Dyplomację w Ameryce Łacińskiej minister Waszczykowski chce prowadzić z pomocą Matki Boskiej Częstochowskiej. Będzie cud?
Dyplomację w Ameryce Łacińskiej minister Waszczykowski chce prowadzić z pomocą Matki Boskiej Częstochowskiej. Będzie cud? fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Szykuje się kolejne wielkie osiągnięcie polskiej dyplomacji. Po spektakularnym sukcesie, jakim było oddalenie perspektywy Brexitu przez premier Beatę Szydło (dziękujemy!), a także zwycięskie głosowanie 27:1 zjednoczonych państw UE, którego tak naprawdę nie było, minister Waszczykowski podjął się kolejnego dzieła. Wysyła do Ameryki Łacińskiej ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej, by promowała kulturę i historię Polski.

REKLAMA

Wszystko to w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017. Niestety jeszcze nie wiadomo, czy Maryja poleci na drugi koniec świata klasą ekonomiczną czy biznes, jak poseł Pawłowicz do Japonii. Pewne jest jedno: za jej egzotyczną podróż zapłacimy 100 990,00 zł. Pieniądze wpłyną na konto katolickiej fundacji Klubu Przyjaciół Ludzkiego Życia z Gdańska, która chce odebrać kobietom prawo do przerwania niechcianej ciąży, a na swoim fanpage zamieszcza teksty takie, jak ten o cudownym odrośnięciu amputowanej nogi. Chwalić Pana!

Spójrzmy prawdzie w oczy, cokolwiek rząd nie zrobi, hejterzy będą hejterzyć. Już słychać bardzo niekulturalne argumenty, że na całym świecie to ktoś, kto chce sprowadzić obraz płaci za jego wypożyczenie. Tymczasem konkurs ma promować kreatywność i innowacyjność, a płacenie za to, by inni oglądali nasz obraz, to naprawdę kreatywne i innowacyjne podejście.

Rząd PiS dał radę. Pokazał, że można to zrobić całkiem na odwrót. Sami sfinansujemy pobyt Matki Boskiej Częstochowskiej na innym kontynencie. Malkontenci powinni się ogarnąć, bo nie ma co narzekać. Przecież wszystko, czego dotknie się pan minister zmienia się w złoto. Potraktujmy więc ten wydatek jak inwestycję. Nie znaczy to jednak, że takie szlachetne przedsięwzięcie nie napotka na trudności. Jedną z nich jest względnie duża konkurencja lokalnych Maryji w Ameryce Łacińskiej, która może osłabić wymowę śmiałego ruchu Witolda Waszczykowskiego. Poza tym nasza Maryja jeździła tam już wcześniej, więc nie będzie to przełomowe wydarzenie.

Jednak jest to ryzyko, które warto podjąć. Jak powszechnie wiadomo, Maryja potrafi robić cuda, a właśnie tego w dyplomacji bardzo potrzeba naszej władzy. Wizerunek Polski jest jak rządowe limuzyny - w najlepszym wypadku porysowany, a w najgorszym do kasacji. Co się człowiek nie ruszy, to kraksa. Interwencja metafizyczna lub mitologiczna - jak zwał, tak zwał - byłaby odpowiedzią na polskie problemy.

Nie ma więc co narzekać na to, że rząd w tak subtelny sposób wkłada polskie pieniądze do kościelnych kieszeni. Wszak amerykańska podróż Maryi to zaledwie kropla w morzu wydatków państwa na kościelne imprezy - waciki wacików. Być może jak poświęcimy na to jeszcze więcej pieniędzy, to cud dla Polski nadejdzie. Wcześniej jednak musimy paść na kolana przed Matką Boską Budżetową.