Na wizji drą koty, a potem idą na grilla. Czyli o egotycznych przyjaźniach polityków z przeciwnych obozów

Stefan Niesiołowski i Jacek Kurski
Stefan Niesiołowski i Jacek Kurski Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Żywo gestykulują, podnoszą głos, kłócą się, spierają o najdrobniejszy szczegół. Tak przynajmniej wygląda to na wizji. Kiedy kamery gasną, podają sobie ręce, pytają o dzieci, żony, psy, plany na wakacje. Czasami idą na kawę, piwo, koniak. – Wojna jest po to, by zbić kapitał polityczny. To, co jest między nimi, to sprawa drugorzędna – mówi reporterka dużej stacji telewizyjnej. A czasami między politykami partii rządzącej i opozycji nawet rodzi się przyjaźń. Ale dla dobra obu stron, lepiej się do niej nie przyznawać.


2016 rok. Ostatni dzień przed weekendem majowym. Do Sejmu wpływa projekt kolejnej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. – Ogromny dym, konferencja za konferencją. A nikt się tego nie spodziewał, bo piątek. A przed weekendem w Sejmie zwykle od 12 już jest spokój – mówi nam reporterka. – Na jednej z konferencji Neumann mówi o demontażu państwa prawa przez PiS. Prawie płacze – relacjonuje dziennikarka. Później mównicę zajmuje poseł PiS Marek Suski. – Najeżdża na PO i samego Neumanna. Po czym obaj podchodzą do stolików porozmawiać z dziennikarzami. I nagle Sławek Neumann daje kuksańca Suskiemu i mówi: "Ech, łobuzie, przez was to nawet dziś mam robotę". I pyta, czy się widzą za dwa dni na grillu – mówi. – Wtedy mi szczęka opadła, bo nie sądziłam, że aż tak jawnie robią ludzi w bambuko – dodaje reporterka.


Dziś poseł Suski studzi emocje. – Nigdy się nie umawiałem z posłem Neumannem na grilla – odpowiada. Czy zdarzają się przyjaźnie między posłami opozycji i partii rządzącej? – pytam. – Pewnie się zdarzają, ale ja nie mam – ucina poseł PiS. Wielu polityków do takich relacji w ogóle się nie przyznaje albo dopiero po czasie. – Posłowie na sejmowym korytarzu podają sobie ręce, uśmiechają się do siebie, mimo że wychodząc przed kamery, bardzo się gryzą. Pytają jak żona, jak dziecko, jak piesek, jak wakacje, jakie plany. Wojna jest po to, by zbić kapitał polityczny. A to co jest między nimi, to jest drugorzędna sprawa – dodaje inna dziennikarka.

To już koniec przyjaźni?

Dziennikarze już wielokrotnie odsłaniali kulisy i opisywali bliskie relacje polityków z różnych obozów. Na wizji ci skakali sobie do gardeł, darli koty, a po programie podawali ręce, poklepywali się po plecach, wsiadali do jednego samochodu albo szli na kawę. To przestało już dziwić reporterów, producentów czy wydawców programów telewizyjnych. Ale mogłoby zdziwić i zniechęcić wyborców. – Gdyby przy winie spotkało się dwóch polityków: jeden z prawa, drugi z lewa, to mogłoby to nie zostać zrozumiane przez elektorat. Myślę, że wiele takich rozmów odbywa się gdzieś na poziomie parlamentu – mówi nam jeden z polityków.
Ale przyjaźni obecnego prezesa TVP Jacka Kurskiego (wówczas polityk PiS) ze Stefanem Niesiołowskim z PO nie dało się ukryć. Choć w telewizji genialnie wchodzili w role i zaciekle się kłócili. – Pan Kurski to przykład chuligana politycznego – rzucił w jednym z programów Niesiołowski. Kurski nie pozostał mu dłużny:– Pan Niesiołowski należał kiedyś do ZChN, ale zdradził ideały polskiej prawicy, przechodząc do Platformy. Ugrupowania założonego przez twórców Kongresu Liberalno-Demokratycznego, czyli formacji antyklerykalnej i uczciwej inaczej. Ale, jak relacjonował "Newsweek Polska", po wyjściu ze studia emocje opadły. Niesiołowski troskliwie zaczął: – Nie za bardzo ci przywaliłem? Na co Kurski odparł ze zrozumieniem: – Nie ma sprawy, stary, to było jak łaskotanie. I ustalają datę prywatnego spotkania.

