
Jest czerwcowy poranek 1907 roku. Pani Anna z Dunin-Wąsowiczów Komornicka budzi się w hotelu Bazar w Poznaniu. Dzień wcześniej zatrzymała się tu, by odpocząć. Droga z Kongresówki nad Bałtyk jest wyczerpująca, a ona nie może pozwolić sobie na zmęczenie – w podróży towarzyszy jej chora córka, Maria. Obie kierują się do Kolbergu, dzisiejszego Kołobrzegu, do uzdrowiska. Maria potrzebuje pomocy, a pani Anna liczy, że morskie powietrze pomoże dziewczynie się otrząsnąć. Ta bowiem cierpi z powodu tajemniczych omamów. Anna zaczyna dzień od wizyty w pokoju córki. Gdy otwiera drzwi, staje jak wryta – w drzwiach wita ją nie Maria, lecz Piotr. Piotr Odmieniec Włast, który jak twierdzi mieszka w ciele Marii od zawsze, a na dowód swej męskiej natury w nocy spalił wszystkie kobiece ubrania w piecu.
Maria przyszła na świat 25 lipca 1876 roku we wspomnianym Grabowie. Jej ojcem był niedoszły prawnik, właściciel majątku, Augustyn Komornicki. Ponieważ jego kariera legła w gruzach, swoje frustracje wyładowywał na dzieciach. Maria była katowana. Pewnej nocy stukł ją niemal do nieprzytomności za to, że płakała i nie pozwalała mu się wyspać. Doświadczenia jakie zaserwował dziewczynie miały zburzyć fundamenty zdrowego rozwoju jej psychiki.
Wkrótce po tym wydarzeniu Maria wyjechała na studia do Cambridge. Brzmi świetnie, jednak nie był to jej wolny wybór, lecz decyzja podjęta pod wpływem szantażu ojca, a Camridge nie było wówczas lepszym światem, jak sobie to wyobrażano. Augustyn, który czuwał nad literacką karierą córki uznał, że tragiczny koniec romansu z kuzynem i znajomość z Wacławem Nałkowskim i Cezarym Jellentą (pierwszy był znanym publicystą związanym z socjalistami, ojcem Zofii Nałkowskiej, drugi Żydem) mają na jego córkę zły wpływ i postanowił ją od "źródeł jej kłopotów" odciąć. Postawił jej ultimatum: albo wyjeżdża do Anglii na kolegium dla kobiet, albo wraca do Grabowa. Wybór był dla niej oczywisty, jednak szybko okazało się, że niezbyt dobry.
Maria, mimo że jej uroda nie zachwycała (Jan Lorentowicz, publicysta i krytyk teatralny pisał: "urody była miernej. Drobna, ubrana skromnie, wywierała wrażenie raczej młodego chłopca, co jeszcze bardziej podkreślały krótkie, po męsku ostrzyżone włosy, dość rzadkie w owych czasach u kobiet") przyciągała mężczyzn jak magnes i potrafiła owinąć sobie każdego wokół palca. 1987 roku poznała dziesięć lat starszego poetę Jana Lemańskiego, który stracił dla Komornickiej głowę. Był zakochany i zaborczy – podobno gdy widział, że rozmawia ona z innymi mężczyznami w restauracji, chwycił dwa noże i ocierając je o siebie, szeptał cicho: "po gardziołku, po gardziołku...".
Po rozpadzie małżeństwa w 1900 roku Maria zajęła się głównie pisaniem. Publikowała w krakowskim "Życiu" i warszawskim "Głosie", rozpoczęła współpracę ze znaną "Chimerą", gdzie można było czytać recenzje jej autorstwa. Na salonach zaczęła być postrzegana jako ekscentryczka, dziwaczka z trudnym charakterem. Był to również czas, w którym po raz pierwszy podpisała się pseudonimem "Piotr Włast". Nazwisko to podsunęła jej matka. Maria nie chciała recenzować jako Komornicka, ponieważ jej zdaniem utwory te nie były twórczością oryginalną, a "Piotr Włast" wydawał się odpowiedni. Postać o tym nazwisku istniała naprawdę. Włast był XII-wiecznym palatynem Bolesława Krzywoustego, uważano go też za protoplastę rodu Dunin-Wąsowiczów. Nikt jednak nie spodziewał się, że nazwisko to zostanie z Marią na zawsze i już niebawem stanie się znacznikiem jej nowej tożsamości. Wraz z publikacją autobiograficznej powieści "Biesy" w 1903 roku Maria przyznała się do osobistej klęski: "Umiałam tylko tworzyć i niszczyć. Kochać nie umiałam".
