
Wizyta prezydenta Donalda Trumpa rozpaliła emocje prawicy. I nie chodzi tylko o poseł Pawłowicz, która pisze do niego na Facebooku po polsku, bo rzekomo zrozumie ją "intuicyjnie", ani blogerkę, dla której jest to wydarzenie rangi pielgrzymki Jana Pawła II. Zwolennicy PiS i jego przystawek wiążą z wizytą amerykańskiego polityka duże nadzieje, ale nie zawsze chodzi im o to samo.
REKLAMA
Wrak
Tak, chodzi o Smoleńsk. W polskiej polityce od ponad 7 lat zawsze ostatecznie chodzi o Smoleńsk. Zresztą Donald Trump nie może mieć pretensji o to, że nasi "zamachowcy" będą się dopominać o interwencję u Putina w sprawie zwrotu szczątków samolotu, flagowego postulatu podkomisji Macierewicza. W końcu sam, jeszcze jako kandydat na prezydenta, obiecał podczas Kongresu Polonii Amerykańskiej w Chicago, że "zrobi co w jego mocy", by pomóc polskiemu rządowi w odzyskaniu wraku.
Środowiska polonijne związane z "Gazetą Polską", która jest z kolei związana z PiS-em, przypomniały mu o tej obietnicy na już początku roku, a poseł Jarosław Kaczyński zadeklarował wówczas, że chętnie przyjąłby pomoc amerykańskiego prezydenta. Pewnym problemem może być jednak to, że wcale nie ma pewności, że prezydent Andrzej Duda, przed laty urzędnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej, upomni się o tupolewa. Na pytanie dziennikarki, czy Duda będzie rozmawiał z Trumpem o wraku, jego rzecznik odpowiedział wymijająco, że "może będzie, a może nie będzie". Można się tylko domyślać, dlaczego.
Pstryczek
"Wizyta Donalda Trumpa w Warszawie to pstryczek w niemieckie i francuskie nosy" – twierdzi serwis wPolityce. "I potężny cios dla Rosji" – dodaje. To ostatnie może być problemem ze względu na wrak, ale nie ma co się czepiać. Mniej dyplomatyczni są prawicowi internauci, którzy są przekonani, że fakt, iż Trump wstąpi do Polski przed szczytem w Niemczech, przyprawi Europę lub opozycję o ból głowy.
Dla niektórych amerykański prezydent w Polsce to symboliczne zmiażdżenie i zaoranie opozycji. Jest to więc nadzieja na pognębienie nielubianych ludzi lub środowisk, a nie na coś konstruktywnego. No cóż, nie trzeba tego rozumieć, wystarczy pamiętać, że ludzie czerpią satysfakcję z różnych rzeczy.
Zbawiciel
Finansowana przez PiS "Gazeta Polska" wita Donalda Trumpa okładką "Make Poland Great Again" (czyli uczyń Polskę znowu wielką). To przeróbka hasła wyborczego amerykańskiego prezydenta, który obiecał, że doprowadzi Stany Zjednoczone do wielkości.
Ale tu też nie obejdzie się bez trudności, bo jak słusznie, choć w kontekście Trumpa dwuznacznie, zauważył jeden z komentatorów w TVP, doktryna amerykańskiego prezydenta to interes na wierzchu. Dwuznacznie, bo podczas kampanii wyciekło nagranie, na którym Trump, według prawicy obrońca konserwatywnych wartości, mówi o "łapaniu za cipkę".
Abstrahując jednak od tej drobnej niezręczności trzeba zauważyć, że interesy USA i Polski nie są tożsame. Trump nie będzie ani zbawicielem, ani papieżem, choć znana w prawicowych kręgach blogerka bardzo by tego chciała. Uczynienie Polski wielką to nadal zadanie dla polskich polityków.
Ego
Zła i niedobra Europa kręci nosem na demontaż instytucji demokratycznych i łamanie prawa w imię narodu, ale prezydent Trump pokaże, że Polska jest potęgą – tak można streścić emocjonalne potrzeby części prawicy, które ma zaspokoić prezydent USA. Owszem, wizyta polityka tej rangi to ważna sprawa, ale Polska nadal pozostanie w środku Europy, a nie za oceanem (gdyby graniczyła z USA, Trump pewnie wzywałby do budowy muru powstrzymującego polskich imigrantów).
Poza tym, nawet jeśli Trump będzie poklepywał się z PiS-em po plecach, to i tak spotka się z b. prezydentem Lechem Wałęsą, którego już w poniedziałek policja siłą będzie usuwać z Krakowskiego Przedmieścia zaanektowanego na potrzeby partii rządzącej. Nie ma róży bez kolców.
Wizy
Niekończąca się obietnica amerykańskich prezydentów, niczym wprowadzenie związków partnerskich przez PO lub "dojście do prawdy o Smoleńsku" przez PiS. Gdy Polacy przestaną nielegalnie osiedlać się w Stanach, wizy znikną, tak jak u innych narodów. Mówiąc wprost, trochę jeszcze na to poczekamy. Paradoksalnie, ten temat może trochę poróżnić PiS i Trumpa, bo ich stosunek do nielegalnych imigrantów jest bardzo zbliżony.
