
Sobota wieczór. Elegancka restauracja przy Chmielnej w centrum Warszawy. Mateusz z dziewczyną zamawiają dużą pizzę i wino. – Wybraliśmy tę knajpę, bo serwowała jedzenie po 22. Byliśmy bardzo głodni, chcieliśmy szybko – mówi Mateusz. Trochę za długo czekali, ale przymknęli na to oko, zajęli się rozmową. W końcu dostali. – Wszystko pyszne, ale w pewnym momencie oboje zamarliśmy. Moja dziewczyna z buzi wyciągnęła fragment porcelanowego, białego talerza, który najpewniej wpadł do ciasta – relacjonuje.
Oszukać obrazem
"Hit sezonu zimowego. Nasz słodki penkejk a w nim... masło orzechowe, karmel, orzechy, batonik i bita śmietana. Przyjemność dla ciała i duszy" – zachęcają właściciele jednej z warszawskich cukierni. Zdjęcie, którym opatrzono post wygląda bardzo apetycznie. Pięknie podany deser. Ale Ola była w restauracji, zjadła i takiej rozkoszy, jak na zdjęciu obiecują, nie doświadczyła.
Nie wierzmy za bardzo reklamie, ona jest po to, żeby nas zwabić. I wiadomo, że są to zazwyczaj rzeczy przesadzone. I znów, zależy to od kultury osobistej przedsiębiorcy, gastronomika. Jeżeli jest to człowiek z klasą, to do takich numerów się nie posunie, a jeżeli są po prostu nastawieni na zyski, na wyciągnięcie pieniędzy, to należy ich omijać. Myślę, że ciężko znaleźć narzędzia prawne w kwestiach estetycznych. Jest szemrana opinia na temat niektórych lokali właśnie dlatego, że nadużywają narzędzi promocyjnych. Takie miejsca należy omijać. Są też restauratorzy, którzy dbają o to, by nie zwabiać klientów. Takie pomysły starczają na jeden raz. Klient, który poczuje się oszukany, zniechęci dziesięciu następnych. A jeden zadowolony wcale tych dziesięciu następnych nie przyciąga. Dużo mniej się opłaca zniechęcić klienta, trzeba naprawdę dbać o to, żeby nie wychodzili z lokalu z poczuciem, że ktoś ich oszukał. Odrobienie tego wymaga naprawdę mnóstwo wysiłku.
Z mięsem, zamiast wege
Miała być mała primavera na tradycyjnym cieście, z bakłażanem, cukinią, papryką, absolutnie bez mięsa. A tymczasem po 15 minutach na stole wylądowała prowansalska, z niewielkimi, ale jednak kawałkami kurczaka. Alicja mogła zaczekać kolejne 15 minut na pizzę, którą pierwotnie zamówiła. Ale była tak bardzo głodna, że uznała, że wyciągnie mięso i natychmiast zaspokoi głód. Oburzyła się, ponieważ podobna sytuacja, w tym samym miejscu, zdarzyła się zaledwie dwa tygodnie wcześniej.
Ile można czekać, mam uczulenie na ten składnik
Można długo wyliczać sytuacje, kiedy w restauracji nie sprostano oczekiwaniom klienta. Każdy ma w zanadrzu kilka historii. Również Marta, która jest uczulona na pewną przyprawę. Długo dopytywała, czy na pewno nie znajdzie jej w daniu, które akurat zamawia. Kelner zapewniał, że nie. Ale szybko okazało się, że nie miał racji. – Prawie się udusiła, prawie wykitowała – opowiada Kasia.
Na to kelnerka z miną wykrzywioną w grymasie... "Ale wieee Pan, naprawdę? Jak Pan chce to okej, ale to ja będę musiała ze swoich pieniędzy za to zapłacić i będę stratna". Odpuściłem oczywiście, choć takie wzbudzanie winy w kliencie bardzo mnie zniesmaczyło. Ostatecznie dostałem gratis ciastko, na które i tak nie miałem siły.
Jeżeli chodzi o zagrożenie dla zdrowia, bo np. jest szkło, porcelana, nieświeże składniki, to trzeba powiadomić Powiatową Stację Epidemiologiczną, która może skontrolować pod względem higienicznym daną placówkę. Im więcej dowodów tym lepiej, bo później jest to taki spór, słowo przeciwko słowu. Pani mówi, że coś tam było, a właściciel temu zaprzecza. Jeżeli jest taka możliwość, to zbierzmy dowody, jeżeli mamy świadka, to również możemy go zabrać ze sobą. Albo złożyć zawiadomienie do Inspekcji Handlowej, jeżeli jakość tej potrawy była kiepska. Takich inspektoratów jest w Polsce 16. Jeżeli jakość potrawy zagraża życiu należy zgłosić się do sanepidu.
Jeśli potrawa jest niezgodna z zamówieniem, to klient może zgłosić do przedsiębiorcy reklamacje, że uzyskał usługę niezgodną z zamówieniem. I przedsiębiorca powinien ją rozpatrzyć. Jeżeli to jest jawne naruszenie interesów konsumenta, to przedsiębiorca powinien reklamację rozpatrzyć. Jeśli jednak nie chce, to klient może się zgłosić do Inspekcji Handlowej po pomoc. A my w jego imieniu możemy tam interweniować. Jeśli otrzymujemy jakąś informację od klienta, to idziemy i sprawdzamy, czy jakość jest niezgodna. Jeżeli potrawa jest niezgodna z deklaracją w cenniku, to mamy takie narzędzie, jak Ustawę o Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i wojewódzki inspektor może nałożyć karę na przedsiębiorcę za wprowadzenie do obrotu towaru niezgodnego z deklaracją. Możemy stosować takie procedury, jeżeli sami coś stwierdzimy.
