
Bezlitośni są internauci po tym odcinku "Milionerów" w TVN. Co tu kryć: uczestnikowi programu nie szło najlepiej. Z trudem radził sobie z – wydawałoby się – dość prostymi pytaniami. Też tak macie, że gdy widzicie na ekranie żenującą sytuację, to wstydzicie się za tego, kto tak naprawdę powinien się wstydzić? Czy raczej zrywacie boki ze śmiechu?
23-letni Damian z Krakowa zasiadł naprzeciwko Huberta Urbańskiego, bo w etapie "kto pierwszy, ten lepszy" najszybciej uporządkował odpowiednie emotikonki. Nie miał z tym problemów, bo na co dzień jest specjalistą do spraw reklamy internetowej. Potem było już zdecydowanie pod górkę. A gdy uczestnik teleturnieju miał kłopot z udzieleniem odpowiedzi, Twitter od razu zapełniał się złośliwymi komentarzami.
Jedni "kisnęli", inni łapali się za głowę, jeszcze inni aż się czerwienili. Widzowie mają bowiem przeróżne reakcje – niektórzy turlają się ze śmiechu, inni zaś kulą się w sobie, odczuwając wstyd w imieniu tego, który jest bohaterem wstydliwej sytuacji (ten odcinek można obejrzeć tutaj).
"Jak się tutaj siada, to się inaczej myśli" – wytłumaczył 23-latek, prosząc publiczność o pomoc już przy pierwszym pytaniu. Co tu kryć – niezmiernie łatwym, bo chodziło o to, który z wymienionych czterech owoców ma więcej niż jedno nasiono. Do wyboru były gruszka, liczi, awokado oraz orzech włoski. Dzięki głosującym w studiu "Milionerów" zdecydował się na gruszkę i zdobył pierwsze 500 zł. Ale potem znów w internecie zaroiło się od żartów (niejednokrotnie wulgarnych), gdy Damian z Krakowa zadzwonił do przyjaciela, aby ten pomógł mu w rozwikłaniu zagadki, czy bębny to garnce, kotły, sagany, czy rondle.
Rozmowa ze znajomym faktycznie przebiegała co najmniej nietypowo. Kolega uczestnika gry upomniał go "stary, skup się na grze", gdy ten go zapytał "a pojadłeś?". Wówczas nawet Hubert Urbański ledwo opanował śmiech. A komentarzy przybywało i przybywało. Niektórzy zaś nie przebierali w słowach, oceniając występ 23-latka.


No właśnie, tylko niektórzy zwracali uwagę, że łatwo się komentuje, obserwując wszystko z pozycji widza. Może rzeczywiście niejeden z tych, którzy w internecie "rzucił kamieniem" w uczestnika "Milionerów", sam nie poradziłby sobie w podobnej sytuacji. Telewizja od środka może być paraliżująca. – Nie dziwi mnie, że niektórzy uczestnicy nie radzą sobie ze stresem, który ich paraliżuje i powoduje pustkę w głowie – komentuje dr Grzegorz Ptaszek, z Katedry Socjologii Gospodarki i Komunikacji Społecznej AGH w Krakowie, prezes Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej.
dr Grzegorz Ptaszek
Katedra Socjologii Gospodarki i Komunikacji Społecznej AGH w Krakowie
Stres jest tym większy, że uczestnikowi programu towarzyszy świadomość, iż ewentualną pomyłkę śledzić będą tysiące, ba – miliony widzów.
Jednak z drugiej strony, patrząc na to jako widz, trudno nie odczuwać zażenowania. Stereotypy o gimbazie nasuwały się same, gdy pan Damian w ostatnim pytaniu o kobiety w "Poczcie królów i książąt polskich" Jana Matejki był sobie w stanie przypomnieć jedynie Bonę (której tam nie znajdziemy).
Dr Grzegorz Ptaszek, współautor takich książek jak choćby "Edukacja medialna", czy "Współczesna psychologia mediów", zachowanie i komentarze widzów wyjaśnia jednym słowem: atrybucja.
dr Grzegorz Ptaszek
Katedra Socjologii Gospodarki i Komunikacji Społecznej AGH w Krakowie
Dziś internet żyje występem Damiana z Krakowa w programie TVN, ale takich "gwiazd" w różnych teleturniejach przez lata były setki. Niestety dla nich – internet nie zapomina i na YouTube wciąż można znaleźć zestawienia przeróżnych żenujących wpadek. Liczba odsłon tego typu filmów niejednokrotnie sięga milionów.
I o tym powinni pamiętać wszyscy ci, którzy skuszeni perspektywą łatwego zdobycia dużych pieniędzy, wysyłają zgłoszenie do jakiejś telewizji. Wizja wygranej może być iluzją. Wątpliwa sława pozostanie zaś na długie lata.
