Z zakupem biletu na finał nie ma dziś najmniejszego kłopotu. To tylko kwestia pieniędzy
Z zakupem biletu na finał nie ma dziś najmniejszego kłopotu. To tylko kwestia pieniędzy Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

Chce ktoś obejrzeć półfinałowy mecz Niemców z Włochami w Warszawie? 900 zł, za miejsce za bramką. Bilet na finał w Kijowie? 7000 zł. Rejestracja w PZPN, czy w UEFA? Bez żartów – nie trzeba. Obawa przed kontrolą dowodu osobistego przed wejściem na stadion? Szybciej spadnie śnieg.

REKLAMA
Jeśli ktoś chciał być uczciwy albo myślał, że w inny sposób niż oficjalną drogą nie zdobędzie biletu na mecz mistrzostw Europy, musiał zacząć starania w czerwcu 2011 roku. – Wtedy mijał termin na zarejestrowanie się na stronie federacji. Ostatniego dnia wypełnienie formularza na stronie PZPN graniczyło z cudem. Całe szczęście UEFA nie wymagała rejestracji w rodzimej federacji. Wypełniłem zgłoszenie na stronie niemieckiego związku. To jednak był dopiero pierwszy etap, kolejnym było losowanie, w którym nie miałem szczęścia – mówi mi znajomy dziennikarz.
Dzisiaj z otrzymaniem biletu jest wiele mniej zachodu. Nie potrzebna jest żadna rejestracja, nie trzeba prosić rodziny o trzymanie kciuków w losowaniu. Najbliższych można spytać jedynie, czy nie mają wolnej gotówki, którą można od nich pożyczyć. Bilet na Euro? To tylko kwestia pieniędzy.
Od początku mistrzostw otrzymywałem propozycję nabycia biletów na mecze Euro. – Hej, chcesz wybrać się na mecz otwarcia? – odezwał się w słuchawce stary znajomy, którego nie widziałem od kilku lat. Euro zbliża ludzi. W pierwszej myśli uznałem (jakże naiwnie, przyznaję), że nie ma z kim iść i chcę oddać mi wejściówkę po kosztach, tak po starej znajomości. Po chwili dotarło do mnie, jak bardzo się myliłem. – 2 500 zł, ale decyduj się szybko, bo jest dużo chętnych – usłyszałem.
Podobnych propozycji miałem kilka w podczas fazy grupowej Euro. Nie lubię przepłacać, więc zawsze odmawiałem. Znam jednak ludzi, którzy uznali, że warto zapłacić więcej, ponieważ mistrzostwa Europy w Polsce są tylko raz w życiu. Skorzystali zatem z okazji i poszli na mecz.
Czy mieli kłopot z wejściem na stadion? Przecież bilety są imienne. Sądząc ze zdjęć na portalu Facebook nie mieli żadnych. – Kontrola na bramce była... nie, nie było żadnej kontroli. Wniosłem nawet aparat z obiektywem. Ten sam, który kiedyś musiałem oddać do depozytu na Legii – powiedział mi znajomy, który był na meczu Polski z Rosją.
W ostatnim tygodniu ogłoszeń o sprzedaży biletów w Internecie jest więcej, niż ciekawych ofert pracy. Mój telefon też dzwoni, ale po wcześniejszych odmowach, rzadziej niż wcześniej. Jednak nawet dziś mogłem kupić wejściówkę na mecz Niemców z Włochami. – 900 zł za miejsce za bramką, 1700 zł i 2100 zł za lepsze. Spytaj znajomych, czy nie chcą i daj mi znać do południa, ok? – usłyszałem w słuchawce. Nawet spytałem, ale w redakcji nikt nie był zainteresowany.
Rozmawiałem dzisiaj z tym samym znajomym, który nie miał szczęścia w losowaniu. Odpowiedział na ogłoszenie, które znalazł na allegro. Trochę z chęci obejrzenia finały, trochę z ciekawości. Bilet na mecz w Kijowie, w dobrym miejscu Stadionu Olimpijskiego kosztuje około 7 tys. złotych. Jeden sprzedawca oferował nawet pomoc w zorganizowaniu transportu i noclegu w hotelu na miejscu. Za dodatkową opłatą oczywiście. Pełny profesjonalizm.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie zapewnienia UEFA, że biletu na Euro nie będzie można kupić. Że rejestracja, że monitoring danych, że kontrola przed wejściem na stadion. To wszystko dziś brzmi, jak śmieszny żart. Taki sam ponury żart, jak cena, którą trzeba zapłacić za poszczególne bilety.