
Liderzy nie porywają, sondaże znowu nie sprzyjają, a zapowiada się na to, że wkrótce polecą na łeb na szyje ze względu to, że pojawiają się kolejne afery, w które uwikłane są stare twarze. Oto, jak na rok przed wyborami samorządowymi i dwa lata przed walką o parlament wygląda sytuacja centrowej opozycji nad Wisłą. I dlatego to najlepszy moment, by młode wilki polskiej polityki jednak wzięły sprawy we własne ręce, porzuciły zużyte szyldy i dały Polakom nadzieję na naprawdę dobrą zmianę.
REKLAMA
Szkoda siła na reanimację "skończonego projektu"
Nieoficjalnie mówi się, że sam Donald Tusk nazwał Platformę Obywatelską "projektem skończonym" już w czasach, gdy partia pod rządami Ewy Kopacz prostą drogą szła ku klęsce w wyborczym starciu z Jarosławem Kaczyńskim i spółką. Dwuletnia reanimacja partii pod okiem Grzegorza Schetyny na niewiele się zdała. Na krótko dogonić Prawo i Sprawiedliwość udało się tylko dzięki odcinaniu kuponów od brukselskiego sukcesu Tuska. Choć Schetyna twierdzi, że sondażami się nie przejmuje, jego taktyka bezczynnego oczekiwania na władzę nie daje realnych nadziei na sukces.
Nieoficjalnie mówi się, że sam Donald Tusk nazwał Platformę Obywatelską "projektem skończonym" już w czasach, gdy partia pod rządami Ewy Kopacz prostą drogą szła ku klęsce w wyborczym starciu z Jarosławem Kaczyńskim i spółką. Dwuletnia reanimacja partii pod okiem Grzegorza Schetyny na niewiele się zdała. Na krótko dogonić Prawo i Sprawiedliwość udało się tylko dzięki odcinaniu kuponów od brukselskiego sukcesu Tuska. Choć Schetyna twierdzi, że sondażami się nie przejmuje, jego taktyka bezczynnego oczekiwania na władzę nie daje realnych nadziei na sukces.
Tymczasem w nieprzerwanym ataku na opozycję jest "dobra zmiana" i wygląda na to, że do naprawdę mocnego uderzenia dopiero się przygotowuje. I bynajmniej nie chodzi o mozolne starania Małgorzaty Wassermann, Marka Suskiego i reszty sejmowej komisji śledczej, by "umoczyć" Donalda Tuska w aferę Amber Gold. Ich popisy wyborców głównie bawią. O wiele mocniej szyld PO może zostać obity po tym, co szykowane jest na wiceszefową tej formacji Hannę Gronkiewicz-Waltz. Komisja weryfikacyjna może jest prowadzona przez Patryka Jakiego nieudolnie, a jej istnienie budzi wątpliwości konstytucyjne, jednak każda relacja z jej obrad dostarcza Polakom rewelacji, które zaufania do Platformy z pewnością nie odbudowują.
A przecież wierchuszka kontrolowanych przez PiS organów ścigania odgrażała się, że dopiero po wakacjach nastąpi taka seria aresztowań, że w mediach nie nadążymy z relacjonowaniem tego, który ze znanych polityków od tej chwili będzie przedstawiany tylko z pierwszej litery nazwiska. Oczywiście, że najtwardszy elektorat będzie krzyczał, że służby realizują polityczne zamówienie i pewnie będzie w tym wiele prawdy. Nie ma jednak żadnych szans, by to wszystko zagrało na korzyść opozycji. Będzie raczej tak, że twarze uwikłane w afery pociągną na dno całą resztę.
Dlatego nadchodzi idealny moment, by młode, ale zarazem mogące pochwalić się politycznym obyciem pokolenie centrystów wreszcie wybiło się na niepodległość. Oczywiście, że przeciwko nim przemawia fakt, iż na scenie politycznej i tak jest już tłoczno. Jasne, że będzie im trudniej startując bez struktur regionalnych. Wszyscy pamiętamy też, czego uczy historia Twojego Ruchu, czy Nowoczesnej. Takich odstraszających argumentów wynikających z klasycznych reguł polityki można wymienić jeszcze wiele.
"Dał nam przykład Macron (i nie tylko), jak zwyciężać mamy..."
Tyle że klasyczna polityka się skończyła! Udowodniło to nie tylko PiS przed dwoma laty u i Donald Trump przed rokiem, ale też Emmanuel Macron, który najpierw sięgnął po prezydenturę, a po kilku tygodniach jego ludzie szturmem wzięli francuski parlament. I właśnie z jego know how młode wilki polskiego centrum powinny czerpać garściami. Pamiętając o tym, że Francją rządzi dziś siła, która jeszcze półtora roku temu nie istniała, a jej członkowie działali we wielu konkurencyjnych wówczas organizacjach.
Tyle że klasyczna polityka się skończyła! Udowodniło to nie tylko PiS przed dwoma laty u i Donald Trump przed rokiem, ale też Emmanuel Macron, który najpierw sięgnął po prezydenturę, a po kilku tygodniach jego ludzie szturmem wzięli francuski parlament. I właśnie z jego know how młode wilki polskiego centrum powinny czerpać garściami. Pamiętając o tym, że Francją rządzi dziś siła, która jeszcze półtora roku temu nie istniała, a jej członkowie działali we wielu konkurencyjnych wówczas organizacjach.
Ktoś powie, że Francja, to nie Polska. Tyle że wszystko wskazuje na to, że wzór zmiany, którą mad Sekwaną tak skutecznie zaoferował Macron, powstał znacznie bliżej Polski. W jednym z ostatnich wywiadów czeski polityk i miliarder Andrej Babiš (nieco błędnie nazywany "czeskim Trumpem") zdradził, że to on podpowiedział Emmanuelowi Macronowi, by stworzyć zupełnie nowy ruch, wciągający zarówno młode wilki polityki, jak i popularne nazwiska, naprawdę cenione przez wyborców. I zdaje się, że to nie puste przechwałki, bo Macron swoje En Marche! naprawdę w ten sposób zbudował wkrótce po kolacji z Babišem.
A doradzający francuskiemu koledze Czech wiedział, co mówi. W podobny sposób zbudowane jest bowiem jego ANO. Czyli formacja, którą po ostatnich wyborach Babiš wprowadził do koalicji rządowej, a teraz czeka tylko na kolejne wyborcze starcie, by zwyciężyć w nim z ogromną przewagą nad pozostałymi konkurentami. Skądinąd, głównie dzięki umiejętnemu łączeniu prounijnych planów na przyszłość i budowaniem silnej pozycji partii na arenie europejskiej ze sceptycyzmem wobec przyjęcia euro i uchodźców. Czyli stworzeniu obszaru do pewnego porozumienia dla większości obywateli jego państwa.
Naprawdę trudno więc o lepsze instrukcje na to, jak wreszcie sprawić, by na na opozycji pojawiła się siła, do poparcia której Polaków mogłoby motywować coś więcej niż sprzeciw wobec PiS. Nowy szyld, niezużyte twarze z otwartymi umysłami i propozycja prawdziwej zmiany mogą wystarczyć, by odnieść podobny sukces także nad Wisłą. Nie wolno tylko przegapić odpowiedniego momentu.
