Artur Dunin to jeden z posłów PO, który zagłosował, choć nie powinien. A wszystko przez...roztargnienie.
Artur Dunin to jeden z posłów PO, który zagłosował, choć nie powinien. A wszystko przez...roztargnienie. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Batalia o Krajową Radę Sądownictwa skończyła się tak, jak można było przewidzieć: przyjęciem ustawy, zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości i początkiem demontażu władzy sądowniczej w naszym kraju. Była jednak malutka szansa na to, aby głosowanie chociaż odłożyć w czasie. Wszystko zepsuło... dwóch posłów Platformy Obywatelskiej.

REKLAMA
Polityczny poranek rozpoczął się od zmian w KRS-ie i projektu nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. Jednak patrząc na wczorajszą sejmową frekwencję i arytmetykę, jak nigdy była szansa na zablokowanie, a przynajmniej odłożenie w czasie przyjęcia zmian w ustroju Krajowej Rady Sądownictwa. Jak? Do zerwania kworum brakowało trzech głosów, a polityków opozycji, którzy brali udział w głosowaniu było pięciu: 3 z koła Republikanów i 2 z Platformy Obywatelskiej. Co prawda tych pierwszych do głosowania po myśli PiS-u przekonywał sam Marek Suski, jednak pozostałe dwie osoby to wielkie zaskoczenie.
Natychmiast pojawiły się komentarze, mówiące o braku dyscypliny, a wręcz o działaniach na rzecz partii rządzącej, a prawa strona nie szczędzi pochwał i nie ukrywa zadowolenia.
Od razu pojawiły się tłumaczenia winowajców, że to przez nieuwagę, że to błąd systemu, że karty zostały wyciągnięte, ale widocznie za późno. Przeprowadzona została też cała akcja u Marszałka Sejmu, mająca na celu unieważnienie głosów, do czego ostatecznie doszło. Jednak na nic się to zdało, poseł Artur Dunin i Tomasz Głogowski zostali zawieszeni w prawach członka klubu parlamentarnego PO.
Można zadawać sobie pytanie: jak to możliwe? Albo głosujemy, albo nie. Albo wyciągamy karty z maszynki do głosowania, albo nie. Tym bardziej, że koleżanki i koledzy z sejmowych ław zdążyli to wszystko zrobić. I nawet o tym zatweetować.
Sytuacja przypomina trochę lekcję historii, na której mamy bardzo dużo spraw do omówienia z kolegą z ławki, akurat wtedy gdy trwa bardzo ważna dyskusja na temat skutków sprowadzenia Zakonu Krzyżackiego na ziemie polskie. I gdy nauczyciel widząc ożywioną dyskusję uczniów, tyle że nie na temat, zadaje pytanie - "Kowalski, czy wstawić ci jedynkę za gadanie? ", my w roztargnieniu i rozmowie z kolegą, odruchowo i ochoczo odpowiadamy: Tak, panie profesorze.
Malutka szansa na małą sejmową sensację została zaprzepaszczona, jednak na przyszłość warto, żeby posłowie opozycji znali i stosowali krótki poradnik zachowania podczas głosowań.

1. Słuchamy tego, co mówi się na klubie. Zazwyczaj zapadają tam dosyć ważne decyzje i wypadałoby je znać i stosować.

2.Nie gadamy podczas głosowań. Do tego, że różne dyskusje na sali plenarnej nie interesują posłów, którzy w tym czasie wolą poczytać gazety, albo pograć na tablecie już się przyzwyczailiśmy. Jednak proces głosowania trwa mniej niż 30s, więc można na tę małą chwilę przerwać swoje zajęcia.

3.Patrzymy na to, co robią koledzy z ław. Mówi się, że nie powinno się ślepo podążać za tłumem, ale w tym przypadku warto zobaczyć co robią inni i...robić to samo.

4.Poćwiczyć refleks. Lepiej szybciej wyjmować karty z maszynki niż wolniej. Można uniknąć biegania do Marszałka, a Twitter też będzie spokojniejszy.

5.Nie naciskać bezmyślnie przycisków. Z pewnością każdy zna przypadki, gdy postępowanie według "a co tam, wcisnę, zobaczymy co się stanie", skończyło się źle. Tym razem też tak było, a w przyszłości może być przecież jeszcze gorzej.

A tak na poważnie. Tu nie ma zastosowania argument: "przecież i tak nic by to nie dało". To była jedyna szansa na sprzeciw wobec likwidacji państwa demokratycznego przez PiS. I mała szansa na zatrzymanie maszynki PiS. Nawet tego opozycja nie może dobrze zrobić.