
Żywo gestykulują, podnoszą głos, kłócą się, spierają o najdrobniejszy szczegół. Tak przynajmniej wygląda to na wizji. Kiedy kamery gasną, podają sobie ręce, pytają o dzieci, żony, psy, plany na wakacje. Czasami idą na kawę, piwo, koniak. – Wojna jest po to, by zbić kapitał polityczny. To, co jest między nimi, to sprawa drugorzędna – mówi reporterka dużej stacji telewizyjnej. A czasami między politykami partii rządzącej i opozycji nawet rodzi się przyjaźń. Ale dla dobra obu stron, lepiej się do niej nie przyznawać.
To już koniec przyjaźni?
Dziennikarze już wielokrotnie odsłaniali kulisy i opisywali bliskie relacje polityków z różnych obozów. Na wizji ci skakali sobie do gardeł, darli koty, a po programie podawali ręce, poklepywali się po plecach, wsiadali do jednego samochodu albo szli na kawę. To przestało już dziwić reporterów, producentów czy wydawców programów telewizyjnych. Ale mogłoby zdziwić i zniechęcić wyborców. – Gdyby przy winie spotkało się dwóch polityków: jeden z prawa, drugi z lewa, to mogłoby to nie zostać zrozumiane przez elektorat. Myślę, że wiele takich rozmów odbywa się gdzieś na poziomie parlamentu – mówi nam jeden z polityków.
Niesiołowski, Kalisz, Miller
Inaczej sprawy się mają w przypadku Stefana Niesiołowskiego, Ryszarda Kalisza i Leszka Millera. – W latach 90. Niesiołowski i Miller prowadzili ogromne spory. Skakali sobie do gardeł, wióry leciały, a potem wychodzili z telewizji i razem wracali samochodem z Łodzi do Warszawy. Dzisiaj potrafią usiąść przy koniaku, wódeczce i rozmawiać – opowiada jeden z polityków. I Niesiołowski poniekąd to potwierdza: – Przyjaźń to może za mocne słowo, ale szanujemy się. Miller od dawna nie robi nic złego, więc nie ma żadnego problemu – mówi nam polityk. Z kolei do przyjaźni Niesiołowski-Kalisz przyznają się obaj politycy.
Stefan Niesiołowski nieraz coś złego na mnie powiedział, a my się zawsze przyjaźniliśmy, od 25 lat. Nie była to przyjaźń bardzo zażyła, acz zdarzało się być gdzieś na obiedzie, spotykaliśmy się poza Sejmem.
Poza wizją emocje gasną
Dariusz Joński jako rzecznik SLD miał częsty kontakt z kolegami po fachu z innych partii. – Chcąc nie chcąc, to z innymi rzecznikami wracaliśmy razem. Chodzi o Krzyśka Kosińskiego (rzecznik PSL – red.), który jest obecnie prezydentem Ciechanowa. Patryk Jaki był wtedy rzecznikiem Solidarnej Polski, Adam Hofman (rzecznik PiS od 2010 roku – red.), czy Marcin Mastalerek (rzecznik PiS od 2014 roku – red.), który pochodził z Łodzi – wymienia Dariusz Joński.
Oczywiście różnice zdań zawsze były, natomiast poza wizją emocje niewątpliwie były mniejsze. Jak ma się inne poglądy, to nie trzeba tylko i wyłącznie o polityce rozmawiać. Z Krzyśkiem Kosińskim byliśmy w Stanach Zjednoczonych przez trzy tygodnie. Więc mieliśmy czas rozmawiać długo na temat polityki. Nikt z nas nie przekonał się do poglądów drugiego. Natomiast kulturalni ludzie mogą i napić się piwa i porozmawiać o innych rzeczach. Jak ktoś prawie 24 godziny na dobę działa w parlamencie, to są osoby z którymi się często przebywa. Czasami nawet częściej, niż z rodziną. Z niektórymi była to znajomość, z niektórymi przechodziło to już w przyjaźń.
Przyjaźń to za duże słowo
Ale z przyczyn oczywistych politycy niechętnie przyznają się do bliskich relacji, zwłaszcza jeśli jeden z nich należy do partii rządzącej, a drugi do obozu opozycji. – Nie przyjaźnię się z nikim z PiS – zastrzega poseł PO. Ale dodaje, że nawet gdyby się przyjaźnił, to nie zrobiłby krzywdy i publicznie, by się do tego nie przyznał. – My się znamy. Rozmawiam w zasadzie z każdym, ale się nie przyjaźnimy – mówi Grzegorz Furgo z PO. Swego czasu głośno powtarzało się, że Ryszard Kalisz z SLD i Tadeusz Cymański z PiS mają nadzwyczaj dobre r
elacje. – Mamy bardzo dobre relacje, ale przyjaźń to za duże słowo. Nieoficjalne goszczenie się, wizyty w domu, to nie – mówi nam Cymański.
To wyszło przez "Kawę na ławę". Potrafiliśmy się tam spierać w sposób dość cywilizowany. To robiło wrażenie. Ludzie nas lubili, bo Ryszard Kalisz był bardziej przy sobie, ja chudy. Taka była z nas parka. Zdarzyło się, że ludzie prosili Ryszarda, by mnie pozdrowił. A mnie, żebym jego pozdrowił. Nawet kiedyś o tym rozmawialiśmy. Ale nigdy się nie gościliśmy. Jak się nie atakuje za mocno, to jest wrażenie pewnej przyjaźni, ale to chyba dobrze. Jedyne w Sejmie z nim rozmawiałem. Ale to tylko tyle i aż tyle.