Niedługo potem zaczęły krążyć plotki, że Maria oszalała – miała oblewać pracowników biblioteki zimną wodą, a sama miała cierpieć z powodu omamów, którym towarzyszył histeryczny krzyk. W związku z niepokojącymi wieściami, jakie docierały do rodziny Marii, w Paryżu odwiedziła ją matka, która zdecydowała się umieścić córkę w zakładzie psychiatrycznym we Francji. Zdawało się, że poetka stanęła na nogi – wróciła do pisania dla "Chimery". Jednak "poprawę" przerwała decyzja o... usunięciu sobie wszystkich zębów. Rozważa się, że jej motyw był inny niż szaleństwo – docierało do niej, że w głębi duszy jest mężczyzną, do którego pragnęła również fizycznie się upodobnić. W 1907 roku po powrocie do Polski pisała: "że jej coś się w głowie stało i że do normy jej umysł już nie wróci". Wydarzenia te był zapowiedzią tego kluczowego – czerwcowej nocy w poznańskim hotelu Bazar.
Pierwsze siedem lat życia Piotr Włast spędził w różnych zakładach psychiatrycznych. Nie interesowała się nim rodzina, co było wyraźnym sygnałem odrzucenia. Piotr przeżywał to i próbował umotywować w listach do matki swoje "szaleńcze" zachowanie: "Żądam opuszczenia nędznego miejsca wariata w tym zakładzie. Mój niedorozwój płciowy nie jest powodem dręczenia mego ducha, który jest zdrowy i potrzebuje pola działania. (...) Proszę Cię więc, droga Matko, nie zwlekaj z wyprowadzeniem mnie z tutejszej matni. (...) A ja, choćbym do śmierci miał nie dowiedzieć się gruntu tej całej tajemniczości, przecie wariatem nigdy nie będę, choćbyście spiętrzyli nade mną cały stos "dowodów" najautentyczniejszych."
Na niewiele się to zdało. Piotr wrócił do rodzinnego Grabowa tylko dlatego, że wybuchła I wojna światowa i tak jak reszta pacjentów, został wypuszczony i przywieziony pod wskazany adres. Rodzina przyjęła go, jednak rozkazała mieszkać w małym pokoju na strychu. W ukryciu przed ludźmi, bez kontaktu ze światem, pod warunkiem, że nie wyda się, że Piotr był kiedyś Marią... W tych okolicznościach przez kilka lat powstawało najważniejsze dzieło Piotra Własta poświęcone jego matce "Xsięga poezji idyllicznej".
Nie ma jednego wniosku czy jednej diagnozy, która określałaby co się działo z Marią/Piotrem przez 73 lata jej/jego życia. Maria być może chorowała na schizofrenię, jednak w zachowaniu Piotra brak jest jakichkolwiek objawów tej choroby. Z drugiej strony – światopoglądy Marii i Piotra mocno się od siebie różnią. Na przykład Piotr miał pozytywny stosunek do macierzyństwa, a Maria wręcz przeciwnie. Łączyła ich za to niechęć do mężczyzn. Pytanie czy różnice te wynikają z choroby czy np. dojrzewania. I kolejne: czy żeńska forma gramatyczna i ostatni podpis pod listem jest dowodem na rozdwojenie jaźni, gestem skierowanym do siostry, który miał przypomnieć dawne czasy czy może sugestią, że Piotr w obliczu ostatecznego pożegnania znów poczuł się Marią...? Prof. Maria Janion dopatruje się w życiorysie Komornickiej silnej motywacji do emancypacji. Janion twierdzi, że poetka mogła tak mocno pragnąć wyzwolenia kobiet, że sama porzuciła swoją kobiecość, uznając, że kobietą się po prostu nie opłaca być. "Mężczyzna może poznać pełnię życia, bo w nim żyje jednocześnie mężczyzna i człowiek. Dla kobiety zostaje tylko ułamek życia – musi być albo człowiekiem, albo kobietą" - pisała przed przemianą Komornicka.
