
Jarosław Kaczyński stoi na czele największej partii w Polsce, ma w garści prezydenta, rząd oraz parlament. W codziennym postępowaniu bywa jednak co najmniej małostkowy. Ma swoje rytuały, a ci, którzy wiedzą, jak do podejść, najczęściej są u niego wysoko postawieni.
Fragment z tekstu w "Newsweeku"
– Mieliśmy kiedyś takiego europosła Mieczysława Janowskiego. Chłop był kiepsko zorientowany w partyjnych realiach – opowiada poseł PiS. – W 2009 r. Jarosław wyciął go z listy, więc Mietek przyjechał aż z Podkarpacia, żeby zawalczyć o miejsce. Chciał być cwany, więc ustawił się o 8 rano na parkingu. Nikt mu nie powiedział, że prezes o tej porze jeszcze przewraca się z boku na bok. O 10.30 auto z prezesem wreszcie wjechało. – Panie prezesie, mogę na dwa słowa? – zagaił Mietek. – Nie. I drzwi się zatrzasnęły.
Fragment z tekstu w "Newsweeku"
Najlepsze zdanie, jakie można wypowiedzieć podczas rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim, brzmi: „A słyszał pan, co mówią o...”. Prezes przepada bowiem za ploteczkami. Niektórzy budowali sobie pozycję na tym, że zawsze byli gotowi do dostarczania mu nowych informacji. Widzieli, że na to zawsze znajdzie czas.
Więcej w najnowszym "Newsweeku".