Później Niesiołowski pytany przez dziennikarzy o Kurskiego przyznaje, że ten jest "cyniczny, ale i uroczy". – Szanuję go, mam do niego słabość. Przed programami telewizyjnymi często umawiamy się, których tematów nie poruszać. Muszę powiedzieć, że zawsze dotrzymuje słowa. Dlatego po programie czasami podwożę go do sejmowego hotelu – opowiadał "Wprost". Dziś ich relacje się już ostudziły. – Tak było kiedyś – zastrzega. – Teraz nie poszedłem z panią Rodowicz do pana Kurskiego, przepraszam bardzo. Trudno powiedzieć w tej chwili, że się z panem Jackiem Kurskim przyjaźnimy. Odkąd został komisarzem w telewizji, to ani razu go nie widziałem. Aczkolwiek umiarkowanie go krytykuję, bo mam zasadę, że jak z kimś byłem w jednej partii (a z nim był w ZChN), to stosuję pewną taryfę ochronną. Nie robię tego w przypadku Kaczyńskiego, Szydło, Błaszczaka – mówi naTemat Niesiołowski.

Niesiołowski, Kalisz, Miller

Inaczej sprawy się mają w przypadku Stefana Niesiołowskiego, Ryszarda Kalisza i Leszka Millera. – W latach 90. Niesiołowski i Miller prowadzili ogromne spory. Skakali sobie do gardeł, wióry leciały, a potem wychodzili z telewizji i razem wracali samochodem z Łodzi do Warszawy. Dzisiaj potrafią usiąść przy koniaku, wódeczce i rozmawiać – opowiada jeden z polityków. I Niesiołowski poniekąd to potwierdza: – Przyjaźń to może za mocne słowo, ale szanujemy się. Miller od dawna nie robi nic złego, więc nie ma żadnego problemu – mówi nam polityk. Z kolei do przyjaźni Niesiołowski-Kalisz przyznają się obaj politycy.
Ryszard Kalisz

Stefan Niesiołowski nieraz coś złego na mnie powiedział, a my się zawsze przyjaźniliśmy, od 25 lat. Nie była to przyjaźń bardzo zażyła, acz zdarzało się być gdzieś na obiedzie, spotykaliśmy się poza Sejmem.

Głośno mówiło się także o bardzo dobrych relacjach prezydenta Bronisława Komorowskiego z Januszem Palikotem. – Pamiętam, jak Palikot mówił w Sejmie, że się z Komorowskim spotykają i rozmawiają sobie przy herbacie czy winie – mówi jeden z polityków. – I faktycznie w wypowiedziach Palikota ciężko było znaleźć komentarze krytyczne wobec Komorowskiego, a wobec PO owszem. Dziennikarze mu wytykali, że "spiskuje" z Komorowskim. Ta teoria trochę legła w gruzach, kiedy wystartował na prezydenta. Przy czym też nie atakował Komorowskiego. W ogóle się do niego nie odnosił – przyznaje nasz informator.

Poza wizją emocje gasną

Dariusz Joński jako rzecznik SLD miał częsty kontakt z kolegami po fachu z innych partii. – Chcąc nie chcąc, to z innymi rzecznikami wracaliśmy razem. Chodzi o Krzyśka Kosińskiego (rzecznik PSL – red.), który jest obecnie prezydentem Ciechanowa. Patryk Jaki był wtedy rzecznikiem Solidarnej Polski, Adam Hofman (rzecznik PiS od 2010 roku – red.), czy Marcin Mastalerek (rzecznik PiS od 2014 roku – red.), który pochodził z Łodzi – wymienia Dariusz Joński.
Dariusz Joński

Oczywiście różnice zdań zawsze były, natomiast poza wizją emocje niewątpliwie były mniejsze. Jak ma się inne poglądy, to nie trzeba tylko i wyłącznie o polityce rozmawiać. Z Krzyśkiem Kosińskim byliśmy w Stanach Zjednoczonych przez trzy tygodnie. Więc mieliśmy czas rozmawiać długo na temat polityki. Nikt z nas nie przekonał się do poglądów drugiego. Natomiast kulturalni ludzie mogą i napić się piwa i porozmawiać o innych rzeczach. Jak ktoś prawie 24 godziny na dobę działa w parlamencie, to są osoby z którymi się często przebywa. Czasami nawet częściej, niż z rodziną. Z niektórymi była to znajomość, z niektórymi przechodziło to już w przyjaźń.

