
Na Twitterze prawica wytrwale hejtuje Wojciecha Malajkata używając hashtagu #DajMalajkatowi. Zwolennicy koalicji rządzącej prześmiewczo, a nawet wulgarnie komentują list otwarty, jaki znany aktor i jednocześnie rektor Akademii Teatralnej wystosował do prezydenta Donalda Trumpa. Malajkat napisał list, bo wizyta amerykańskiego polityka zakłóci Festiwal iTSelF – ze względów bezpieczeństwa nie będzie można na niego dotrzeć. Wojciech Malajkat w rozmowie z naTemat komentuje sprawę listu i prawicowego hejtu.
REKLAMA
Czy naprawdę liczy pan na to, że prezydent Donald Trump odpowie na pański list?
Wojciech Malajkat: Byłbym zaskoczony, gdyby się tak stało (śmiech). Jeśli jednak się dowie, to liczę na jego poczucie humoru.
Tymczasem niektórzy traktują pański list śmiertelnie poważnie.
No cóż, liczyłem też na poczucie humoru Polaków. Być może się przeliczyłem. To była prowokacja artystyczna.
Wchodził pan do internetu?
Nie.
Na Twitterze prawica używa hashtagu #DajMalajkatowi, by drwiąco nazywać pana żebrakiem i robić wulgarne aluzje seksualne do pana i posłanek opozycji.
Hejt mnie nie dziwi, zdziwiłbym się, jakby nie było hejtu. Jestem dorosłym, odpowiedzialnym, człowiekiem. List napisałem po konsultacji z pracownikami Akademii. W przeciwieństwie do mnie wchodzą do internetu i się przejmują tymi wrogimi wpisami. Niesłusznie, bo nie robi to na mnie wrażenia.
Od jak dawna planowaliście państwo festiwal?
Planowaliśmy od dwóch lat, a pracowaliśmy nad nim od roku. Festiwal iTSelF to spotkanie kultur, występują u nas zespoły teatralne z Peru, USA, Izraela... Zresztą, o czym być może nie wszyscy wiedzą, patronat nad festiwalem objął prezydent Andrzej Duda i Ministerstwo Kultury.
Zarezerwujecie państwo miejsce na widowni dla prezydenta Trumpa?
Jeśli nas odwiedzi, to będzie dla nas zaszczyt. Każdy ustąpi mu miejsca.
