
Widziałeś kiedyś zdjęcia Józefa Piłsudskiego? Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ich autorem był Narcyz Witczak-Witaczyński, nadworny fotograf marszałka, jedna z nielicznych osób, które miały prawo portretować Piłsudskiego. Gdyby w jego czasach był Instagram, liczbą lajków przebiłby zapewne wiele dzisiejszych gwiazd internetu.
REKLAMA
Narcyz Witczak-Witaczyński jako jeden z nielicznych posiadał prawo do portretowania Józefa Piłsudskiego. Oprócz marszałka dokumentował także życie prywatne żołnierzy i ich rodzin. Jego prace to kawałek historii Polski oglądanej przez obiektyw aparatu fotograficznego. Dzięki rodzinie artysty wszystkie negatywy trafiły do Narodowego Archiwum Cyfrowego, gdzie każdy może wejść i zobaczyć, jak wyglądało życie w II RP.
Zdjęcia, które trafiły do archiwum, są w nadspodziewanie dobrym stanie technicznym, zważywszy na to, ile czasu przeleżały w pewnym domu w Garwolinie. – Dziadek krótko przed wojną zbudował przy koszarach dom. Nawet nie zdążył go wykończyć, a potem już nigdy nie było dość pieniędzy – wspomina ksiądz Jerzy Witczak, wnuk Narcyza Witczak-Witaczyńskiego. – Nie wiem, gdzie te zbiory znajdowały się w chwili wybuchu wojny, możliwe, że na terenie jednostki w której służył dziadek, dosłownie za płotem. Ale w trakcie okupacji były już w naszym rodzinnym domu.
Zbiór zajmował sporo miejsca, gdyż obejmował tysiące szklanych negatywów. – Do dziś zadaję sobie pytanie, jak to się stało, że Niemcy po aresztowaniu dziadka nie wywieźli tego ani nie zniszczyli. Pudełka z negatywami leżały w budynku przez całą wojnę – wspomina ksiądz Jerzy. – Również po wojnie komunistyczne władze się nimi nie interesowały, choć powszechnie wiadomo, że dziadek był jedną z kilku osób, które miały prawo fotografować marszałka, a ten nie cieszył się jakoś poważaniem nowych władz – dodaje wnuk artysty.
– Narcyz Witczak-Witaczyński był żołnierzem i patriotą – mówi Katarzyna Kalisz z Oddziału Zbiorów Fotograficznych w Narodowym Archiwum Cyfrowym. Karierę żołnierza zaczął od ucieczki z domu i zaciągnięcia się jako ochotnik do 2. szwadronu ułanów Legionu Puławskiego. Jeszcze w trakcie wielkiej wojny został żołnierzem I korpusu generała Dowbor-Muśnickiego, później brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej jako wachmistrz w Szwadronie Przybocznym Naczelnika Państwa.
Odznaczony Virtuti-Militari, Krzyżem Walecznych i kilkoma innymi odznaczeniami po wojnie pozostał w wojsku. Jako nieliczny cieszył się względami Piłsudskiego, który znany był z tego, że nie lubił się fotografować. Przy czym zdjęcia Narcyza Witczak-Witaczyńskiego nie ukazują marszałka w wystudiowanych pozach, są robione "na żywo” jak odbiera defiladę, jak rozmawia z podwładnymi, jak uśmiecha się do swoich żołnierzy.
Nie ograniczał się zresztą jedynie do fotografowania Piłsudskiego. Koledzy z jednostki, ich dzieci bawiące się w szarżę szwoleżerów pod Samosierrą, czy siwy arab (koń Piłsudskiego) – wszystko to zostało uwiecznione na kliszach.
– Do NAC trafiło ponad 4300 negatywów. Generalnie większość była w bardzo dobrym stanie fizycznym, tylko 26 z nich trzeba było poddać profesjonalnej konserwacji między innymi z powodu odspojenia emulsji – opowiada Katarzyna Kalisz. – Niektóre z biegiem lat trochę wyblakły, ale to można poprawić w trakcie procesu digitalizacji – dodaje.
Zdjęcia są skanowane, gdzie trzeba poprawiane w programach do edycji zdjęć i opisywane. – Co wiedziałem, to mówiłem Piotrowi Niedzieli i Magdzie Hartwig, którzy kontaktowali się ze mną w sprawie zbioru – mówi ksiądz Jerzy Witczak. Pomagał przy tworzeniu opisów tam, gdzie tylko mógł. – Ale wygląda na to, ze zespół NAC, gdy trzeba było opisać jakieś wydarzenie historyczne radził sobie świetnie i beze mnie – śmieje się ksiądz. Przy opisach pomagał też Rafał Rękawek, prawnuk Narcyza Witczak-Witaczyńskiego.
Jak to się stało, że fotografie o ogromnej wartości historycznej i - jakby to nie zabrzmiało - materialnej znalazły się w NAC? – To trochę przeze mnie – przyznaje Witczak. – Jako dyrektor biblioteki Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu jestem wielkim fanem digitalizacji. Zbiorem było zainteresowane Muzeum Wojska Polskiego, część fotografii przez lata trafiło też do pomniejszych placówek, ale nigdzie nie mają szansy, żeby zostać w całości udostępnione społeczeństwu. A w NAC obiecano mi, że każdy kto ma dostęp do sieci będzie mógł wejść na stronę i obejrzeć te fotografie – wyznaje ksiądz Jerzy.
Wnuk przekonał ciocię, która przechowywała spuściznę po ojcu, żeby bezpłatnie przekazała wszystko co ma do NAC. – To nie była taka oczywista decyzja. Ciocia po wojnie nie była bardzo majętną osobą, nosiła się z myślą, żeby sprzedać kolekcję lub przynajmniej jej część. Na pewno jest to warte trochę pieniędzy. Ale wspólnie z siostrą przekonaliśmy ją, że taka rzecz powinna należeć do wszystkich Polaków.
– Ta darowizna jest wyjątkowa z kilku powodów. Po pierwsze jest to wielki zbiór zdjęć dotyczących dumy polskiej armii II RP, czyli kawalerii. Nie mamy w zbiorach wielu takich zdjęć – mówi Katarzyna Kalisz. Pokazują żołnierzy w trakcie służby, czasem w różnych nietypowych sytuacjach. Pławienie koni na golasa, czy ułan z lancą szarżujący na … rowerze. – Wszystkie te fotografie zostaną zdigitalizowane i udostępnione na stronach naszego archiwum – zapewnia Kalisz. W tej chwili w sieci można obejrzeć tylko trochę ponad 700 fotografii. – Reszta będzie dostępna na początku lipca – twierdzi Kalisz.
Narcyz Witczak-Witaczyński nie przeżył wojny. Brał udział w konspiracji, aresztowany przez gestapo najpierw trafił na Pawiak, a po kilku miesiącach został wywieziony do obozu w Majdanku. W Garwolinie, z którym związany był przez wiele lat, stoi pomnik poświęcony pamięci fotografa Józefa Piłsudskiego, w kościele jest wmurowana tablica pamiątkowa, ale najbardziej o jego pamięć zadbali bliscy, którzy nie oglądając się na pieniądze zdecydowali się przekazać dzieło jego życia do państwowego archiwum. – Potomkowie kawalerzysty pokazali nam, co znaczy patriotyzm – podkreślają pracownicy NAC.
