Jarosław Kaczyński na co dzień zachowuje się jak urzędnik.
Jarosław Kaczyński na co dzień zachowuje się jak urzędnik. Fot.Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński stoi na czele największej partii w Polsce, ma w garści prezydenta, rząd oraz parlament. W codziennym postępowaniu bywa jednak co najmniej małostkowy. Ma swoje rytuały, a ci, którzy wiedzą, jak do podejść, najczęściej są u niego wysoko postawieni.

REKLAMA
Schemat, rytuał, plan dnia, stabilizacja – to bardzo istotne określenia w życiu Kaczyńskiego. Każdego dnia przyjeżdża do siedziby, zdejmuje płaszcz, dostaje herbatę i... zaczyna urzędować. Kto zakłóca ten porządek, tylko go denerwuje.

Fragment z tekstu w "Newsweeku"

– Mieliśmy kiedyś takiego europosła Mieczysława Janowskiego. Chłop był kiepsko zorientowany w partyjnych realiach – opowiada poseł PiS. – W 2009 r. Jarosław wyciął go z listy, więc Mietek przyjechał aż z Podkarpacia, żeby zawalczyć o miejsce. Chciał być cwany, więc ustawił się o 8 rano na parkingu. Nikt mu nie powiedział, że prezes o tej porze jeszcze przewraca się z boku na bok. O 10.30 auto z prezesem wreszcie wjechało. – Panie prezesie, mogę na dwa słowa? – zagaił Mietek. – Nie. I drzwi się zatrzasnęły.

Ponadto skoro otrzymuje wypłatę za bycie posłem i prezesem, to przychodzi do biura. Siedzi i pracuje – a konkretnie zachowuje się jak urzędnik. Przyjmuje interesantów jak w "Uchu Prezesa" albo czyta korespondencję. – Jest w Polsce ostatnią instancją. Kiedyś pisało się do KC PZPR, dziś pisze się "Do Pana Prezesa". Piszą wszyscy – od członka PiS w terenie do szeregowego obywatela. A Kaczyński czyta to wszystko i dekretuje: "Przekazać ministrowi i zażądać natychmiastowej odpowiedzi" – mówi "Newsweekowi" polityk PiS.
Z tych listów Kaczyński bierze wiedzę o świecie. To dlatego kilka lat temu wypalił, że za rządów PO spadła liczba osób wypoczywających nad Bałtykiem. Później musiał go tłumaczyć Jacek Kurski. Poza listami prezes szczególnie ceni sobie donosy. Ich tematem może być wszystko. Związki z PO, znajomość z politycznymi rywalami, przesłuchanie w charakterze świadka, a także sprawy obyczajowe: zdrady małżeńskie, rozwody, przemoc w rodzinie. Prezes lubi z nich korzystać. Przytacza je w rozmowie z oskarżonymi i obserwuje ich reakcję.

Fragment z tekstu w "Newsweeku"

Najlepsze zdanie, jakie można wypowiedzieć podczas rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim, brzmi: „A słyszał pan, co mówią o...”. Prezes przepada bowiem za ploteczkami. Niektórzy budowali sobie pozycję na tym, że zawsze byli gotowi do dostarczania mu nowych informacji. Widzieli, że na to zawsze znajdzie czas.

Natomiast samo otoczenie prezesa funkcjonuje jak typowy dwór – wszyscy zabiegają o jego względy. Co istotne, sam Kaczyński już obiecał kilku politykom, że będą jego następcami. Usłyszeli to i Joachim Brudziński, i Mateusz Morawiecki. Obaj wiedzą o sobie. Tymczasem prezes lubi podkreślać, że Europę zbudowali nie trzydziestolatkowie, a sędziwi mężowie stanu Schumann i Adenauer. Możliwe jest więc, że prezes, choć już pobiera emeryturę, na razie się nigdzie nie wybiera.

Więcej w najnowszym "Newsweeku".