
Nad muzyką do "Wiedźmina" pracował prawie dwa lata. Dziś mówi: – "Wiedźmin" był super, ale trzeba iść dalej. Mikołaj Stroiński – kompozytor muzyki do seriali, filmów i gier – siebie porównuje do "architekta", którego można zaprosić do zaaranżowania każdego pomieszczenia. – Jak wynajmujesz mnie do swojego domu, to mi nie wypada okryć się szalem pogardy i powiedzieć: "jak to, nie pozwala mi pani wprowadzić elementów gotyku?". To praca na wynajem, przy okazji zdarza się mniejsza lub większa sposobność bawienia się sztuką – przyznaje.
To akurat jest powiązane. Nie słucham słów, bo muzyka traci abstrakcyjny wymiar, gdy ktoś zaczyna mówić. Tak było w przypadku The Beatles. Dla ośmiolatka kawałek "Butterfly" może być faktycznie o motylku, a nie o czyichś powiekach. A gdy już wiadomo, że jest o powiekach, to traci się całą przyjemność z domysłów. Wiem, że przez większość czasu nie zwracałem uwagi na słowa. Natomiast dokonuje się we mnie zmiana. Przychodzi mi pisać piosenki i tak się złapałem.
Czyli jednak słowo w muzyce jest ważne?
W Polsce popularna jest muzyka disco polo, w której słowa są, ale czasami nie ma treści.
Tworzy Pan muzykę i do filmów, i do seriali, i do gier. Co jest najtrudniejsze?
Tak, rozumiem, kiedyś grałam w Mario.
odbiorcę w interesującą podróż.
Technicznie: jak długo trwa komponowanie muzyki np. do 10-odcinkowego serialu?
Później tę muzykę prezentuje Pan reżyserowi i to już koniec pracy?
Nie ma Pan poczucia, że ktoś uderza w Pana wolność artystyczną?
A co jeśli serial, do którego skomponował Pan muzykę, okazuje się klapą?
Wieść miejska niesie, że ma Pan komponować muzykę do serialu Netflixa "Wiedźmin".
Wszyscy rozpływają się nad muzyką z "Wiedźmina". I podobno soundtrack z gry był najchętniej słuchanym w grudnia 2016 roku na Spotify. Nie obawia się Pan, że zostanie zapamiętany głównie jako gość, który stworzył muzykę do "Wiedźmina 3: Dziki Gon"?
Podobno często Pan sprawdza opinie internautów na swój temat.
Ma Pan feedback od odbiorców?
Przynajmniej raz w tygodniu dostaję przyjemnego maila od osoby, której nie znam. Ostatnio poproszono mnie o pozwolenie, by muzykę z "Wiedźmina" ktoś mógł wykonać na harfie na weselu. Miejmy nadzieję, że nowożeńcy się po tym nie rozwiodą.
- Dobry serial z dobrą muzyką, który poleciłby Pan naszym czytelnikom? - pytam.Na pewno "Fargo". Jestem wielkim miłośnikiem tego serialu, muzyka jest obłędna, bardzo mądra. Urzekł mnie jeszcze jeden serial Netflixa - "Ania z Zielonego Wzgórza". Powinien dostać Emmy i Grammy. Cudowny. Zaufałem żonie, stwierdziłem, że jeśli jest na Netfliksie, to może być coś dobrego. I faktycznie, to serial o sierocie, pokazuje jej świat. Przy okazji operując niesamowitą muzyką. Byłem wniebowzięty słuchając tej muzyki.
Zaczynał Pan jako ghostwriter. Dla kogo Pan komponował?
Czuje się Pan częścią tamtej społeczności?
Pracował Pan z Wojciechem Smarzowskim, Agnieszką Holland, a także z reżyserami zza oceanu. Czym się różni ta współpraca?
Zdarzyło się Panu odrzucić jakieś zlecenie ze względu na reżysera, producenta?
Wspomniał Pan jakiś czas temu, że będzie komponował muzykę do salonów odnowy biologicznej, czy to doszło do skutku?
Muzyka w filmie, czy grze buduje emocje, ale ciągle jest tylko tłem. Wybieramy się na film, bo przyciąga nas reżyser, a nie kompozytor. To kompozytora boli?
