
Będzie nerwowo, ale Mariusz Błaszczak (PiS), może spać spokojnie. Arytmetyka sejmowa jest po jego stronie, koledzy i koleżanki z partii zagłosują przeciwko wotum nieufności dla ministra spraw wewnętrznych. Ale już sama dyskusja o niewyjaśnionej od roku śmierci Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie, może wywołać u polityka PiS ból głowy.
Mariusz Błaszczak nie jest pierwszym członkiem rządu, który "dorobił się" wotum nieufności. Wcześniej opozycja chciała odwołać Antoniego Macierewicza, ministra obrony narodowej. Głosowanie ws. wotum nieufności dla szefa MON odbyło się 24 maja - przeciwko odwołaniu Macierewicza ze stanowiska głosowało 238 posłów (PiS i kilku posłów Kukiz'15). Wszystko wskazuje na to, że w przypadku ministra Błaszczaka będzie podobnie.
Aby odwołać ministra, wotum nieufności musi poprzeć co najmniej 231 posłów (większość pełnego składu izby, czyli połowa z 460 plus 1 poseł). Platformie nie pomogą głosy .Nowoczesnej, która według zapowiedzi posłanki Moniki Rosy zamierza poprzeć odwołanie Błaszczaka.
Opozycja domaga się, by Mariusz Błaszczak poniósł polityczną odpowiedzialność za to, że od roku niewyjaśniona jest tragiczna śmierć Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie. Młody mężczyzna był wielokrotnie rażony paralizatorem przez policjanta, a wszystkiemu przyglądali się inni funkcjonariusze. Śledztwo ws. śmierci Igora przyspieszyło dopiero po emisji reportażu Wojciecha Bojanowskiego w TVN24 w maju br.
Andrzej Halicki, poseł PO, przekonywał na konferencji prasowej w Oleśnicy, że jest znacznie więcej przypadków niewyjaśnionych zgonów na komisariatach. Sprzeciwił się tuszowaniu tych wydarzeń. – Mamy do czynienia z nie do końca jasną śmiercią w Gnieźnie w kwietniu tego roku, w Warszawie, w Białymstoku, w Siedlcach, w kilku miastach miały miejsce zdarzenia, które muszą być wyjaśnione i obiecujemy to - będziemy dążyć do tego, aby w sposób systemowy tę kwestię rozwiązać – powiedział poseł Platformy.
