwałcą kobiety i ostrzą zęby za inne stada. Zaczyna brakować pożywienia i ci, którzy przetrwali, zjadają tych, którzy nie potrafią się bronić. Na Ziemi panuje chaos, przy zdrowych zmysłach zostaje tylko Anna. Tak rozpoczyna się mocny debiut książkowy byłej minister sportu Joanny Muchy.

REKLAMA
Klimatem i przesłaniem jej proza przypomina trochę "Czekając na barbarzyńców" Johna M. Coetzee. Tam, w postapokaliptycznym, fikcyjnym państwie żyje garstka mniej lub bardziej zdesperowanych ludzi, ogarniętych śmiertelnym strachem przed barbarzyńcami, którzy w każdej chwili mogą nadejść i wyciąć ich w pień. Czekając na barbarzyńców, walczący o przetrwanie w społecznym piekle, jaki sobie stworzyli, ludzie dopuszczają się najgorszych okrucieństw. Ostatecznie kwestia tego, czy barbarzyńcy nadciągną, czy nie, okazuje się być całkowicie nieistotna. Oni już tam są, w samym środku państewka, w ludzkich głowach.
U Joanny Muchy apokalipsę przetrwa i nie zamieni się w bestię garstka ludzi. Na początku wydaje się, że tylko Anna, potem dołącza do niej Teresa. Kobiety zbierają jedzenie i leki ze sklepów, zwierzęta z gospodarstw i barykadują się w wiejskiej posiadłości. W jednej chwili muszą nauczyć się produkować dla siebie pożywienie i strzelać tak, żeby zabić. Tuż za granicami ich nowego domu rozciąga się bowiem kraina dzikich zwierząt. Do tych najgorszych należą zdziczali ludzie, wszyscy, którzy po "TYM” wrócili do stanu pierwotnego.

Przychodzą pod dom co kilka dni. Po tym, co się stało jesienią, już nigdy nie próbowali przedrzeć się przez ogrodzenie. Ale przychodzą po zwierzynę we wnykach, jeśli psy jej wcześniej nie rozszarpią. Biorą jak swoje, jakbym te wnyki dla nich zostawiała. Doszło do tego, że udaje mi się zdobyć co trzecie, czwarte upolowane zwierzę. Ale dla mnie więcej nie trzeba. I Giaur też ma co jeść.

Fragm. książki "Wszystko się stało"
Joanna Mucha zaskakuje brutalnym, bezkompromisowym opisem świata "dzikich”, w którym obowiązują jedynie prawo pięści i naturalne popędy. Najsilniejszy mężczyzna za pomocą gwałtów podporządkowuje sobie kobiety, a zabijając konkurentów, zdobywa przywództwo w stadzie. Jest to świat nawet bardziej okrutny od zwierzęcego - potomstwo dostaje pożywienie jako ostatnie, często wcale, na porządku dziennym jest też kanibalizm.
Dwie kobiety spędzają dni czekając na swoich barbarzyńców. Muszą błyskawicznie przewartościować swoje pojęcie moralności, nawet idea Boga przestaje jakoś pasować do tego nowego świata poza jakkolwiek cywilizacją.
Autorka przeskakuje między scenkami z życia swoich bohaterów sprzed apokalipsy i ich sytuacją po apokalipsie. Przesłanie jest jasne - wszystko, czego się uczymy i do czego na co dzień przywiązujemy wagę, to głupstwa. Rozleniwiliśmy się, sflaczeliśmy, kiedy zabraknie internetu i supermarketów, większość z nas nie przeżyje nawet tygodnia. Kto dziś wie, jak młócić zboże bez specjalistycznych sprzętów, a co dopiero zrobić z niego mąkę i upiec chleb?
Akcja książki toczy się powoli, Mucha wykazuje się znajomością spraw okołorolniczych i przy okazji trochę nadmierną potrzebą snucia teologiczno-etycznych monologów, które mogłyby być krótsze i bardziej subtelne - czasami lepiej powiedzieć mniej, niż narażać się na banał. Zastrzeżenia można mieć też do dialogów, szczególnie tych ilustrujących świat przed "TYM” - ilustrowanie zwykłego, codziennego życia w prozie jest w porządku, ale kiedy tę normalność podnosi się do potęgi entej, efekt jest nieprzekonujący i nudny.
Mimo tych mankamentów, książkę czyta się dobrze, a zakończenie, którego czytelnik w żaden sposób się nie spodziewa, jest błyskotliwe, nieprzesłodzone i naprawdę zwala z nóg. Może do noblisty z RPA Joannie Musze jeszcze sporo brakuje, ale bez wątpienia niech pisze dalej - jestem ciekawa, jakie jeszcze mroczne wizje ma w zanadrzu pani polityk.
Premiera książki Joanny Muchy "Wszystko się stało" 24 kwietnia.