Często między Jońskim a rzecznikami innych partii dochodziło do sprzeczek. – Jeśli składałem projekt likwidacji funduszu kościelnego, a przychodził ktoś z PiS-u i tego bronił, to siłą rzeczy pojawiał się ogień. Zarówno jedna, jak i druga strona przedstawiała argumenty i nie były to rozmowy przy herbacie, tylko ostre dyskusje. A często w telewizji pojawiają się dodatkowe emocje, których poza ekranem nie ma – przyznaje Joński. Producenci programów telewizyjnych i reporterzy mnożą przykłady polityków, którzy na wizji sobie ubliżają, ostro dyskutują, a po programie chętnie rozmawiają o dzieciach. – Pamiętam ostrą dyskusję między Marcinem Kierwińskim z PO a Jarosławem Krajewskim z PiS, a po programie pełna zgoda, poklepywanie po plecach – relacjonuje dziennikarz. Inny z kolei wspomina, jak Jacek Kurski po burzliwej wymianie zdań, oferował podwózkę Robertowi Biedroniowi.

Przyjaźń to za duże słowo

Ale z przyczyn oczywistych politycy niechętnie przyznają się do bliskich relacji, zwłaszcza jeśli jeden z nich należy do partii rządzącej, a drugi do obozu opozycji. – Nie przyjaźnię się z nikim z PiS – zastrzega poseł PO. Ale dodaje, że nawet gdyby się przyjaźnił, to nie zrobiłby krzywdy i publicznie, by się do tego nie przyznał. – My się znamy. Rozmawiam w zasadzie z każdym, ale się nie przyjaźnimy – mówi Grzegorz Furgo z PO. Swego czasu głośno powtarzało się, że Ryszard Kalisz z SLD i Tadeusz Cymański z PiS mają nadzwyczaj dobre r
elacje. – Mamy bardzo dobre relacje, ale przyjaźń to za duże słowo. Nieoficjalne goszczenie się, wizyty w domu, to nie – mówi nam Cymański.
Tadeusz Cymański

To wyszło przez "Kawę na ławę". Potrafiliśmy się tam spierać w sposób dość cywilizowany. To robiło wrażenie. Ludzie nas lubili, bo Ryszard Kalisz był bardziej przy sobie, ja chudy. Taka była z nas parka. Zdarzyło się, że ludzie prosili Ryszarda, by mnie pozdrowił. A mnie, żebym jego pozdrowił. Nawet kiedyś o tym rozmawialiśmy. Ale nigdy się nie gościliśmy. Jak się nie atakuje za mocno, to jest wrażenie pewnej przyjaźni, ale to chyba dobrze. Jedyne w Sejmie z nim rozmawiałem. Ale to tylko tyle i aż tyle.

– Oczywiście, że lubimy się z Tadeuszem Cymańskim. Nie określałbym tego przyjaźnią, nigdy nie byliśmy u siebie. Siedzieliśmy długo przy jakimś obiedzie, czy na jakimś wieczornym spotkaniu. Lubiliśmy ze sobą porozmawiać, mieliśmy do siebie bardzo przychylny stosunek. Poznałem nawet jego syna. Można powiedzieć, że w kategoriach poselskich się przyjaźniliśmy – tak tę relację postrzegaRyszard Kalisz.


Inny polityk, który prosi o anonimowość widzi to jeszcze inaczej: – Jeden i drugi (Ryszard Kalisz i Tadeusz Cymański – red.) jest taki, że jak kogokolwiek spotka, to nie chce odejść od stołu. Cymański jest gadułą, z każdym na każdy temat i szybko się zaprzyjaźnia. Jest bardziej otwarty, uśmiechnięty. Pamiętam, kiedy jadłem z nim obiad, to zawsze opowiadał o wszystkim, łącznie z tym kogo spotkał w pociągu. Uśmiechnięty i to nie tylko na wizji. On taki jest naprawdę. Jak na polityka prawicy, to on jest z innej gliny – podkreśla jeden z posłów.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Johna Malkovicha
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta