
To on pierwszy wykazał, jak napięte są stosunki między prezydentem a szefem MON, informując o listach, jakie prezydent Andrzej Duda wysyłał do Antoniego Macierewicza. To on ujawnił, ile rząd wydaje na nagrody dla członków gabinetów politycznych (które przecież miały być zlikwidowane). To on przekazał informację, ile kosztowało podatników medialne szkolenie marszałka Marka Kuchcińskiego. Kto się kryje za profilem "Dane publiczne" na Twitterze?
Obserwując, do jak wielu informacji dociera administrator tego profilu, można sądzić, że jest to spora, prężna organizacja. Raz po raz bowiem publikuje coś, co wstrząsa polską sceną polityczną. Lub przynajmniej uchyla przed społeczeństwem rąbka tajemnicy, jak wygląda ta polityczna scena od kuchni. Ale nie – nie ma mowy o żadnej organizacji. Za wszystkim stoi jeden człowiek, którego – jak sam mówi – do działania zainspirowała Krystyna Pawłowicz. No i znajomość prawa. – Kim jestem? Obywatelem korzystający z art. 61 Konstytucji RP, który daje mi prawo do pytania władz o wszystko co nie jest tajne albo prywatne – wyjaśnia tajemniczo "demaskator".
Ostatnio na profilu "Dane publiczne" na Twitterze ukazała się informacja – ile podatników kosztowało to, że premier Beata Szydło złożyła Polakom wielkanocne życzenia.
To oczywiście tylko taka ciekawostka. No i suma wydana na sfinansowanie produkcji tego filmu też nie jest, umówmy się, gigantyczna. Jednak prawie za każdym razem, gdy na Twitterze pojawia się tego typu screen, od razu pada pytanie: "skąd to wiecie", "czy to nie fake"? Otóż nie.
Administrator profilu "Dane publiczne" o sobie mówić za dużo nie chce. Pytany o metody działania, co nieco ujawnia...
Tak było, gdy były już rzecznik prezydenta Marek Magierowski, publicznie przyznał, że Andrzej Duda wysłał list do ministra obrony.
– Więc spytałem w urzędzie, jakie listy i do jakich ministrów wysłano. I okazało się, że tego samego dnia MON otrzymał 3 listy, a o dwóch z nich, świadczących o tych samych wątpliwościach, które powtarzają media, eksperci i opozycja, akurat dyrektor Magierowski zapomniał poinformować – ujawnia "demaskator". I wątpi, aby był to przypadek. Niedługo potem treść tych listów mogli przeczytać wszyscy i dowiedzieć się o zastrzeżeniach głowy państwa do tzw. armii Macierewicza.
– Patrzę na ręce władzy, bo taka jest idea prawa do informacji. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się wnioskować także o informacje u partii opozycyjnych – przyznaje właściciel "Danych publicznych". Najczęściej publikowane na profilu informacje dotyczą kwestii finansowych – ile ktoś dostał i za co. Są to zarówno dane o nagrodach dla urzędników, jak i o usługach świadczonych na rzecz urzędów, czy o kosztach podróży przedstawicieli władz.
Prośbami o te dane administrator "danych" na pewno dał się już we znaki rządzącym. Ale to sami rządzący go do tego zachęcili.
Profil "Dane publiczne" działa niecały rok – i już zdobył wiele cennych, ważnych i ciekawych informacji.
Dla dobra i społeczeństwa, i polityków wszystkich opcji, jego autorowi pozostaje życzyć dalszych sukcesów.
